Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Godzina z PlayStation VR

Zabawa w rzeczywistości wirtualnej.

W mijającym tygodniu mieliśmy okazję spędzić godzinę na pokazie gier przeznaczonych na PlayStation VR. Przetestowaliśmy najciekawsze z prezentowanych tytułów wirtualnej rzeczywistości, przeznaczonych na konsolę PS4. Każdy dostarczył innych wrażeń, w większości przypadków pozytywnych.

Przypomnijmy, że PS VR zadebiutuje 13 października.

Here They Lie

Horror, w którym akcję obserwujemy z oczu bohatera. Coś dla fanów surrealistycznych i sennych - czy może konkretniej: koszmarnych - klimatów.

Nie znamy założeń fabularnych, ale wszystko wskazuje na to, że bohater przebywa w dziwnym, z pewnością nie rzeczywistym świecie. Demo rozpoczęło się w kanałach, a cała rozgrywka ograniczała się do poruszania, rozglądania się i - parę razy - otworzenia drzwi.

Ubogość interakcji jasno wskazuje, że Here They Lie nie chce być grą przygodową czy typowym horrorem, a raczej „symulatorem chodzenia”. Tytuł ten nie byłby szczególnie wyjątkowy bez wirtualnej rzeczywistości, ale tworzenie go z myślą o VR wiele zmienia.

Wrażenie robiły szczególnie sekwencje, podczas których część lokacji przed bohaterem - lub dookoła niego - zmieniała się, czego przykładem może być choćby wydłużający się i obniżający przed nami tunel. Ciekawe były też sceny podkreślające surrealizm przygody, jak rekin płynący w powietrzu.

Atmosfera jest niepokojąca. Cały czas rozglądamy się dookoła. Twórcy na szczęście sprytnie rozwiązali kwestię sterowania - bohater porusza się tylko w czterech kierunkach, gdy używamy analoga. Do obracania się wykorzystujemy drugą gałkę. Takie podejście sprawia, że błędnik gracza nie wariuje.

Battle Zone

Gra prosta w założeniach, ale szalenie efektowna - nawet pomimo nieszczególnie realistycznej i mało zaawansowanej oprawy graficznej.

Zasiadamy za sterami futurystycznego czołgu. Rozglądając się możemy podziwiać kokpit i wnętrze pojazdu w całej okazałości. Po krótkim wprowadzeniu zostaliśmy wypuszczeni na arenę, by odeprzeć atak wroga.

Sterowanie jest bardzo intuicyjne, czołg porusza się tak, jak można oczekiwać po tego rodzaju pojeździe. Zabawa jest szybka, możemy w dowolnym momencie zmienić broń - wybieramy między działem głównym i karabinem maszynowym.

Wrażenie przebywania w czołgu jest niesamowite, a rozgrywka dynamiczna. Celne trafienia wrogich pojazdów satysfakcjonowały, kolejne fale przeciwników stanowiły coraz większe wyzwanie. W końcu trzeba było uważnie się rozglądać, także patrzeć w górę, by dostrzec drony.

Until Dawn: Rush of Blood

Horror na szynach - dosłownie. Choć Rush of Blood potrafi przestraszyć, to w większości przypadków twórcy uciekają się do tanich sztuczek. To zapewne będzie trendem w pierwszych produkcjach tego typu tworzonych z myślą o wirtualnej rzeczywistości, a na bardziej ambitne rzeczy trzeba będzie poczekać.

Pomijając jednak styl straszenia, rozgrywka jest zrealizowana porządnie. W specyficznym spin-offie Until Dawn bohater siedzi w wózku jadącym po szynach, a zadanie jest proste - nie można dać się zabić.

Na wyposażeniu mamy latarkę oraz broń palną. Sterujemy przy użyciu kontrolerów Move, które idealnie pasują do wykorzystania z PlayStation VR. Oświetlanie trasy i strzelanie jest więc naturalne.

Podczas przejażdżki ciągle odczuwamy napięcie

Likwidować musimy stwory, które co jakiś czas starają się nam zrobić krzywdę. Przygotowano nawet znajdźki, które zbieramy poprzez ich przestrzelenie - to ciekawy dodatek. Istotnym aspektem jest oczywiście rozsądne zużywanie amunicji.

Przejażdżka budzi spore emocje, tym bardziej że nie ograniczamy się wyłącznie to pociągania za spust. Musimy też uważać na różne przeszkody - choćby na kolce wystające z sufitu, przed którymi musimy się uchylić. To nie tylko pusty spektakl, możemy tu zginąć i musimy uważać. Lokacje są odpowiednio zróżnicowane, a wszystko dzięki fabularnym podstawom. Całość rozgrywa się bowiem w wyobraźni pewnej postaci, a gra jest swego rodzaju zobrazowaniem popadania w obłęd.

