Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Nowej generacji brakuje kanapowego multiplayera. Drugi pad kurzy się na półce

Wspólna zabawa wyłącznie przez internet?

Jestem typem gracza stroniącym od rywalizacji sieciowej. Wynika to w dużej mierze z faktu, że przez długi czas jakość łącza internetowego w moim domu nie pozwalała na komfortową zabawę po sieci. Kiedy jednak nadszedł ten magiczny moment rozwiązania problemu, utrwalone przyzwyczajenia spowodowały, że zmagania w internecie nie przynosiły mi oczekiwanej frajdy. Wciąż wolałem stary, dobry, „kanapowy” coop. Teraz niestety jest go coraz mniej.

Do czasów siódmej generacji konsol, twórcy - świadomi małej dostępności szybkiego internetu lub jego całkowitego braku - dołączali często do swoich produkcji „kanapowy multiplayer” z wykorzystaniem kilku kontrolerów. Każdy z nas zresztą rozrywkę przed telewizorem może kojarzyć ze scenami, na których dwie osoby siedzą wpatrzone w ekran i nerwowo wciskają przyciski pada.

Gry wyścigowe oraz FPS-y oferowały opcję zabawy przy podzielonym ekranie, gdzie dwoje, a czasem i czworo graczy otrzymywało wydzielone fragmenty obrazu, dzięki czemu mogli rywalizować ze sobą mimo przebywania w tym samym pomieszczeniu i korzystania z jednego telewizora. Siódma generacja konsol przyniosła także rywalizację Xboxa oraz PlayStation z wyposażonym w kontroler ruchowy Wii. Poskutkowało to wysypem gier imprezowych wykorzystujących specjalne akcesoria, jak na przykład serie Guitar Hero czy Buzz!.

Poziom techniki poszedł jednak do przodu, a prędkość łącza znacząco wzrosła. Dzięki temu rozgrywka po sieci przeciwko graczom z całego świata zaczęła zdobywać popularność w lawinowym tempie. Twórcy gier wieloosobowych osiągają miliony dolarów zysku poprzez sprzedaż ulepszeń i różnorakich elementów wyposażenia w ramach mikrotransakcji. Nie dziwi więc fakt, że mając do wyboru poświęcenie czasu i pieniędzy na globalny multiplayer lub przemodelowanie rozgrywki pod lokalną kooperację, bardziej atrakcyjna jest zawsze pierwsza opcja.

Każdy znaczący rozwój ma jednak ofiary w postaci osób przyzwyczajonych do starych rozwiązań. Do tej grupy zaliczam się między innymi ja. Do każdej z posiadanych przeze konsol dokupiłem drugi kontroler, który aktualnie przez większość czasu zbiera wyłącznie kurz. Z półki zdejmuję go najczęściej w przypadku, gdy w aktualnie używanym padzie rozładuje się akumulator. Jeżeli chodzi o gry przeze mnie posiadane, które wspierają lokalny multiplayer, to mógłbym je podzielić na cztery grupy: FIFA, bijatyki, klony Overcooked i niektóre samochodówki.

Sytuację w pewnym stopniu ratuje rynek produkcji indie, który często potrafi iść pod prąd względem trendów wyznaczonych przez tytuły AAA. Pochwalić należy także Hazelight Studios za takie perełki jak It Takes Two czy A Way Out. Również Nintendo wydaje sporo gier ekskluzywnych pozwalających na wspólną zabawę przy jednym ekranie. Jednak takie pojedyncze przypadki nie zmienią faktu, że trend, za którym idą twórcy, coraz bardziej oddala nas od kanapowej rywalizacji przed telewizorem.

It Takes Two pokazało, że gry kooperacyjne wciąż mogą mieć powodzenie

Brakuje mi w najnowszych konsolach bogatej oferty tytułów umożliwiających lokalną grę wieloosobową. Dekadę temu wieczór w towarzystwie kolegów mogłem spędzić, przechodząc kampanię w trybie współpracy w Gears of War. Produkcje takie jak Splinter Cell Chaos Theory oferowały specjalne misje zaplanowane wyłącznie pod kooperacje. Niektórzy mogą pamiętać też serię Army of Two, gdzie wspólna zabawa z towarzyszem nadawała grze dodatkowy ładunek frajdy. Na imprezach bawiłem się, uderzając ślepo w przyciski gitary pełniącej formę kontrolera lub fałszując do piosenek w kolejnych odsłonach serii Singstar. Te czasy jednak już minęły i bez wyciągania starego sprzętu schowanego na strychu raczej już nie wrócą.

Wspólne granie na kanapie odchodzi coraz bardziej do lamusa. Prawdopodobnie zostaną produkcje, które zawsze będą oferować lokalną rozgrywkę, jak serie sportowe od EA Sports, czy też różnej maści bijatyki. Jednak szanse na otrzymywanie pełnoprawnych produkcji, w których będziemy mogli ukończyć kampanię z towarzyszem u boku, stają się coraz bardziej nikłe.

Sądzę więc, że już niedługo kanapowy multiplayer będzie wymagać dwóch egzemplarzy konsoli podpiętych do osobnych monitorów i dobrego łącza internetowego. Dlatego na wypadek imprezy czy zwykłej wizyty znajomych zachowałem moje leciwe PlayStation 3 razem z Buzz! Świat Quizów i kontrolerami. Może i ma prawie 15 lat na karku, ale oferuje doświadczenia, o których przy nowym sprzęcie powoli mogę tylko pomarzyć.

Komentarze