Jeśli klikniesz link i dokonasz zakupu, możemy otrzymać małą prowizję. Zobacz politykę redakcyjną.

Brawl - Recenzja

Bomberman w nowym wydaniu.
Bez wątpienia gra lepsza od ubiegłorocznego Basement Crawl, ale wciąż pozostająca jedynie ciekawostką dla miłośników gier kanapowych.

Wydany rok temu Basement Crawl był tytułem bardzo złym. Mogło się wręcz wydawać, że twórcy z polskiego studia Bloober Team nie przygotowali kompletnej gry, tylko wypuścili niedokończony fragment pełen błędów. Brawl jest grą bez wątpienia lepszą i w tym sensie pozytywnie zaskakuje.

Na pierwszy rzut oka nie widać różnicy. Ponura muzyka, ciemna kolorystyka - teraz jednak wszystko okrasza fabuła, która umiejscawia gracza w tajemniczym Emporium. Pokręcony konstruktor, znany jako Lalkarz, zmusza bohaterów do walki między sobą bądź też z zastępami swoich tworów.

Mimo że gra skupia się na trybie dla wielu graczy, jest też prosta kampania, będąca jednocześnie samouczkiem, który przedstawia umiejętności wszystkich ośmiu barwnych postaci. Błazen, manekin, kukła bez nóg, szalony lalkarz, złodziejka, mim, niewidome dziecko i zapaśniczka - swego rodzaju osobowościowa elita.

Na mapie nie brakuje pomocnych power-upów

Każdy bohater przeżywa własną przygodę, która rzuca światło nie tylko na jego pochodzenie, ale też nakreśla obraz całego Emporium. Mała niewidoma dziewczynka znalazła się tutaj po osierocającym ją wypadku samochodowym - z nożem w ręce i misiem na plecach przemierza labirynt, szukając wyjścia. Samozwańcza królowa manekinów wpada w pułapkę lalkarza; teraz próbuje wydostać się i obalić rządy tajemniczego konstruktora.

Kampania składa się z elementów łamigłówkowo-zręcznościowych. Rozgrywka polega dokładnie na tym samym, na czym pamiętny Bomberman. Poruszamy się po zamkniętym terenie, za pomocą podkładanych ładunków wybuchowych usuwając po drodze ożywione i nieożywione przeszkody.

Każda postać nie tylko dysponuje bombami, ale także cechuje się szczególnymi umiejętnościami. Klaun kichając przesuwa przedmioty w linii prostej, kukła na wózku inwalidzkim potrafi zamrozić bomby i w dowolnym czasie je zdetonować , a złodziejka znika i sprintem pokonuje kilka pól, unikając niebezpieczeństwa. Część zdolności odnawia się po czasie, a część wymaga podniesienia przedmiotów kryjących się w skrzyniach dookoła.

Kampania pozwoli poznać wszystkie postacie

Dobre opanowanie poszczególnych mocy wymaga nieco treningu, więc kampania jest dobrą okazją, by poznać tajniki każdej postaci. Cały czas towarzyszy nam narrator, który komentuje poczynania gracza i opowiada o pokręconym świecie Emporium. Ukończenie przygód wszystkich ośmiu bohaterów to poważne wyzwanie na kilka godzin, a końcowe etapy okazują się być wyjątkowo trudne.

Tryb dla wielu graczy działa zarówno lokalnie, jak i przez sieć. Czterech znajomych może stanąć przeciwko sobie w walce o zdobycie jak największej liczby punktów za zabijanie się nawzajem. Sama rozgrywka jest szybka i wymagająca. Gracze wykorzystują swoje umiejętności, bezlitośnie karząc za nieuwagę wybuchowym klapsem.

Jako kanapowa rozrywka, gra zapewnia zabawę i potrafi wciągnąć. Próg wejścia jest jednak całkiem wysoki, dlatego nowi gracze mogą czuć się nieco zagubieni. Bez uprzedniego treningu nie jest łatwo odnaleźć się w chaosie i szybko można paść ofiarą doświadczonych przeciwników.

Trudność stanowi również nieczytelny interfejs. Dynamika walki sprawia, że w trakcie sesji multiplayer trudno dojrzeć, kto tak naprawdę prowadzi, a hasła rzucane przez komentatora nie pomagają. Wykrzykiwane w bliżej nieokreślonym kierunku frazy „Rzeźnik" lub „Oprawca" nie mówią nic konkretnego.

Gra w kolory

Brakuje werbalnej informacji m.in. o kończącym się czasie rundy, wysuwaniu się innego gracza na prowadzenie i tym podobnych opisów bieżącej rywalizacji.

Poza trybami pojedynków z mocami postaci bądź też bez - wzorem klasycznego Bombermana - jest tu też kilka innych zabaw. Możemy spychać się z areny, dzięki eksplozjom odpychającym w trybie „Sumo", czy też rywalizować w konkursie na największe zakolorowanie map farbą rozrzucaną przez wysadzane bomby w trybie dominacji kolorów.

Inne ciekawe misje to na przykład obrona owiec przed atakiem sterowanych przez komputer bestii oraz walka z coraz to liczniejszymi falami wrogów. Różnorodne tryby oferują za każdym razem nieco inne wrażenia oraz wyzwania.

Na pochwałę zasługuje tym razem projekt poziomów i ich różnorodność. Każdy obszar jest mroczny i budzi niepokój, ale różni się tematycznie. Raz jest to fragment fabryki, innym razem szpitalny oddział pełen zielonych prześcieradeł. Muzyka dodatkowo podkręca klimat pełen grozy.

Negatywne wrażenia mogą jednak wywołać występujące raz po raz błędy. Gra potrafi mocno zaniżyć płynność animacji, a nawet klatkować, co sprawia ogromne trudności zwłaszcza w trybie dla wielu graczy.

Sztuczna inteligencja może się zawiesić, skutkując stojącym nieruchomo wrogiem, a wczytany po śmierci checkpoint stawia nas zaraz przed przeciwnikiem, który momentalnie zadaje nam obrażenia.

Mimo trybu dla jednego gracza, Brawl to zdecydowanie - a może nawet wyłącznie - gra dla wielu osób, siedzących przed jednym telewizorem. Samotna rozgrywka po ukończeniu kampanii nudzi się, a zabawa przez sieć - bądź też walka z komputerem - nie wywołuje nawet ułamka emocji towarzyszących grze lokalnej.

Choć jest to zabawa kanapowa, jednocześnie w Brawl nie pogramy przy konsoli z dzieckiem. Postacie są przerażające, krew rozlewa się po ścianach, a w niektórych miejscach kukły kołyszą się jak powieszone zwłoki. Co prawda, twórcy zamierzają wkrótce dodać rozszerzenie wyłączające krew, ale nie zmieni to świata gry, który nie jest tożsamy z beztroską zabawą.

Osoby, które rok temu kupiły nieszczęsne Basment Crawl mogą ściągnąć Brawl za darmo. Po roku od tamtej premiery twórcy z krakowskiego studia wydali grę, która być może nie podbije serc rzeszy graczy, ale na pewno nie jest powodem do kolejnego wstydu.

5 / 10

Dowiedz się więcej na temat recenzji, zapoznając się z polityką recenzowania gier.

Tagi

O autorze

Awatar Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Recenzent

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.

Komentarze