The London Heist

Krótkie demo, które dostępne będzie w zestawie mini-gier PlayStation Worlds, chociaż byłoby świetnie, gdyby rozwinięto je do pełnoprawnej gry.

Pod względem mechaniki to typowy „celowniczek”, a więc podstawą jest strzelanie do celów. W tym przypadku do atakujących nas przedstawicieli mafii rosyjskiej, podczas gdy bohater siedzi na fotelu pasażera w aucie pędzącym po autostradzie.

Kilkuminutowa przejażdżka zaczyna się od wymiany zdań z towarzyszem, kierowcą. W tym czasie możemy - sterując kontrolerami PS Move - otworzyć schowek, zmienić stację radiową, porozrzucać śmieci po wnętrzu pojazdu.

Po chwili dostajemy broń, pistolet maszynowy. Celujemy do motocyklistów, strzelców wychylających się z samochodów. Kontrolery służą za przedłużenie naszych rąk. Gdy zabraknie amunicji, sięgamy więc po jeden z magazynków, a zbliżając dwie „różdżki” do siebie, przeładowujemy broń.

To emocjonująca i pompująca adrenalinę przygoda. Niezbyt długa, ale może właśnie o to chodzi - przy dłuższej rozgrywce zabrakłoby tej samej intensywności.

Bound

Nowa gra współprodukowana przez polskie Plastic Studios zrobiła już na nas niemałe wrażenie w lutym. Podczas pokazu w Warszawie mogliśmy jednak przyjrzeć się wersji VR.

Bound w interesujący sposób wykorzystuje rzeczywistość wirtualną. Bohaterkę nadal obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby, ale kamera nie przemieszcza się za nią automatycznie - musimy „podążać” za postacią, popychając prawy analog.

Oprawa wizualna, świetne animacje tancerki, idealnie dobrana kolorystyka i intrygująca atmosfera - wszystko to gra już oferowała. VR dodaje jednak możliwość rozglądania się po abstrakcyjnych lokacjach. Produkcja nie była jednak tworzona od podstaw z myślą o tej technologii, co widać. To wyłącznie ciekawe urozmaicenie.

RIGS

W RIGS także mieliśmy już okazję zagrać w przeszłości - w ubiegłym roku gra pozytywnie zaskoczyła nas na targach Paris Games Week.

Wskakujemy za stery mecha, którym kierujemy na zamkniętej arenie. Bierzemy udział w sportowej rywalizacji. Celem jest przeskoczenie przez bramkę na środku boiska po osiągnięciu odpowiedniego stanu „naładowania”.

To gra jeszcze bardziej dynamiczna niż Battle Zone, choć niektóre mechy są wolniejsze, inne nieco szybsze. Płynność jest idealna, co wpływa na pozytywny odbiór gry. Sterujemy zwykłym kontrolerem PS4, analogami obracami mechem, ale celujemy ruszając głową. Możemy przełączać się między trybami zwiększonej prędkości, mocniejszych obrażeń lub auto-naprawy.

Oprawa jest kolorowa, co pasuje do otoczki pozbawionej przemocy. Nikogo tu nie zabijamy. Unieszkodliwiamy tylko mechy, a ich piloci zostają katapultowani, by po chwili wrócić do gry. Przyjemna produkcja, choć momentami - zanim przyzwyczaimy się do sterowania - może odrobinę zbyt chaotyczna.

We wszystkich grach dostrzegamy lekko rozmazane tekstury, ale trudno się na tym skupić

Podsumowanie

VR to zawsze spore emocje dla gracza nie korzystającego z tej technologii na co dzień. Być może dlatego po około czterdziestu minutach testowania pojawiają się pierwsze lekkie zawroty głowy przy dynamicznych tytułach, w których istotne jest pozostawanie w ruchu - Battle Zone i RIGS.

To z pewnością kwestia przyzwyczajenia, jednak nie da się ukryć, że najbezpieczniejsze dla przeciętnego odbiorcy okażą się z pewnością bardziej spokojne - pod względem tempa i konstrukcji rozgrywki - gry.

Wszystko to nie zmienia faktu, że PlayStation VR zapowiada się na urządzenie, które zaoferuje w momencie premiery zestaw różnorodnych i ciekawych przygód. Wirtualna rzeczywistość odgrywać ma istotną rolę w strategii Sony i można przypuszczać, że w perspektywie najbliższych lat doczekamy się wielu świetnych gier na tę platformę.

Komentarze