Graliśmy w Far Cry 6 - rewolucja na wyspie, ale czy również w serii?

Przyjemny open world Ubisoftu.

Far Cry 6 raczej nikogo nie zaskoczy. Niedawno mogliśmy spędzić z grą około pięciu godzin, które pokazują, że Ubisoft przygotował kolejne lekkie odświeżenie znanej już formuły. Brak wielkich zmian i nowości to niekoniecznie wada, bo rewolucyjna otoczka i lepsza narracja pomagają mocniej zaangażować się w przygodę.

Dialogi czy scenariusz nie wydają się lepsze niż zwykle, jednak tym razem bohaterka lub bohater - Dani Rojas - bardziej aktywnie uczestniczy scenkach przerywnikowych. Widzimy naszą postać, co sprawia, że przywiązujemy większą wagę do historii. To w teorii drobnostka, jednak ma spory wpływ na odbiór opowieści, która staje się jakby bardziej osobista.

Po wielu zwiastunach i prezentacjach założenia fabularne są już zapewne wszystkim dobrze znane. Trafiamy na wzorowaną na Kubie wyspę Yara, na której rządzi okrutny dyktator. Dołączamy do lokalnego ruchu oporu, by spróbować przeciwstawić się tyranowii i jego armii. Giancarlo Esposito w roli antagonisty wypada znakomicie.

Po liniowym, nie za długim wstępie, prawdziwą partyzancką przygodę zaczynamy na mniejszej wyspie u wybrzeży państewka. Gra stopniowo i klasycznie przedstawia nowych bohaterów i systemy związane z rozgrywką - zrzuty zaopatrzenia, zwierzęcych towarzyszy (początkowo tylko jednego: aligatora), posterunki do odbijania. Uczymy się walczyć, modyfikować broń, oznaczać wrogów. Standard.

Strzelanie sprawia wystarczającą frajdę, by gameplay nie nudził, co jest dosyć ważne. Niektóre rodzaje broni na początku zabawy są jednak czasem irytująco nieskuteczne bez dodatków i ulepszeń - ale to w zasadzie jedyny minus. Uzupełnieniem w walce są oczywiście granaty, także nieofensywne, podświetlające tylko sylwetki wrogów.

Nowością są różne bronie eksperymentalne, które wyglądają, jakby twórcy zainspirowali się trochę grą Far Cry: New Dawn. Otrzymujemy na przykład efektowną kuszę strzelającą ogromnymi bełtami, niczym kołkownica z Painkillera. Jest też wyrzutnia wiązek elektryczności, która pozwoli ogłuszyć przeciwników. Nie mogło zabraknąć miotacza ognia, wyrzutni gwoździ czy płyt. Niektóre tego rodzaju zabawki potrafią być wyjątkowo skuteczne, ale też nie ma przymusu, by z nich korzystać - jeśli komuś nie do końca pasują do poważnej otoczki fabularnej.

far_cry_6_gralismy_2
Konie to nowy środek transportu w Far Cry 6

Warto podkreślić, że skradankowe podejście jest niemal zawsze możliwe - o ile nie bierzemy udziału w misji, gdzie scenariusz wymaga akurat otwartej walki. Wrogie posterunki czy bazy można jednak zdobywać po cichu. Trzeba tylko pamiętać, by zawsze zlokalizować i zniszczyć skrzynki komunikacyjne do wzywania posiłków. Dużą pomocą okazują się tu oczywiście tłumiki czy łuk.

Jeśli jednak coś pójdzie nie po naszej myśli, zawsze można chwycić za większy kaliber, skorzystać z materiałów wybuchowych czy umiejętności oferowanych za pośrednictwem plecaka - możemy aktywować na przykład rakietowy ostrzał, który rozprawi się z wieloma przeciwnikami jednocześnie. Inny atak specjalny to wywołanie ognistej fali uderzeniowej dookoła postaci.

Otwarta walka to więc po prostu tradycyjny, znany już z serii Far Cry wybuchowy chaos. Nie mogliśmy przetestować kooperacji, jednak zabawa ze znajomym z pewnością stworzy szansę na sianie destrukcji i zniszczenia na imponującą skalę.

far_cry_6_gralismy_1
Oprawa jest niezła, lecz nie powala na kolana

Struktura rozgrywki też raczej nikogo nie zaskoczy. Mamy główne misje do wykonania, ale też szereg zadań pobocznych i znajdźki do kolekcjonowania czy wrogie posterunki do odbijania. Do tego tworzenie przedmiotów czy modyfikacja broni, a także wykorzystanie pojazdów - w tym samolotów i śmigłowców. Można nawet ulepszać auto, lecz nie mieliśmy okazji dłużej przyjrzeć się temu systemowi.

Far Cry 6 niczym nie zaskakuje. To po prostu przyjemna strzelanka w otwartym świecie, której największą przewagą nad poprzednimi odsłonami jest miejsce akcji i wyraźniejsze zaznaczenie udziału w historii. Fani dotychczasowej formuły, doskonalonej przez twórców z biegiem lat, powinni być zadowoleni.

Reklama

Skocz do komentarzy (0)

Autor

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Senior Editor  |  matzdanowicz

Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych. Mateusz zajmuje się przygotowywaniem recenzji, artykułów oraz poradników. Wspiera również dział informacyjny.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (0)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami