Kentucky Route Zero - Recenzja: amerykański sen

Sztuka.

Zaskakująca, oniryczna i niepowtarzalna opowieść o tajemniczej podróży, która okazuje się zdecydowanie ważniejsza od jej celu.

Kiedy odwiedzamy stację benzynową w pierwszym akcie Kentucky Route Zero, możemy odnieść wrażenie, że gramy w przygodówkę point'n'click. Po paru minutach wiemy już jednak, że to coś więcej. W kolejnych godzinach interaktywna opowieść zachwyci nas wiele razy nie tylko historią, ale przede wszystkim zmienną formą.

Gameplay jest tu mocno minimalistyczny. Wskazujemy po prostu, gdzie postać powinna przejść, a wszystkie obiekty, z którymi można wejść w interakcję, są zawsze oznaczone. Nie ma tutaj szukania przedmiotów czy wskazówek, nie ma też żadnych zagadek. Są dialogi, podążanie do przodu nitką narracji i chłonięcie niesamowitego klimatu.

Atmosfera w Kentucky Route Zero jest nie z tego świata, bo i nie zwiedzamy realistycznych miejsc. Akcja toczy się teoretycznie w Stanach Zjednoczonych, ale to surrealistyczna i oniryczna wersja USA - to miejsce, w którym nikt się nie dziwi, że przyjacielem chłopca jest ogromny orzeł, a cel podróży na autostradzie może pojawić się tylko w określonych okolicznościach.

Kentucky_Route_Zero_Recenzja_1
Można pogłaskać psa (Kentucky Route Zero - Recenzja)

Mieszkańcy tego przedziwnego, abstrakcyjnego świata bezsprzecznie do niego pasują, a wszystkie anomalie przyjmują za normę. Można się w tej grze poczuć jak wewnątrz powieści reprezentujących nurt realizmu magicznego, gdzie prawdziwi ludzie i autentyczne problemy często osadzone są w świecie wzbogaconym elementami fantastycznymi, a wszystko sprawia wrażenie snu. Czuć też w Zero inspiracje twórczością Davida Lyncha - ale bez niepokoju czy mrocznych emocji.

Dlatego też Kentucky Route Zero to przede wszystkich chłonięcie i doświadczanie, a niekoniecznie „granie”. Oczywiście mamy tutaj bohaterów i fabułę, która jest motorem napędowym ich działań. Jest ciężarówka z dostawą, która musi dotrzeć do celu. To cel kierowcy Conwaya, który po drodze spotyka inne postacie - wszystkie świetnie wykreowane i różnorodne. Twórcom bez wątpienia udało się nadać wyraźne charaktery i osobowości jednostkom pozbawionym twarzy.

Pomysłowy system dialogów pozwala też mocniej zżyć się z postaciami, bo tak naprawdę je współtworzymy. Nie ma tutaj „poprawnych” wyborów w rozmowach. To my tworzymy nastawienie i nastrój postaci, decydując się na kolejne wypowiedzi. Jeśli ktoś pyta o przeszłość jakiegoś bohatera, wybieramy odpowiedzi spośród kilku zupełnie różnych - i to, co wybierzemy, staje się prawdą.

Styl graficzny to także minimalizm. Modele są proste, ale sceny potrafią być bogate w szczegóły. Pastelowa kolorystyka idealnie pasuje do klimatu snu i baśniowej opowieści. Podobnie zresztą, jak oprawa audio. Parę razy słyszymy różne utwory, które mocno się wyróżniają - praktycznie w ogóle nie występują tu bowiem głosy postaci. Muzyka potrafi tak mocno budować nastrój, że może po prostu wzruszyć, choćby w finałowej scenie czy podczas niepozornie zapowiadającego się występu w przydrożnym barze.

Kentucky Route Zero na każdym kroku fascynuje i z biegiem czasu coraz bardziej rozbudza apetyt na kolejne zwroty akcji, wyjaśnienia czy nowe fantazyjne sceny. Poza tym, każdy akt oferuje nieco inny styl rozgrywki. Deweloperom bezbłędnie udało się tutaj zapobiec nawet najmniejszym przejawom monotonii czy ryzyku znudzenia formą.

Kiedy bowiem zakończy się jakaś wyjątkowo nietypowa i surrealistyczna scena, gra oferuje nam coś nieco bardziej przyziemnego. Zakończyliśmy absolutnie niezwykłą podróż? Więc teraz po prostu porozmawiajmy z lekarzem o swojej nodze. W magiczny sposób trafiliśmy na owianą legendą trasę? No to, dla chwili oddechu, pora na odrobinę klimatu biurokracji i załatwiania papierkowych spraw. Choć, warto zaznaczyć, że pewne dziwne i tajemnicze elementy obecne są na ekranie praktycznie w każdym momencie.

Kentucky_Route_Zero_Recenzja_2
Jeden z odcinków pozwala wybierać kilka razy jedną z dwóch możliwych scen do rozegrania (Kentucky Route Zero - Recenzja)

Cała przygoda trwa około 10-11 godzin, a kolejne akty - jest ich pięć - rozbudowują dodatkowo nieco krótsze sceny w przerwach, gdzie projektanci także szaleją z formą. W jednym z takich przerywników obserwujemy na przykład sztukę, która sprawia wrażenie sceny z prawdziwego życia. Każdy taki mini-epizod nawiązuje jednak do głównych aktów, jeszcze bardziej rozbudzając naszą ciekawość.

Kentucky Route Zero jest fantastyczne. To prawdziwa sztuka. To poetycka opowieść przepełniona pokładami kreatywnej twórczości. Nieważne, że całość powstawała niemal dekadę - co z tego, skoro teraz można śmiało powiedzieć, że będzie to jeden z murowanych kandydatów do ścisłej czołówki gier roku? Przynajmniej dla mnie.

Plusy: Minusy:
  • angażująca, ciekawie poprowadzona historia
  • nieoczywiste postacie
  • wyjątkowa atmosfera snu i baśni
  • różnorodne odcinki
  • zaskakujące motywy, wydarzenia i zwroty akcji
  • brak polskiej wersji

Platforma: PC, PS4, Xbox One, Switch - Premiera: 28 stycznia 2020 (Akt I ukazał się w 2013 roku) - Wersja językowa: angielska - Rodzaj: przygodowa - Dystrybucja: cyfrowa - Cena: ok. 90 zł - Producent: Cardboard Computer - Wydawca: Annapurna Interactive

Recenzja Kentucky Route Zero została przygotowana na podstawie egzemplarza na PC, dostarczonego nieodpłatnie przez firmę GOG.com

Reklama

Zasady oceniania gier w Eurogamer.pl

Skocz do komentarzy (2)

Autor

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Senior Editor

Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych. Mateusz zajmuje się przygotowywaniem recenzji, artykułów oraz poradników. Wspiera również dział informacyjny.

Powiązane materiały

Chuchel - Recenzja

Z miłości do wiśni.

Symmetry - Recenzja

Ciężki survival.

RekomendacjaCeleste - Recenzja

Dla fanów Super Meat Boy'a.

RekomendacjaGorogoa - Recenzja

Surrealistyczna łamigłówka.

Fallen Legion - Recenzja

Trening wyczucia czasu.

Na stronie

Komentarze (2)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami