Halo Infinite - Recenzja: wybuchowy powrót

Nowy duch w starym Master Chiefie.

Na szóstą część przygód Spartanina w zielonym pancerzu przyszło nam czekać sześć lat. Master Chief budzi się kilka miesięcy po wydarzeniach z poprzedniej odsłony. Ludzkość przegrała walkę o pierścień Halo Zeta, Cortana została - podobno - zniszczona, a Wygnani (Banished) świętują triumfy pod przewodnictwem nowego, ambitnego przywódcy Escharuma.

Bohater nie składa broni i kilka chwil później przystępuje do walki w obawie, że Wygnani za następny cel podbojów obiorą Ziemię. Zabieramy się więc za próbę pokonania nowego przywódcy i pokrzyżowania jego planów użycia Halo jako broni ostatecznej. Na dodatek SI zwane Bronią, które po zniszczeniu Cortany miało się dezaktywować, z jakiegoś powodu wciąż jest aktywne, więc sprawy komplikują się jeszcze bardziej i wszystko spoczywa na masywnych barkach Chiefa.

W porównaniu do poprzedniej części, gdzie kompleks boga Cortany i odkrywanie prastarej rasy Prekursorów grały pierwsze skrzypce, tutaj od razu czujemy, że historia obraca się wokół Master Chiefa i jego stosunku do sztucznej inteligencji. Co więcej, przetrwał rzekomą śmierć, więc staje się celem numer jeden wszystkich Wygnanych. Możemy nawet odczuć, że bohater z łowcy zmienia się w zwierzynę.

Zobacz także: Halo Infinite - Poradnik, Solucja

Halo_Infinite_Ilustracja_1_pew_pew
Dwuręczne działka są niezwykle satysfakcjonujące w użyciu, podobnie jak większość innych broni

Historia przedstawiona w Halo Infinite nie zaskakuje i jest stosunkowo prosta, ale dzięki ciekawym dialogom i interesującemu antagoniście, którego głos budzi dreszcze, całkiem przyjemnie się ją poznaje. Trudno też nie zauważyć, że twórcy rozbudowują uniwersum i przyjdzie nam jeszcze niejeden raz powalczyć w świecie laserowych mieczy i zakutych w zbroję Spartan.

Najnowsza część od studia 343 Industries stawia na nowości. Jedną z największych jest otwarty świat. Już od początku mamy do dyspozycji całkiem spory obszar, który przemierzamy dowolnie. Możemy oczywiście pędzić z jednego punktu fabularnego do kolejnego, lecz pominiemy wtedy całkiem sporo dodatkowej zawartości, dostęp do lepszego ekwipunku oraz wsparcie ze strony niedobitków UNSC.

Otwarty świat w Halo to coś, na co wielu graczy czekało od dawna, gdyż to świetna okazja, by pobawić się wszystkimi pojazdami i podejść do każdego starcia nieco inaczej. Układ aktywności pobocznych rozsianych na mapie zachęca do eksploracji i bawienia się niczym w piaskownicy. Powtarzalność nie jest aż tak odczuwalna z racji ciekawego sytuowania punktów w regionie, oraz tempa realizacji tych wyzwań - nie czujemy, że jesteśmy sztucznie odciągani od głównej przygody, a pomocne AI ciągle przypomina o wątku fabularnym.

O dziwo, to właśnie w misjach głównych czujemy, że twórcy sztucznie nas spowalniają. Raz musimy zniszczyć aż trzy działa przeciwlotnicze, innym razem zebrać cztery sygnały z nadajników rozsianych po mapie, a często nie włączymy czegoś, dopóki nie znajdziemy dwóch czy trzech baterii. Reguła trójek pojawia się nawet w starciach z bossami, co mocno akcentuje schematyczność tych potyczek i trochę je spłyca. W takich momentach czujemy się wodzeni za nos i jedyne co motywuje do gry, to przyjemna rozgrywka.

W Halo Infinite zdecydowanie najlepszym elementem - grającym pierwsze skrzypce - jest dynamiczny i wybuchowy gameplay. Wszystko to, za co kochamy serię z Master Chiefem powraca i jest w pewien sposób wzbogacone. Zielony Spartanin ma jeszcze więcej gadżetów, a pierwszy - i najciekawszy - to linka z hakiem.

Za pomocą nowego narzędzia nie tylko sprawnie zmieniamy położenie, ale też możemy przyciągać się do wrogów, szybciej przejmować pojazdy, a nawet podnosić odległe bronie. Nic tak nie satysfakcjonuje jak chwycenie liną wybuchowego zbiornika, by w sytuacji pozornie bez wyjścia szybko cisnąć nim w grupę wrogów, przechylając szalę zwycięstwa na swoją korzyść. LInkę - oraz inne akcesoria - możemy też ulepszać, by zwiększać moc, zasięg czy aktywować różne bonusy.

Halo_Infinite_Ilustracja_2_osa_lata
Świat najlepiej podziwia się z powietrza

Kosmiczny arsenał wzbogacony został o kilka mniejszych i większych broni palnych, więc jest w czym przebierać. Oryginalne bronie kosmitów same w sobie wystarczą, by przez całą grę biegać z czymś innym, a dodatkowo wraz z wykonywaniem zadań pobocznych zyskujemy ulepszone wersje klasycznego wyposażenia, jak i nowych giwer. To prawdziwa gratka dla fanów serii i coś, co zachęca do wykonywania opcjonalnych zadań.

Niestety, przygody w kampanii fabularnej nie da się obecnie ukończyć w kooperacji z innym graczem. Tak duże mapy aż chciałoby się przemierzać z żywym towarzyszem, by przeprowadzać widowiskowe ofensywy z każdej możliwej strony. Co-op zostanie wprowadzony dopiero w przyszłości.

Poza trybem single-player, satysfakcjonujący gameplay przenosi się do trybu sieciowego. Ten element gry dostępny jest już od kilku tygodni dla wszystkich w formie Free to Play - i mimo żmudnego, niezbyt atrakcyjnego systemu progresji, podobnie jak kampania, broni się naprawdę udaną, pozbawioną błędów rozgrywką.

Halo_Infinite_Ilustracja_3_widoki
Misje fabularne często zabierają nas do liniowych, niemal klaustrofobicznych budowli Prekursorów

W trybach online po prostu gra się świetnie, a starcia dużych drużyn to największe jak dotąd potyczki w Halo. Seria ta zawsze różniła się od innych strzelanek koniecznością zniszczenia tarcz kinetycznych, zanim zacznie się zadawać obrażenia, a teraz jeszcze bardziej wyróżnia się na tle Call of Duty i Battlefielda rozgrywką, która faktycznie jest futurystyczna. Za sprawą pancerzy oraz ciekawego ekwipunku każda walka to coś nowego. Gracze inaczej wykorzystują podniesione gadżety i niejednokrotnie potrafią zaskoczyć kreatywnym pomysłem eliminacji wroga.

Na wyróżnienie zasługuje również tryb drużynowej gry w „piłkę”, gdzie zyskujemy punkty za przetrzymywanie czaszki. Jest to całkiem kreatywny rodzaj rywalizacji, w którym każdy zespół nieco inaczej podchodzi do strategii utrzymania artefaktu i w zupełnie inny sposób prowadzi eskortę.

Co zgrzyta i wywołuje niesmak w trybie wieloosobowym to wolny system progresji, który 343 Industries w odpowiedzi na zgłoszenia graczy ma modyfikować, oraz - póki co - playlista, która wymaga rozbudowania o nowe tryby i jeszcze więcej map. Na chwilę obecną jest tego trochę za mało i może się niektórym wydawać się niedostatecznie różnorodne.

Halo_Infinite_Ilustracja_4_wsparcie
Uwalniani w aktywnościach pobocznych żołnierze mogą obsadzić działko Guźca i pomóc nam w walce

Po ukończeniu kampanii właściwie nie mamy po co do niej wracać, chyba że nie zebraliśmy wszystkich znajdziek (a tymi są przedmioty kosmetyczne do modułu sieciowego), ale tryb multiplayer ma potencjał, by przyciągnąć naszą uwagę na dłużej. Pozostaje czekać na jego dalszy rozwój.

W ogólnej ocenie Halo Infinite to prosta, ponad dziesięciogodzinna kampania, której największym atutem jest rozgrywka. Gameplay to również najsilniejszy element zabawy wieloosobowej, która już teraz cieszy się zasłużoną popularnością, choć wymaga jeszcze nieco uwagi ze strony twórców.

Plusy: Minusy:
  • świetna i dopracowana rozgrywka
  • otwarty świat, który nie przytłacza
  • wykorzystanie linki z hakiem
  • doskonały gameplay w multi
  • banalna historia
  • sztucznie wydłużane misje
  • pewne niedociągnięcia trybu online

Platforma: PC, Xbox Series X/S, Xbox One - Premiera: 8 grudnia 2021 - Wersja językowa: polska (napisy) - Rodzaj: strzelanka FPP - Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa - Cena: od 230 zł - Producent: 343 Industries - Wydawca: Xbox Studios - Wydawca PL: Microsoft Polska

Recenzja Halo Infinite została przygotowana na podstawie egzemplarza dostarczonego nieodpłatnie przez wydawcę.

Reklama

Zasady oceniania gier w Eurogamer.pl

Skocz do komentarzy (5)

Autor

Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Recenzent

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (5)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami