Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Lexus wśród kontrolerów. Testuję pada Xbox Elite Series 2

Droga zabawka dla największych fanów.

Microsoft postanowił wyjść na przeciw oczekiwaniom wymagających graczy i od kilku lat na rynku dostępny jest kontroler Xbox Elite Series 2 z dodatkowymi przyciskami i wymiennymi elementami. Jakiś czas temu do sprzedaży trafiła tańsza wersja gadżetu oraz dodano opcję spersonalizowania wyglądu sprzętu w usłudze Xbox Design Lab. Od miesiąca jestem właścicielem takiego kontrolera i gadżet zrobił na mnie spore wrażenie.

Kontroler dostępny jest w dwóch wersjach: pełnej, z zestawem akcesoriów oraz tzw. edycji „podstawowej” (Core), gdzie w pudełku znajdziemy jedynie kontroler, kabel do ładowania i kluczyk do regulacji oporu analogów. Decydując się na edycję Core możemy później, w razie potrzeby, dokupić zestaw „brakujących” akcesoriów, jednak taki interes będzie nas kosztował ostatecznie drożej niż kupno całego kompletu. Dlatego też zdecydowałem się na bogatszą opcję.

Zaczynając od samej jednostki, kontroler oparto na padzie do Xboxa One i nie zdecydowano się na rewizję projektu po wydaniu zaktualizowanego pada z konsolami Xbox Series (być może takie będzie Elite Series 3?). Urządzenie „na pierwszy chwyt” wydaje się o wiele solidniejsze niż standardowe pady Xboxowe. Pewnie leży w dłoni dzięki obitym gumą rączkom, a analogi zdają się pracować „gładziej”, niż w standardowych modelach. Jest też wyraźnie cięższy. O ile kontroler Xbox Series z włożoną oficjalną baterią Play and Charge Pack waży ok. 195 gram, tak w wypadku Elite Series 2 mówimy już o ok. 240 gramach. Niestety, dobre wrażenie psuje nieco fakt, że pad bardzo łatwo zbiera brud i kurz, a w szególności jego gumowe elementy szybko się brudzą.

Skoro mowa o baterii, to w „profesjonalnym” padzie jest ona niewymienna i ładujemy ją za pomocą kabla USB-C lub dołączonej do (pełnego) zestawu ładowarki magnetycznej. Oprócz tego w pakiecie dostajemy zestaw wymiennych analogów w różnych kształtach i rozmiarach, zdejmowane łopatki mocowane od spodu urządzenia, dodatkowy d-pad, kluczyk do regulacji oporu analogów i twarde etui. Ciekawostką jest fakt, że w etui możemy umieścić naszą ładowarkę i przez otwór z tyłu wyprowadzić kabel, dzięki czemu urządzenie może się cały czas ładować i nie obrastać kurzem.

A jak się tego używa? Muszę przyznać, że możliwości personalizacji, jakie daje kontroler są po prostu cudowne, a sam proces jest dziecinnie prosty. Przykładowo: ogrywając niedawno Crysisa 3 w ciągu kilku chwil mogłem „dokręcić” prawy analog, co subtelnie (ale zauważalnie) poprawia celowanie oraz wymienić lewą gałkę na wypukły „grzybek”, nieco uprzyjemniający poruszanie się postacią. Wszystkie elementy przyczepiają się na magnes.

Następnie suwakami na spodzie delikatnie zmniejszam skok lewego spustu oraz niemal całkowicie niweluję go w prawym (na takim ustawieniu spust jest niewiele głębszy od bumpera), co przyspiesza celowanie i strzelanie z broni półautomatycznej. Kiedy potem przeskoczyłem do Forzy Horizon, kilkoma szybkimi ruchami mogłem przełączyć skok na domyślny, żeby lepiej regulować gaz i hamulec w aucie oraz poluzować opór analogów dla dynamiczniejszego skręcania.

Jest jeszcze kwestia łopatek na spodzie pada i te były pewnym rozczarowaniem. Nie działają - jak myślałem - jako dodatkowe przyciski, a zamiast tego w aplikacji Akcesoria Xbox możemy do nich przemapować dowolny przycisk lub kombinację przycisków. Prawdopodobnie chodzi tu o utrzymanie kompatybilności ze standardem X-input (pada można używać z PC, Xbox One oraz Xbox Series X/S). Niemniej, wciąż jest to użyteczne rozwiązanie pozwalające „zagospodarować” normalnie nieużywane palce.

Na przykład mogłem przypisać sobie przycisk przeładowania do łopatki, dzięki czemu wymieniałem magazynek w broni bez zdejmowania kciuka z gałki analogowej. Równie intuicyjnie działa przypisanie do łopatek zmiany biegów w samochodzie. Dla największych entuzjastów pozostają jeszcze opcje np. regulacji martwej strefy spustów. Na padzie możemy zapisać do 5 profili ustawień i przełączać je przyciskiem, który niestety zastępuje klawisz do szybkiego robienia zrzutów ekranu w „normalnym” padzie Xboxa.

Za 750 złotych możemy bez większego problemu kupić używaną konsolę do gier. Ale czy opłaca się tyle wydawać na samego pada? Chociaż Xbox Elite Series 2 jest zdecydowanie świetnym kawałkiem sprzętu, to jednak według mnie jego cena jest zdecydowanie zbyt wysoka. Co prawda wciąż wychodzi taniej niż przewidywana cena konkurencyjnego produktu sony - DualSense Edge, który z podobnymi funkcjami zadebiutuje w przyszłym roku - ale nadal jest to gadżet, jaki raczej nie wzbogaci doświadczeń z gry u większości graczy.

W aplikacji Akcesoria Xbox możemy niemal dowolnie skonfigurować sterownik pada

Jeśli gramy w kompetytywne strzelanki na konsoli, to faktycznie możliwość regulacji oporu analogów i triggerów może zauważalnie poprawić nasze wyniki, jednak jest to tak naprawdę jedyny scenariusz, w którym widzę zastosowanie dla kontrolera „premium”. Ja zakupu nie żałuję, ponieważ wiem, że będę często z niego korzystał i solidna konstrukcja z pewnością wytrzyma lata, ale jednak ciężko mi polecić go komukolwiek przy obecnych cenach (używane egzemplarze to oczywiście inna sprawa).

Gdyby cena pełnego zestawu zamykała się w ok. 600 złotych, wówczas byłby to dobry interes, ale w obecnej sytuacji, gdy tak naprawdę płacimy 600 zł za samą jednostkę i kolejne 150 zł (270 zł przy zakupie osobno) za garść akcesoriów, których wyprodukowanie kosztuje z pewnością najwyżej kilkadziesiąt złotych, to jest to kwota absolutnie zaporowa. Zgodnie z tytułem tekstu - otrzymujemy growy odpowiednik luksusowego auta, ale jest to kosztowna przyjemność.

O autorze
Awatar Maciej Żbik

Maciej Żbik

Staff Writer

Maciek interesuje się technologią odkąd zepsuł swój pierwszy komputer. Pasjonuje go elektronika z lat 80. i 90. Miłośnik anime i majsterkowicz.

Komentarze