Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Najlepsze czasy brytyjskich kolonii w Sherlock Holmes: Chapter One

Egzotyczna lokacja pretekstem do krytyki imperializmu.

Wyspa Cordona to nowa jakość w grach o Sherlocku Holmesie. Koniec ze smutną deszczową Anglią i ciemnymi zaułkami. Witajcie w słonecznym, śródziemnomorskim mieście, które tętni życiem zupełnie innym niż wiktoriański Londyn. Owszem, jest pewna doza mroku, ale dostarcza go opowiadana przez grę historia i świadomość, że umysł Sherlocka broni się przed czymś naprawdę okropnym.

Co ciekawe, lokacja jest fikcyjna i stworzona wyłącznie na potrzeby gry Sherlock Holmes: Chapter One. Cordona nie istnieje na naszych mapach, co jednak nie przeszkadza jej w posiadaniu charakteru i własnej historii. Tym razem poruszamy się po otwartym świecie, co zmusiło deweloperów do jeszcze większego skoncentrowania uwagi na tym, aby miasto było przekonujące. Sami twórcy przyznali, że tak strategicznie położona wyspa (ma ona się znajdować gdzieś na Morzu Jońskim) musiała na przestrzeni lat przechodzić przez ręce wielu morskich imperiów. Po paru chwilach spędzonych na ulicach można zauważyć choćby wpływy osmańskie.

Cordona jest śródziemnomorska, owszem, jednak żeby pozostać w sherlockowym kanonie, musiała mieć jakieś powiązania z Anglią. Nic prostszego, jak uczynić z niej jedną z kolonii, wszak lata 70. XIX wieku to całkiem niezły czas dla Imperium Brytyjskiego. Akcja rozgrywa się więc w egzotycznym miejscu. Jak pisze Edward Said, który swoim „Orientalizmem” położył podwaliny pod studia postkolonialne, Orient jest wynalazkiem europejskim. Stanowi też bardzo dobrą scenerię dla romansów, przygód i (koniecznie niezwykłych!) doświadczeń.

Orientalność Cordony bije po oczach z każdej uliczki

To egzotyczne tło, inne od tego, co znamy i co w kulturze Zachodu postrzegamy jako swojskie. Orient jest przeciwieństwem Zachodu, dzięki czemu oba miejsca doskonale się wzajemnie definiują. Ponadto to ze Wschodem łączy się wymykający definicjom obraz „obcego”. Nie da się uciec od tych kategorii. W tle gry czasem można dojrzeć krytycyzm wobec imperium, chociaż widać też, że nie jest to jej główny temat. Jednak produkcja wydaje się całkiem świadoma wielu problemów społecznych.

Na początku widzimy specjalną planszę, która wprost informuje, że gra ukazuje różne uprzedzenia, jak choćby złe traktowanie mniejszości. Twórcy nie chcą udawać, że takie rzeczy nie miały miejsca, zamiast tego wolą rzetelnie przedstawić realia. Mimo to, chcąc nie chcąc, samym wyborem miejsca gry powielają niektóre tropy. Na przykład większość niebiałych mówi językiem angielskim z silnym akcentem. Wzmaga to postrzeganie ich jako obcych – a przecież na Cordonie są bardziej u siebie niż Brytyjczycy.

Jon także często podpuszcza Sherlocka, prowokując jednocześnie graczkę lub gracza do refleksji

Jeśli już mowa o Brytyjczykach – Sherlock Holmes to absolutnie wyjątkowa postać, uwielbiana przez kolejne pokolenia czytelników, a teraz także i graczy. Chcemy wierzyć, że dzięki swojej mądrości byłby on nieomylny, również jeśli przenieślibyśmy go do naszych czasów. Chcielibyśmy, żeby był on człowiekiem wyrastającym poza swoje realia – aby dostrzegał zło imperializmu, ucisk dużej części społeczeństwa, żeby zawsze stawał po stronie mniejszości. I często tak jest. Ale...

Chyba rzadko dostrzegamy, jak anachroniczne jest to życzenie. Sherlock to jednak człowiek swoich czasów. Holmesowie (jako całkiem przyzwoita, bogata rodzina) są beneficjentami opresyjnego systemu. Mają piękną posiadłość, którą podczas gry pracowicie odnawiamy. Bohater wkracza na Cordonę jak do siebie. I nie chodzi tu tylko o to, że się tam wychował – jest Brytyjczykiem, więc niemal wszędzie będzie się czuł na swoim miejscu. Zwiedza ten świat, ocenia i stara się go ulepszyć. To bardzo aroganckie próby dopasowania obcego miejsca do europejskich standardów. Ale Sherlock ma wysokie mniemanie o sobie i wierzy, że mu się uda (przynajmniej do pewnego stopnia).

Jak widać, Sherlock jest dość uprzywilejowany

Niejako efektem ubocznym jego samooceny jest także lekceważenie ludzi, co zaczyna się robić dyskusyjne, gdy rozmawia z kimś z niższej klasy społecznej. We wcześniejszych grach, czyli na jego linii czasu – później – jest on bardziej wyważony w sądach i nie ma tak irytującego protekcjonalnego tonu. Wypomina mu to Neila – dziewczyna, której Sherlock próbuje pomóc. Rzuca ona kilka naprawdę dotkliwych zdań: mówi, że jest niegrzeczny, okrutny i protekcjonalny. Te słowa mają moc, szczególnie gdy Neila żąda, by zostawił ją w spokoju, bo nasz bohater przyszedł przecież z najlepszymi zamiarami; chciał, żeby sprawiedliwości stało się zadość.

Jednak zamiast wdzięczności otrzymał ostrą odprawę – Neila mówi, że nie potrzebuje pomocy białego, rzuca to jak obelgę. Skłania to głównego bohatera do jakże potrzebnej refleksji na temat sprawiedliwości: czy nie zależy ona od klasy społecznej? Czyżby nawet tak wybitna jednostka jak Sherlock nie była w stanie pomóc niektórym ludziom? Interesujący jest też wybór pod koniec tego zadania – możemy skierować swoje usiłowania na wsparcie dziewczyny lub próbować wynegocjować zalegalizowanie pobytu dla całego obozu uchodźców. To zwraca uwagę graczki czy gracza na problemy społeczne.

Uwaga, nadchodzi ważna refleksja!

A jednak w pewnym momencie tego questa Jon zadaje sensowne pytanie – niby czemu Sherlock sądzi, że ma prawo decydować o tym, co jest najlepsze dla całej grupy ludzi? Ten przyjmuje przytyk do wiadomości, jednak wzdycha nad „arogancją brytyjskiego imperializmu”… i właściwie to wszystko. Krytycyzm wobec opresora odhaczony, tylko gdyby jeszcze bohater nie mówił tego tak lekkim i lekceważącym tonem! Tak jakby to była wiadomość do nas, a nie prawdziwie krytyczna postawa bohatera.

Czy częściowo stereotypowe i momentami lekkie podejście do Orientu sprawia, że Sherlock traci na atrakcyjności? Tylko trochę. Tym bardziej, że starania twórców, aby w grze znalazł się krytycyzm wobec imperium są w głównej linii fabularnej dość widoczne, a wspomniana wcześniej początkowa plansza – godna podziwu i potrzebna.

Dyskusji na temat nie tylko brytyjskiego kolonializmu jest ostatnio coraz więcej. Po śmierci królowej Elżbiety mnożą się też próby rozliczeń z monarchią brytyjską. Liczba dysput i polemik z jej zasadnością będzie tylko rosła. Krytyczne podejście gry Sherlock Holmes: Chapter One do imperium to dobry i interesujący motyw, i jeśli się nam poszczęści, coraz więcej egzotycznych lokacji będzie nie tylko scenerią, ale historią samą w sobie.

O autorze
Komentarze