Jaki będzie Starfield?

Kosmiczny potencjał.

Starfield ukaże się jesienią 2022 roku. To już naprawdę niedługo, biorąc pod uwagę spory okres oczekiwania od pierwszej zapowiedzi gry ponad trzy lata temu. Wciąż jednak o grze nie wiemy praktycznie nic.

Sam Todd Howard zaznaczył już, że przygodę tę można porównać do „Skyrima w kosmosie”, co jest jednak dosyć ogólnym stwierdzeniem. Projektantowi chodziło tutaj głównie o formułę spotykania różnych frakcji i dużego wyboru specjalizacji bohatera.

Gdyby jednak podejść do tego bardziej dosłownie, to wcale nie brzmiałoby to źle. The Elder Scrolls 5 to niezbyt angażujący wątek główny, jednak z drugiej strony - fascynująca i wciągająca eksploracja. Odkrywanie nowych zakątków to jeden z najlepszych aspektów tej gry.

Właśnie taki charakter byłby idealny dla tytułu, w którym mamy eksplorować kosmos. Doskonale byłoby jednak, gdybyśmy nie trafiali tylko na puste planety czy ruiny obcych cywilizacji, ale jest takie ryzyko - Bethesda lubi pustkowia.

Świetnym scenariuszem kampanii byłyby odwiedziny u już rozwiniętych ras pozaziemskich, na wzór tego, co znamy chociażby z Mass Effecta. Wiązałoby się to z bogatszą historią, potencjalnie ciakawszymi interakcjami. Pustki w kosmosie mamy już dużo, choćby w Elite Dangerous, wczesnej wersji Star Citizena czy nawet No Man's Sky.

Główna frakcja, do której mamy przynależeć na początku przygody, nazywa się Konstelacja. Howard opisuje też przygodę jako „połączenie wątków z NASA, Indiany Jonesa i Ligi Niezwykłych Dżentelmenów” - przynajmniej to ostatnie nastraja pozytywnie, sugerując, że możemy liczyć na odrobinę kosmicznej awangardy i niecodziennych wydarzeń.

starfield_wyciekl_screen_scr
Do tej pory widzieliśmy tylko przecieki z wczesnej wersji prototypu gry

Jest też, rzecz jasna, kwestia rozgrywki. Czy jako Pionierzy będziemy po prostu podbijać kolejne planety, budując bazy z wykorzystaniem systemu konstrukcji znanego już z Fallouta 4? To właśnie najważniejsze pytanie - czy Bethesda odważy się mocno odświeżyć sprawdzoną formułę rozgrywki?

Z jednej strony wcale nie musi tego robić. Gracze lubią znajomy styl, który już kojarzą. Nie da się jednak ukryć, że dobrze byłoby w końcu otrzymać naprawdę porządny, satysfakcjonujący model strzelania, którego raczej na próżno szukać w nowych Falloutach. Miłym urozmaiceniem mogłyby też być wielowątkowe, rozbudowane misje na wzór wątków pobocznych z Wiedźmina 3. Tymczasem możliwe, że znów otrzymamy sporo prostych, a nawet generowanych losowo zadań opcjonalnych.

Starfield to więc jednocześnie ogromny potencjał na ciekawe nowości i prawdziwe wejście Bethesdy do nowej generacji, ale też ryzyko zbyt wyraźnego pozostania w przeszłości i strach przed zerwaniem z tym, co niektórzy uznają za DNA gier takich jak Skyrim. Twórcy muszą jednak pamiętać, że przywiązanie do tradycji i sprawdzonych rozwiązań może stać na drodze do innowacji, które naprawdę nas zachwycą.

Reklama

Skocz do komentarzy (0)

Autor

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Senior Editor  |  matzdanowicz

Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych. Mateusz zajmuje się przygotowywaniem recenzji, artykułów oraz poradników. Wspiera również dział informacyjny.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (0)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami