Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Pokemon Legends Arceus - Recenzja: krok w dobrym kierunku

Inny świat.
Nowa formuła rozgrywki nie jest jeszcze w pełni dopracowana, ale to z pewnością świetny początek - recenzja Pokemon Legends Arceus.

Już od lat klasyczna, znana wszystkim formuła serii Pokemon trochę mnie męczy. Do tego stopnia, że trudno podchodzić do nowych odsłon cyklu z ekscytacją. W przypadku Pokemon Legends Arceus sytuacja była nieco inna, ponieważ właśnie ta część miała potencjał, by odmienić oblicze cyklu i tchnąć w niego nową jakość. Udało się, ale częściowo. To przyjemna przygoda, której założenia - miejmy nadzieję - deweloperzy rozbudują w kolejnych grach.

Pewien wstrząs pokemonowych fundamentów czuć już od początku, bowiem fabuła jest prowadzona zupełnie inaczej. Nie jesteśmy młodym trenerem, który rusza do kolejnych miast, by walczyć z mistrzami. Nasza postać w niewyjaśnionych okolicznościach przenosi się do przeszłości, do regionu Hisui, gdzie od razu zauważamy otoczkę w klimatach feudalnej Japonii.

Po zdecydowanie zbyt długim i samouczkowym wstępie, jako członek organizacji badawczej, eksplorujemy kolejne obszary krainy, pomagając katalogować Pokemony - które w tych czasach stanowią jeszcze dla ludzkości sporą tajemnicę - i rozwiązując przy okazji problemy z czczonymi przez lokalne klany stworkami, które z niewyjaśnionych przyczyn zaczęły się podejrzanie zachowywać.

Można zbierać zasoby nie schodząc z wierzchowca. 10/10!

Główna fabuła rozwija się trochę szybciej niż w poprzednich odsłonach, co z pewnością trzeba zaliczyć na plus. Wciąż boli zupełny brak dubbingu - nawet w tych najważniejszych scenkach. Sama historia jest wystarczająco interesująca, by popychać nas do finału, choć trudno mówić o angażujących zwrotach akcji czy wydarzeniach. Jest po prostu w porządku.

Poza misjami fabularnymi, właściwie cały czas zajmujemy się też działalnością analityczno-badawczą, uzupełniając Pokedex o najróżniejsze informacje na temat spotykanych stworków. Robimy to po prostu łapiąc Pokemony i walcząc z nimi. W dzienniczku widzimy całe serie celów w stylu „Złap dwa stworki tego typu” czy „Zobacz, jak dany stworek używa ataku X”, a później kolejne wersje danego wyzwania - by powtórzyć daną czynność cztery, sześć, dziesięć czy kilkanaście razy. Za każde zaliczone zadanie otrzymujemy później punkty zwiększające naszą rangę badacza, co otwiera drogę do - między innymi - nowych przedmiotów.

Pokemon Legends Arceus oferuje otwartą strukturę świata. Biegamy po dużych lokacjach, tam gdzie chcemy i kiedy chcemy - bo mamy tutaj też cykl dobowy. Będzie to z pewnością fascynująca nowość, jeśli nie graliśmy w Sword/Shield, a przede wszystkim w rozszerzenie The Isle of Armour do poprzedniej, pełnoprawnej odsłony, gdzie zastosowano podobne podejście. Z wypraw regularnie powracamy do wioski, gdzie można uzupełnić zapasy czy znaleźć proste misje od mieszkańców - w większości niezbyt interesujące, polegające często na przyniesieniu jakichś zasobów czy analizowaniu Pokemonów.

Najważniejsze zmiany to możliwość skradania się, co pozwala łapać Pokemony - albo inicjować z nimi walki - z ukrycia. Co istotne, w Arceus możemy schwytać stworka także bez wcześniejszej potyczki. Wystarczy po prostu, że rzucimy Pokeballem, gdy cel nie zwraca na nas uwagi. To świetne rozwiązanie, szczególnie biorąc pod uwagę wspomniane wcześniej cele badawcze, często związane właśnie z łapaniem.

Druga duża nowość ma znaczenie niemal wyłącznie estetyczne. Podczas turowych potyczek możemy się poruszać dookoła walczących Pokemonów. Dla niektórych to pewnie drobnostka, ale pomaga osadzić bitwy w świecie, w konkretnym miejscu lokacji. Walki nie rozpoczynają się już na osobnej arenie. Tak jak w Sword i Shield, nie ma tu już sytuacji, kiedy podczas przedzierania się przez trawę nagle atakuje nas Pokemon. Wszystkie dzikie stworki widać z daleka.

Mechanika walki nie zmieniła się niemal wcale. To te same zależności między rodzajami ataków, a nawet podobne animacje, co w ostatnich latach. Nowością jest fakt, że zdolności mogą stawać się potężniejsze - i oferują wtedy opcję wyboru, czy chcemy wykonać dany ruch w formie silniejszej lub szybszej. Przyjemnym zaskoczeniem jest natomiast nieco większy poziom trudności w pierwszych godzinach. Jest to związane z otwartą strukturą, ponieważ możemy tutaj po prostu sami znaleźć trudniejszych przeciwników, jeśli tylko zechcemy.

Pokemony Alpha to w praktyce mini-bossy. Można je też złapać.

Świetnie rozwinięto system eksploracji, szczególnie w późniejszych etapach, gdzie możemy nawet szybować czy wspinać się niczym w The Legend of Zelda: Breath of the Wild. To z pewnością elementy, które powinny już na stałe zagościć w serii, podobnie jak szybko zdobywany podstawowy wierzchowiec - szczególnie że nawet nie schodząc z jego grzbietu możemy zbierać zasoby, więc zabawa jest po prostu wygodna.

Problem jednak w tym, że dostępne narzędzia eksploracji niezbyt często prowadzą nas do czegoś naprawdę wyjątkowego. Po wspięciu się na wysoką górę zdobywamy jakieś zasoby, być może spotykamy potężniejszą wersję Pokemona, jednak brakuje tu czegoś więcej. Ruin do zwiedzania, skrzyń z lootem - w którym możnaby ukryć na przykład zestawy ubrań postaci - czy czegoś, co bardziej motywowałoby do zbaczania ze ścieżki głównego wątku fabularnego.

Nie da się też ukryć, że Arceus nie jest grą ładną. Lepiej w ogóle nie odpalać jej na ekranie telewizora, bo tekstury otoczenia boleśnie przypomną nam, że deweloperom z GameFreak nigdy nie zależało na technicznej jakości oprawy. Szkoda, tym bardziej że są na Switchu gry, które pokazują, że można pokusić się o więcej - jak choćby w Monster Hunter Rise.

Oprawa... jaka jest, każdy widzi.

Pokemon Legends Arceus jest trochę jak szkic artysty. Stanowi obietnicę i zarys tego, co możemy zobaczyć w przyszłości. Nie żałuję niemal 30 godzin spędzonych z grą, ale przygoda ta byłaby na pewno lepsza, gdyby twórcy zaoferowali nam nieco więcej aktywności i zawartości, żeby urozmaicić rytm powtarzalnych zajęć. Było przyjemnie, ale może być o wiele lepiej.

Plusy: Minusy:
  • relaksujący gameplay
  • przyjemny setting
  • zmiany na plus w strukturze fabuły
  • skradanie się i łapanie Pokemonów bez walki
  • sporo nudnych zleceń pobocznych
  • niezbyt piękny świat
  • formuła rozgrywki zaczyna po jakimś czasie nużyć

Platforma: Nintendo Switch - Premiera: 28 stycznia 2022 - Wersja językowa: angielska - Rodzaj: jRPG - Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa - Cena: od 260 zł - Producent: GameFreak - Wydawca: Nintendo - Wydawca PL: Conquest Entertainment

Recenzja Pokemon Legends Arceus została przygotowana na podstawie egzemplarza dostarczonego nieodpłatnie przez wydawcę.

Dowiedz się więcej na temat recenzji, zapoznając się z polityką recenzowania gier.

O autorze

Awatar Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Senior Editor

Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych. Mateusz zajmuje się przygotowywaniem recenzji, artykułów oraz poradników. Wspiera również dział informacyjny.

Komentarze