Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Graliśmy w nowe Saints Row - seria wraca do korzeni

Gangsterska opowieść zamiast kosmitów i matriksów, ale nadal z masą humoru.

Gang Świętych z Trzeciej Ulicy powraca w wielkim stylu. Na zaproszenie wydawcy Koch Media wziąłem udział w zamkniętym pokazie gry i przetestowałem pierwsze kilka godzin kampanii fabularnej nowego Saints Row. Nie spodziewałem się wiele, ale ku mojemu zaskoczeniu, bawiłem się naprawdę dobrze.

Ogólnie rzecz ujmując, po kontrowersyjnej „czwórce” i ciekawym, chociaż odtwórczym i krótkim dodatku Gat out of Hell, mamy teraz do czynienia z prawdziwym powiewiem świeżości w serii. Jeśli marka nie pójdzie znowu utartą drogą, stawiając na coraz większy absurd w każdej kolejnej odsłonie, to możemy dostać po raz pierwszy od dawna poważną konkurencję dla GTA w sferze gier gangsterskich.

Przede wszystkim, gra jest przyziemniejsza niż poprzedniczki. Oczywiście jest tu spora doza szaleństwa, ale nieco lepiej przemyślana, chociażby bez zadań z rzezią przechodniów przeprowadzaną ot tak, dla samego siania chaosu. Postacie wyglądają też mniej karykaturalnie i zachowują się racjonalniej niż poprzednia ekipa. Wyraźnie widać kierunek, w którym podążają twórcy - próbę zerwania ze stawiającym na kontrowersję i nieco infantylnym tonem. Moim zdaniem to zdecydowanie krok w dobrym kierunku.

Jako szef gangu mamy sporo na głowie. Czasem trzeba załatwić przemyt narkotyków, a innym razem nową gofrownicę

Najnowsza odsłona Saints Row, bez numerku przy tytule, stanowi oczywiście reboot serii. Trzecia i czwarta odsłona cyklu starały się zawiesić poprzeczkę szaleństwa rozgrywki bardzo wysoko, celując w klimaty superbohaterskich filmów akcji, zamiast humorystycznej historii o gangsterach. Wśród wielu fanów ta zmiana tonu była bardzo kontrowersyjna, zatem deweloperzy zdecydowali się na zresetowanie marki i powrót do korzeni.

W tej odsłonie serii trafiamy do pustynnego miasta, wzorowanego na Las Vegas - Santo Ileso. Mieściną rządzą trzy grupy: zafascynowani kulturystyką i modyfikacjami aut Panterosi, anarchistyczni Idole oraz korporacja militarna Marshall. Nasza postać, wraz z trójką przyjaciół postawia rzucić wyzwanie gangom i zbudować własne przestępcze imperium.

Skoro o przyjaciołach protagonisty mowa, to mamy trójkę nowych pomocników, którzy zastępują znanych z poprzednich odsłon Pierce’a, Shaundi i Johnny’ego Gata. Eli to mózg operacji, który raczej stroni od przemocy. Neenah ma smykałkę do modyfikacji wozów i jest wyśmienitym kierowcą. Kevin natomiast to playboy oraz gwiazda mediów społecznościowych, odpowiadający za „reklamę” gangu.

Charakterystyczny, wulgarny humor serii wciąż jest tu obecny. Moim zdaniem wyważony lepiej, niż w którejkolwiek wcześniejszej odsłonie

Zaczynając grę trafiamy oczywiście najpierw do kreatora postaci, który jest zdecydowanie najbardziej rozbudowanym w całej serii. Przy tworzeniu naszego „Szefa” ogranicza nas w zasadzie jedynie wyobraźnia. Wszyscy uczestnicy pokazu mieli z niego masę frajdy i ciekawie było widzieć ich dzieła - od całkiem wiernego przenoszenia samych siebie do świata gry, po tworzenie kompletnych dziwolągów. Edytor możecie z resztą wypróbować samemu, ponieważ obecnie dostępny jest za darmo, jako samodzielne demo.

Same misje kampanii fabularnej sprawnie łączą wartką akcję z elementami komediowymi. W jednym momencie staramy się odeprzeć atak wrogich ganów, a niedługo później walczymy za pomocą buldożera z nadjeżdżającymi wózkami golfowymi. Twórcy chętnie sięgają po oskryptowane sekwencje, a wspólnym mianownikiem niemal wszystkich zadań jest chaotyczna rozwałka i strzelanina z nacierającymi oddziałami wrogów. Podczas kampanii zdecydowanie nie można się nudzić, a do tego mamy możliwość przejścia całej gry w trybie co-op dla dwóch graczy.

