Death Stranding - Recenzja: dzieło dla koneserów

Kariera kuriera.

Najnowszy tytuł Hideo Kojimy, Death Stranding, jest niewiarygodnie trudny do jednoznacznego sklasyfikowania. Pewnym jest, że to gra w otwartym świecie, z perspektywy trzeciej osoby, bazująca przede wszystkim na eksploracji. Posiada też elementy gry akcji oraz skradanki.

Death Stranding to jednak przede wszystkim gra drogi. Podróż jest najważniejszym i nieodłącznym elementem każdego dnia głównego bohatera gry. Sam Porter Bridges jest kurierem, który został postawiony przed szalenie trudnym zadaniem.

Ameryka, wskutek początkowo nie do końca zrozumiałych czynników, znajduje się w rozsypce. Teren całego państwa przypomina krajobraz po wojnie nuklearnej, a pozostali przy życiu ludzie spędzają codzienność w niezbyt dużych kompleksach czy w małych obozowiskach. Codzienność Amerykanów w grze to przede wszystkim ochrona przed wyniszczającym deszczem temporalnym i unikanie niebezpiecznych, tajemniczych wynurzonych.

death_stranding_recenzja_01
Zaraz po pierwszym zleceniu czeka nas długie wprowadzenie fabularne (Death Stranding - Recenzja)

Co więc w tym wszystkim musi zrobić Sam? W pojedynkę uratować świat przed postępującą zagładą. Jednak by tego dokonać, najpierw potrzebne jest zjednoczenie narodu, który właściwie utracił swoją tożsamość. Nasze zadanie to przywrócenie łączności na całym kontynencie, czego dokonuje się poprzez dołączenie do tak zwanej sieci chiralnej.

Fabuła Death Stranding to dość skomplikowana rzecz, pełna wątków science fiction, równoległych światów, a nawet pewnego rodzaju metafizyczności i mistycyzmu. Wprowadzenie do gry jest długie i oferuje wystarczająco dużo informacji, aby gracz był świadomy podstawowych zagadnień. Jednak to, czy faktycznie zrozumieliśmy historię, weryfikuje dopiero zakończenie.

Zobacz: Death Stranding - Poradnik, Solucja

Po drodze spotykamy wielu bohaterów - intrygujących i dobrze napisanych. Fabuła jest niewątpliwie dużym atutem gry, jednak pełne jej docenienie przychodzi właśnie dopiero z napisami końcowymi, do których dotarcie zajmuje minimum 50 godzin. Trudno mówić o historii, aby nie zepsuć jej samodzielnego odkrywania.

death_stranding_recenzja_02
Choć przez chwilę nie jesteśmy samotni (Death Stranding - Recenzja)

Nie każdy może jednak dotrwać do finału zabawy. Jako kurier działamy przede wszystkim pieszo, a dodatkowo w szalenie trudnych warunkach, których uczymy się w zasadzie przez kilkadziesiąt godzin. Owszem, po długim czasie pojawiają się w grze pojazdy oraz uproszczona szybka podróż, jednak rdzeniem zabawy jest walka o przetrwanie sam na sam z naturą, wynurzonymi oraz MUŁami - wrogo nastawionymi kurierami, których celem jest przejęcie naszego ładunku.

Praca kuriera początkowo zachwyca i nawet pustawy świat sprawia wrażenie pięknego. W samotności pokonujemy kolejne kilometry, wsłuchując się w przepiękną - oszczędnie dawkowaną - ścieżkę dźwiękową. Cały czas musimy uważać, by się nie potknąć, nie wpaść do rwącej rzeki czy wąwozu, którego nie zauważyliśmy wcześniej.

Każda dostawa to zmagania nie tylko z trudnymi warunkami świata, ale i samym sobą - tym wirtualnym i prawdziwym. Inteligentne planowanie podróży, dobór ekwipunku, obranej trasy czy nawet sposób rozłożenia towaru - to wszystko jest chlebem powszednim każdej dostawy. Nauka wszystkich mechanizmów jest niewątpliwie pasjonująca.

death_stranding_recenzja_03
Po ulicach niewielkich miasteczek nie przechadzają się inni mieszkańcy (Death Stranding - Recenzja)

Sama praca w terenie to umiejętne dobieranie i wykorzystywanie narzędzi. Początkowo pomocne okazują się więc przede wszystkim drabiny i liny - możemy także korzystać z rzeczy ustawionych i pozostawionych przez innych graczy. To rodzaj lekkiej kooperacji, która po kilku godzinach okazuje się naprawdę kluczowa. Choć nie widzimy innych graczy w świecie gry, to odczuwamy ich obecność na różne sposoby.

Działania nasze i innych mają realny wpływ na rozwój wydarzeń oraz rozwijający się świat. Miło jest widzieć, że interakcje naprawdę przynoszą sens. Ponownie jednak nie chcemy zdradzać zbyt dużo, aby każdy mógł przekonać się o tym samodzielnie.

