Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Recenzja filmu „Patrz jak kręcą”. Kryminał z dawką humoru

Udana gra z konwencją powieści Agathy Christie.

Film „Patrz jak kręcą” doskonale bawi się konwencją kryminału, ale także z pewną dozą ironii z nią polemizuje.

Z pewnością każdy kiedyś obejrzał chociaż jeden film opierarty się na powieściach Agathy Christie. Jej kryminały korzystają zazwyczaj z bardzo podobnego schematu: ktoś umiera, pojawia się detektyw, który rozwiązuje zagadkę i po wielu zwrotach akcji i odrzuceniu wszystkich wątpliwości zostaje wskazany winowajca. Omawiana produkcja proponuje nieco inne spojrzenie na klasyczny plan wydarzeń.

Akcja rozgrywa się w latach 50’ w Wielkiej Brytanii. W teatrze na West Endzie trwają prace nad przygotowaniem sztuki opierającej się na kryminale pt. „Pułapka na myszy” Agathy Christie. W filmie zawarto odniesienia do prawdziwych wydarzeń, ponieważ w sztuce występuje Richard Attenborough (w tej roli Harris Dickinson), a w niektórych ujęciach mamy nawet okazję zobaczyć rozwieszone plakaty z podobizną aktora.

Funkcjonariuszka Stalker na tle plakatu z Davidem Attenborough

W trakcie jeden z prób umiera reżyser Leo Kopernick (Adrien Brody), a całą sprawę przejmuje elitarna jednostka policyjna ze „Scotland Yardu”. Do akcji zostają przydzieleni inspektor Stoppard (Sam Rockwell) i młoda funkcjonariuszka Stalker (Saoirese Ronan). Od początku widzimy pomiędzy nimi dużą różnicę charakterów.

Stoppard jest starym wygą, alkoholikiem, pracującym w policji już od wielu lat. Nie przykłada się do wykonywania swoich obowiązków i nie zależy mu na rozwiązaniu sprawy. Widać, że jest wypalony zawodowo, ale jego postać nie jest przygnębiająca – wręcz przeciwnie, ponieważ jego życiowa nieporadność budzi niekiedy rozbawienie.

Z kolei jego towarzyszka za wszelką cenę chce się wykazać. Wszystkie informacje dokładnie zapisuje w swoim notatniku, gorliwie wypytuje świadków, a czasami popełnia nawet szkolne błędy. Duet, mimo tego kontrastu, doskonale się uzupełnia, wprowadzając wiele komicznych elementów do filmu, który – jak mogłoby się wydać – w założeniu powinien być poważnym kryminałem.

Detektywi na tropie

W filmie „Patrz jak kręcą” podstawowym zadaniem naszych detektywów jest co prawda zbadanie przedziwnych okoliczności śmierci reżysera Kopernicka, ale w toku rozwijającej się fabuły możemy się przekonać, że nasi bohaterowie natrafiają na trop zabójcy całkowicie przypadkiem. Z jednej strony nadgorliwa policjantka za wszelką cenę szuka dowodów popełnionego morderstwa w miejscach, w których ich nie ma, a inspektor Stoppard gubi się w dotychczas prowadzonym dochodzeniu i zaniedbuje swoje obowiązki.

Nie trudno zauważyć, że produkcja jest kpiną z typowego schematu kryminałów. W filmie nawet postać reżysera Kopernicka wspomina, że jego sztuka nie może być zwykłym kryminałem, bo wszystkie zaczynają i kończą się tak samo, postaci są przewidywalne i zmienia się tylko motyw oraz profil zabójców. Reżyser filmu, czyli Tom George, doskonale zdaje sobie sprawę, że pewna formuła dotycząca atrakcyjności kryminałów już się wyczerpała.

Dlatego właśnie przekierowano losy naszych bohaterów w taki sposób, aby wszystkie ich działania zaprzeczały postępowaniu postaci z powieści Agathy Christie. Tam zwykle głównym bohaterem jest przecież dandys Herkules Poirot, pedantyczny detektyw, drobiazgowo gromadzący wszystkie dowody i zwracający uwagę na detale – inspektor Stoppard jest jego przeciwieństwem. W kryminałach dochodzenie zawsze odbywa się drogą dedukcji, a w „Patrz jak kręcą” logika jest wyraźnie zaburzona.

Leo Kopernick (Adrien Brody) wraz z Sheilą Sim (Pearl Chanda)

W filmie warto docenić także wspaniałe zdjęcia i scenografię. W pierwszej kolejności zwracają uwagę eleganckie wnętrza, wykwintne stroje aktorów, budujących klimat lat 50’. W kwestii estetyki obrazu odniosłem wrażenie, że „Patrz jak kręcą” nie tylko korzysta z ciekawego sztafażu, ale wzoruje się na filmach innego reżysera, Wesa Andersona (a zwłaszcza „Grand Budapest Hotel”), w których możemy zauważyć podobne zabiegi kompozycyjne. Są to przede wszystkim wyśrodkowane ujęcia (za które był odpowiedzialny Jamie Ramsay), podział ekranu na kilka sekwencji, osobliwe i krótkie dialogi bohaterów, a także niezwykle jaskrawa kolorystyka.

Myślę, że film pod względem zastosowanego stylu jest bardzo atrakcyjny i nawet w momentach spowolnienia akcji – których i tak jest tu niewiele – możemy cieszyć się fantastycznymi zdjęciami. Zaletą jest także odpowiednio dobrana ścieżka dźwiękowa, ponieważ świetnie towarzyszy dynamicznie rozwijającej się fabule filmu. Doskonale buduje napięcie, ale milknie w sytuacji, gdy dochodzi do rozwiązania akcji, której efekty są zabawne.

Wybierając się na najnowszy film Toma George’a nie spodziewałem się, że zobaczę produkcję w tak przekonujący sposób polemizującą z konwencją kryminału. Zapowiedziany na początku zabieg reżyser wprowadza konsekwentnie i z umiarem. To właśnie oszczędność stosowanych środków w sytuacji filmów z pozoru niezbyt ambitnych prowadzi do faktycznego sukcesu całej produkcji. I tak jest z pewnością w przypadku „Patrz jak kręcą”. Z czystym sumieniem mogę polecić ten film, głównie ze względu na nieprzeciętną dawkę humoru.

Dowiedz się więcej na temat recenzji, zapoznając się z polityką recenzowania gier.

Komentarze