Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Jerzy Daniłko: Pięć najlepszych gier 2015 roku

Kwestia czasu.

W tym cyklu każdy z naszych autorów i dziennikarzy przedstawia pięć najlepszych gier mijającego roku. Zobacz poprzednią listę.

Pomimo niewielkiej ilości wolnego czasu w tym roku, muszę przyznać, że był to szalenie udany okres. Być może potrafię to powiedzieć dlatego, że nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań względem gier, a te zaskoczyły mnie naprawdę pozytywnie.

Tym większa radość z mojej strony, że w przypadku dwóch z wymienionych tytułów w ogóle nie spodziewałem się niczego konkretnego.

Nie wszystkie zaplanowane gry udało się ukończyć. Czasami ze względu na ich skalę i czasochłonność, innym razem po prostu dlatego, że… nie dało się ich ukończyć. Nie uprzedzajmy jednak faktów.

Poniżej lista pięciu gier, które naprawdę mnie oczarowały w mijającym roku.

1. Cities: Skylines

To właśnie tytuł, którego skończyć się nie da. To także gra, po której nie oczekiwałem zupełnie niczego, a zawładnęła mną i pochłonęła bez końca. Moim zdaniem najlepsze gry cechują się tym, że ze względu na ich mocne strony potrafimy przymknąć oko na niedoróbki czy uproszczenia.

Cities: Skylines takich mniej ciekawych detali miał naprawdę sporo, ale szybko okazywało się, że zdolna brać moderska potrafiła je szybko naprawić, poświęcając swój czas i energię, oddając swoje dzieła zupełnie za darmo. Tym większe brawa dla twórców za to, że pozostawili strukturę gry zupełnie otwartą.

Zapomniałem o uproszczonej ekonomii, o dość niskim poziomie trudności i o wielu innych detalach, które nieco raziły po premierze. O tym samym zapomniała także moja narzeczona, która zaraziła się Cities: Skylines jeszcze bardziej ode mnie. Na liczniku jej konta Steam widnieje już 350 rozegranych godzin. A to naprawdę świetna rekomendacja.

2. Just Cause 3

Pamiętam, że przy okazji grania w drugą część przypomniałem sobie, o co tak naprawdę chodziło w starych grach wideo - o czystą i beztroską radość, możliwość wykonywania rzeczy, które w rzeczywistości nie są w ogóle możliwe. Nie przeszkadzała mi w tym nawet powtarzalna rozgrywka i słaba historia.

Trzecia część, choć nie naprawiła w dużym stopniu wyżej wymienionych elementów, to jednak usprawniła je na tyle mocno, że do gry wracam z uśmiechem na ustach. I choć wiem, że wiele osób się ze mną nie zgadza, wciąż uważam Just Cause 3 za jedną z najładniejszych gier tego roku.

Nie chodzi tu tylko o wodotryski graficzne, ostre tekstury czy grę świateł. Ładna oprawa to również przepiękny świat, zaprojektowany z głową i oferujący zapierający dech w piersiach widok, gdziekolwiek byśmy się nie obejrzeli. Taki jest właśnie Just Cause 3, oferujący „przy okazji” satysfakcjonującą rozgrywkę. Tęsknię za wakacjami.

3. Mad Max

Największa niespodzianka roku. W życiu nie pomyślałbym, że w jednym rocznym zestawieniu znajdą się u mnie aż dwie gry autorstwa Avalanche Studios. Na premierę Mad Maxa nie czekałem aż tak, jak na Just Cause 3, ale z zaciekawieniem obserwowałem pierwsze opinie.

Nie mogę powiedzieć, że jestem ogromnym fanem uniwersum Mad Maxa, ale ten klimat zdecydowanie mi pasuje. W końcu przecież kupię sobie jakiegoś starego klasyka z V8 na pokładzie i prawdopodobnie będzie to Ford Mustang, tak samo jak odwiedzę większość z najpiękniejszych pustyń świata. Taki mój mały konik.

Dlatego właśnie w grze poczułem się jak ryba w wodzie. Przepięknie bulgoczące silniki w połączeniu z bezkresnymi pustyniami, prześlicznymi widokami i satysfakcjonującą walką. Czego chcieć więcej?

Mad Max okazał się jedną z najbardziej niedocenionych gier tego roku i choć oczywiście nie jest to hit nad hitami, to zdecydowanie warto dać mu szansę. Nie da się przejść obojętnie obok tego tytułu.

I jeszcze na koniec taki drobny detal. Całkiem mocno utożsamiałem się z bohaterem gry, którego celem było posiadanie V-ósemki, ale musiał zadowalać się przez długi czas widlastą szóstką. Na moim parkingu też posiadam „tylko” V6, ale bądźcie mi świadkiem - do czasu!

4. GTA 5 na PC

Ileż można, prawda? Ano można. Przy konsolowym GTA 5, rozgrywanym jeszcze na poprzedniej generacji, bawiłem się niesamowicie, odkrywając chyba wszystkie możliwe sekrety.

Wydawało mi się, że w przypadku wersji pecetowej ta magia się już nie powtórzy. Początki nie wskazywały nic dobrego, gdy wersja elektroniczna ściągała mi się przez kilka dni.

Zażenowanie, zniecierpliwienie i w końcu poirytowanie. Spodziewałem się wręcz, że po naciśnięciu przycisku „Graj” wyskoczy mi na deser jakiś okropny błąd. Jednak na szczęście nie - pierwsze sceny w śnieżnym North Yankton, wprowadzający film, a ja wpatrzony w monitor jak zaklęty.

Pecetowa edycja GTA 5 bawiła mnie tak mocno, jakbym grał w ten tytuł pierwszy raz. Byłem zachwycony oprawą graficzną, znakomicie dopasowanym sterowaniem oraz świetną optymalizacją, o którą się tak bardzo bałem. Karny lizak wędruje jednak do siedziby Rockstara za utrudnianie życia scenie moderskiej.

5. Wiedźmin 3

Wiedźmin 3 czeka u mnie na lepsze czasy i trafia niestety na „kupkę wstydu” - spędziłem w tej grze piętnaście godzin, a to niestety zbyt mało, by móc ją w pełni ocenić.

Nie mogę powiedzieć, że gra mnie nie zachwyciła, że okazała się rozczarowaniem. Po prostu w moich oczach jest to tytuł, do którego nie wolno przysiadać na godzinkę czy dwie. Tu trzeba zarywać wieczory, nocki, a nawet całe tygodnie, by móc cieszyć się przedstawionym światem i wciągającą historią.

Z pewności wielu z nas miało podobną sytuację, gdy gra takiego kalibru musiała cierpliwie czekać na swoją kolej. W pewnym wieku mógłby to być powód do wspomnianego na początku wstydu, teraz jest raczej powodem do narzekań na notoryczny brak wolnego czasu.

Dzieło rodzimych twórców znajduje się zatem na mojej liście nieco na kredyt, ale nawet po tych piętnastu godzinach wiem, że ta gra zdobędzie wiele tytułów gry roku. Zakład?

Komentarze