Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Filmy, które przypominają gry. Czy kino może zastąpić pada?

Nietypowe i zaskakujące.

Któż z nas nie lubi grać w gry wideo i oglądać filmów? Zarówno jedno, jak i drugie pozwala przecież bez reszty zatopić się w przedstawianych światach, brać udział w wysokooktanowych pościgach, szalonych bijatykach lub zapierających dech w piersiach przygodach. I chociaż gry oraz filmy dostarczają różnego typu rozrywki, to nierzadko drogi obu wspomnianych mediów się krzyżują.

Najbardziej oczywistym przykładem połączenia tych dwóch światów, są adaptacje filmowe gier wideo. Zdarza się także (chociaż rzadziej), że jest na odwrót i to gra powstaje na podstawie kinematograficznego obrazu. W niniejszym zestawieniu skupię się jednak na przedstawieniu filmowych tytułów, które odzwierciedlają przynajmniej jeden charakterystyczny dla gier aspekt, co powoduje, że ich oglądanie może kojarzyć nam się właśnie z graniem.

Co sądzicie o moich wyborach? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, jakie tytuły dorzucilibyście do tego zestawienia!


„Scott Pilgrim kontra świat” (2010)

Chociaż „Scott Pilgrim kontra świat” stanowi adaptację serii komiksów autorstwa Bryana Lee O’Malleya, to bardzo często odwołuje się do historii gier wideo. Tytuł Edgara Wrighta to oszałamiająca pod względem wizualnym transmedialna opowieść o nerdzie, który musi pokonać siedmiu byłych facetów swojej wymarzonej dziewczyny. Film wypełniony jest po brzegi gamingowymi easter eggami, co świadczy o ogromnym szacunku, jakim Wright darzy kulturę gier wideo.

„Scott Pilgrim kontra świat” przypomina jednak grę wideo przede wszystkim ze względu na swoją strukturę. Każdy z siedmiu byłych Ramony kojarzy nam się bowiem z charakterystycznym dla gier bossem. Co interesujące, zgodnie z niepisaną zasadą gier wideo, kolejny przeciwnik jest dla Scotta Pilgrima bardziej wymagający od poprzednika. W rezultacie otrzymujemy niezwykle intensywną zabawę formą, która wciąga po uszy pomysłowością, kolorami, humorem niczym najlepsza gra wideo.


„1917” (2019)

„1917” słynie przede wszystkim z zastosowanej w nim sztuczki, polegającej na tym, że wygląda jakby był filmem stworzonym z jednego około 120-minutowego ujęcia. Choć pomysł Sama Mendesa i legendarnego operatora Rogera Deakinsa wydawał się co najmniej karkołomny, to nie mam wątpliwości, że poskutkował i przyniósł widzom fascynującą, trzymającą w napięciu opowieść traktującą o okrucieństwach wojny i ludzkich dramatach.

Dzieło Mendesa przypomina zatem coś na kształt gier z gatunku third-person shooter i survivalowych. Podążanie za starszymi kapralami, którzy otrzymują rozkaz dostarczenia tajnej wiadomości, generuje możliwość oglądania wspomnianych okrucieństw wojny ich oczami, przez co „1917” podobnie, jak wskazane typy gier wideo jest doświadczeniem niezwykle immersyjnym.


„Poziom mistrza” (2021)

„Poziom mistrza” Joego Carnahana to dla mnie jedno z najbardziej pozytywnych zaskoczeń filmowych 2021 roku. Ten odświeżający, energetyczny, zabawny, ale też całkiem inteligentny twór akcji z elementami science fiction, skupia się na Royu Pulverze, byłym agencie sił specjalnych, który z niewyjaśnionych przyczyn codziennie przeżywa swój własny dzień świstaka.

Cała struktura „Poziomu mistrza” jest zasadniczo grą wideo. Główny bohater niczym gracze, po tym, jak kierowana przez nich postać ulegnie jakiemuś wrogowi, musi rozpoczynać swoją przygodę od nowa (tu nie ma checkpointów). Wobec czego Roy doskonale pamięta, co musi zrobić, aby przechytrzyć wcześniejszych przeciwników i dotrzeć do punktu, w którym zginął. I tak aż do ostatecznego bossa.


„Adrenalina” (2006)

„Adrenalina” to najpewniej najbardziej anarchistyczne kino, jakie przyszło mi w życiu oglądać. I bynajmniej nie traktujcie tego, jako zarzut. Film Marka Neveldine’a i Briana Taylora to bowiem nieskrępowana jazda bez trzymanki, gwarantująca rozrywkę i nomen omen adrenalinę od samego początku do końca.

Pod względem stylistycznym „Adrenalina” zdaje się być szalonym połączeniem popularnych pod koniec XX wieku gier typu run and gun oraz święcących dziś tryumfy przygodowych gier akcji. Groteskowy MacGuffin otwierający produkcję Neveldine’a i Taylora, nie tylko przypomina gamingowe cut-scenki, które płynnie przechodzą w interakcję, ale również przygotowuje grunt pod specyficzne kadrowanie.


„Hardcore Henry” (2015)

„Hardcore Henry” to film, który po prostu musiał pojawić się w tym zestawieniu. Jeśli jednak w przypadku „Adrenaliny” nie miałem wątpliwości, że wykorzystanie stylistyki gier wideo służyło stworzeniu ciekawego, postmodernistycznego obrazu kinematograficznego, to w kwestii tytułu Ilyi Naishullera miałem już mieszane uczucia.

Chodzi o to, że „Hardcore Henry” nawet na moment nie przestaje polegać na elementach zaczerpniętych ze świata gier. W związku z tym rodzi się pytanie, dlaczego dzieło Naishullera jest filmem, a nie właśnie grą? Być może wynika to z faktu, że nie bawi mnie oglądanie, jak ktoś inny gra w pierwszoosobową strzelankę, a może jednak wymagam od kina czegoś więcej?


„Ralph Demolka” (2012)

„Ralph Demolka” to przypadek nieco podobny do „Scott Pilgrim kontra świat”. Pełnometrażowy, animowany debiut Richarda Moore’a również bowiem wprowadza widza w nostalgiczny nastrój, a wszystko to głównie za sprawą niebywale inteligentnego i sprytnego scenariusza, jak też wspaniałych efektów wizualnych.

Ta urocza animowana komedia jest przecież ewidentnym hołdem dla świata gier. Świadczą o tym niezliczone gamingowe camea oraz żarty i podziw wobec gier współczesnych. Poza znajomością kultury gier wideo, twórcy „Ralpha Demolki” wykazali się także starannym przestrzeganiem zasad zręcznościowych i platformowych gier wideo.


„Snowpiercer: Arka przyszłości” (2013)

Jeden z najciekawszych filmów traktujących o fikcyjnej rewolucji. „Snowpiercer: Arka przyszłości” Bonga przenosi odbiorców do pociągu przemierzającego skutą lodem Ziemię. Wszystko dlatego, bo świat przegrał z globalnym ociepleniem. W rzeczonym pociągu panuje system klasowy, a to oznacza, że najbiedniejsi znajdują się na jego szarych tyłach, a najbogatsi z jego przodu.

Bunt, do którego dochodzi na pokładzie szynowego pojazdu, pozwala widzom wraz z głównymi bohaterami filmu przedostawać się do przodu pociągu. Każdy wagon stanowi jednak dla nich nowe zagrożenie. Oczywiście droga do czoła pośpiesznego dookoła świata zrodzona jest z tradycji gier wideo, a niektóre sceny „Snowpiercera” przypominają mroczną zręcznościówkę typu run and gun.


„Sucker Punch” (2011)

W jednym z wywiadów, reżyser „Sucker Punch” Zack Snyder powiedział, że jego film jest jak gra wideo, która nie istnieje. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, ponieważ „Sucker Punch” zbudowany jest właściwie w znacznej mierze na zasadach panujących w grach. Od strojów bohaterek poprzez strukturę i przedstawiony świat, tutaj właściwie wszystko przypomina grę.

Co istotniejsze, Zackowi Snyderowi udało się stworzyć film, którego seans zdaje się być wręcz interaktywny. Sceny akcji, muzyka oraz klimat „Sucker Punch” wciągają na tyle, że ma się wrażenie prowadzenia Baby Doll i jej przyjaciółek w ich ucieczce przed złoczyńcą. Konieczność zebrania pięciu przedmiotów dodatkowo wzmaga ten niezwykły efekt.

Komentarze