Pomiędzy misjami możemy wykonywać liczne zlecenia i aktywności poboczne - od grzebania w śmietnikach w poszukiwaniu skarbów, po eliminacje lub ochronę celu wyznaczonego przez apkę Wanted (naszym interfejsem znowu jest smartfon). Mamy też oczywiście dostęp do całego miasta Santo Ileso. Świat gry jest naprawdę ogromny i czasami by dotrzeć z jednego punktu do drugiego, musimy przygotować się na długą jazdę.

Santo Ileso oferuje znacznie więcej otwartych terenów, niż Steelport i Stilwater, znane z poprzednich odsłon

W grze znajdziemy kilka nowych mechanik: model jazdy jeszcze bardziej uproszczono, między innymi zastępując hamulec ręczny trybem automatycznego driftu, a podczas walki możemy regenerować zdrowie, wykonując na wrogach brutalne finishery. Powraca natomiast możliwość szybkiego zdobywania doświadczenia poprzez szaleństwa na drodze. Poruszanie się pojazdami nie sprawia żadnych problemów a auta dokładnie wykonują nasze polecenia. System walki natomiast jest przyjemny i pasuje do efektownej rozgrywki, jednak wystąpiły pewne problemy z działaniem broni (o tym nieco niżej).

Seria Saints Row słynęła z szerokiej opcji personalizacji w zasadzie wszystkiego i tutaj nie jest inaczej. Możemy modyfikować broń, pojazdy, wygląd postaci, stary kościół (czyli siedzibę naszego gangu), a nawet otrzymujemy dostęp do specjalnej mapy, za pomocą której możemy założyć w mieście sieć biznesów - przykrywek, których działalność zapewni nam regularny dochód.

Gra nie zawodzi również w kwestii personalizacji naszego wyposażenia - mamy na przykład bardzo rozbudowany tuning aut

Niestety, wersja testowa miała również nieco wad. Podczas pokazu zalecano nam grać na padzie. Ja wybrałem klawiaturę i mysz, ale szybko zrozumiałem, skąd taka rekomendacja. Mam wrażenie, że mechanikę strzelania stworzono z myślą o używaniu wspomagania kamery i nakierowania celownika na przeciwników. Grając myszką ze swobodnym celowaniem, często nie zadawałem obrażeń wrogom, nawet jeśli celownik wyraźnie sygnalizował trafienie. Niemniej, jest to na tyle oczywisty problem, że z pewnością do premiery zostanie naprawiony.

Druga kwestia to elementy otoczenia. Uciekając przed policją lub po prostu jeżdżąc po mieście, niejednokrotnie ciężko mi było rozpoznać, czy dany obiekt można zniszczyć i jechać dalej, czy też się o niego rozbiję. Przez jedne drzewa przebijałem się niczym taran, podczas gdy inne najwidoczniej były zrobione z betonu. Sprawiało to, że niektóre pościgi były bardzo trudne, gdy nagle rozbijałem się o niezniszczalny krzak czy murek.

Misje są zróżnicowane, a każda zapewnia dużo akcji

Pisząc ten tekst odświeżyłem sobie Saints Row 3 oraz 4 i muszę przyznać, że jestem niesamowicie podekscytowany nowym wcieleniem Świętych. Muszę pochwalić twórców za znaczną poprawę grafiki w stosunku do wydanego dwa lata temu remastera trzeciej części. Całość prezentuje się nie tylko ogólnie ładniej, ale postacie wyglądają też znacznie mniej karykaturalnie, co zdecydowanie pasuje do bardziej przyziemnego tonu gry.

Dyskutując po pokazie z innymi uczestnikami, niemal wszyscy zgodnie uznali, że nowemu Saints Row najbliżej jest do części drugiej. Wciąż mamy tu masę humoru i szalonych postaci, jednak sama fabuła i misje są zdecydowanie bardziej „przyziemne” - o ile można mówić tak w kontekście tej serii. Osoby, które wolały części 3 i 4 mogą stwierdzić, że nowym Świętym „brakuje pazura”. Gdy jednak ktoś najlepiej bawił się przy pierwszych dwóch odsłonach, to tutaj poczuje się jak w domu.

O autorze

Awatar Maciej Żbik

Maciej Żbik

News Writer

Maciek interesuje się technologią od momentu, kiedy zepsuł swój pierwszy komputer. Szczególnie pasjonuje go elektronika z lat 90. i 80. Miłośnik anime oraz majsterkowicz-samouk.

Komentarze