Warto wspomnieć natomiast, że rozbudowa sieci chiralnej bazuje głównie na przekonywaniu konkretnych osadników, by aktywowali własne nadajniki. Aby to zrobić, musimy oczywiście podnosić z nimi więź. Robimy to dzięki głównym zadaniom (dostawom), a także dodatkowym, nieobligatoryjnym dla fabuły.

Niestety, wszystkie poboczne zlecenia są do siebie dość podobne i niezbyt satysfakcjonujące, ale czujemy się przymuszani do ich realizowania. Dzięki temu bowiem otrzymujemy surowce i - niczym w serwisach społecznościowych - lajki, które ułatwiają dalszą pracę, możliwość rozbudowy niektórych obiektów i lepsze wyposażenie.

Gra jest skonstruowana na tyle chytrze, że w momencie, gdy już poczujemy się silniejsi - na przykład zwiększając udźwig - często jesteśmy brutalnie sprowadzeni do parteru: a to przez nowy rodzaj zagrożenia, a to nową lokację, do której warunków nie jesteśmy przystosowani.

Nie zapominajmy także, że w zasadzie każdy krok musi być zaplanowany. Podczas podróży potykamy się o kamienie, ryzykujemy przeprawiając się przez głęboką wodę (która może zabrać nasz ładunek i spławić go znacznie dalej), niszczymy towar, spadamy z urwisk, dbamy o sprzęt i niemal cały czas łapiemy równowagę przy pomocy triggerów na padzie - zwłaszcza gdy ładunek na plecach jest zbyt wysoki.

death_stranding_recenzja_05
Nasz ŁD skutecznie ostrzega przed wynurzonymi (Death Stranding - Recenzja)

I to wszystko robi oczywiście piorunujące wrażenie, poziomem realizmu stojąc na równi z Red Dead Redemption 2. Jednak przy kilkudziesięciu godzinach, często żmudnej rozgrywki, z czasem pojawia się także irytacja. Można śmiało powiedzieć, że nasze reakcje są zgodne z uczuciami Sama. I może się to podobać lub nie.

Oprócz dość powtarzalnych zadań, nieco schematyczna okazuje się także walka. Mijanie lub neutralizacja wynurzonych budzi na początku ogromne emocje. Później jednak przyzwyczajamy się do zagrożenia i nawet, gdy ewoluuje, odpowiadamy na nie coraz ciekawszą bronią.

Jakkolwiek walka czasami bywa trudna, także przez teren czy warunki atmosferyczne, dość szybko się do niej przyzwyczajamy. Powtarzalność to największa bolączka Death Stranding, przez co tytuł sprawdza się zdecydowanie lepiej w krótszych sesjach. Z drugiej strony, zmieniający się świat i odkrywanie kolejnych rejonów ogromnej mapy potrafi wciągnąć na kilka godzin z rzędu.

death_stranding_recenzja_06
Właścicielowi drabiny wysyłamy dużo lajków (Death Stranding - Recenzja)

Death Stranding przez swoje pomysły, założenia i realizację całego projektu zachwyca niemal na każdym kroku, bawiąc się przy tym z odbiorcą w momentami niewyobrażalnej skali. Znakomicie sprawdza się także system nienamacalnej kooperacji opartej o lajki - miło jest, gdy spływają od innych graczy za to, że po prostu pozostawiliśmy w wąwozie drabinę.

Kłopot w odbiorze sprawia balans. Choć świat mógłby pozostać równie duży, bo potrafi naprawdę zachwycić, to jednak progres jest momentami mozolny. Być może zmieni się to, gdy serwery gry będą zapełnione duża liczbą graczy, jednak ciężko to ocenić przed premierą.

Momentami podczas zabawy wpadamy też w spore fabularne „dziury”, gdzie przez wiele godzin nie potrafimy poznać nowych i istotnych faktów o sytuacji na świecie. W innym przypadku otrzymujemy długie partie przerywników filmowych, choć trzeba przyznać, że świetnie zrealizowanych i przypominających często tradycyjne kino.

death_stranding_recenzja_07
Ja nie dam rady? (Death Stranding - Recenzja)

Świat, choć w dużych obszarach pustawy, potrafi zauroczyć. Efekty pogodowe, niektóre krajobrazy czy nawet dobrze przemyślane projekty pasm górskich przyciągają oko i zachęcają do eksploracji. Oprawa graficzna i działanie gry stoją na bardzo wysokim poziomie, choć wizualny aspekt jest nieco zaburzony przez surowość klimatu nowych Stanów Zjednoczonych.

O Death Stranding można by było opowiadać właściwie bez końca. To złożona i bardzo zaskakująca produkcja, choć na pewno nie dla wszystkich. Oczekujący łatwej, przyjemnej i nieskomplikowanej rozgrywki raczej nie mają tu czego szukać.

Poświęcenie czasu i pełne zaangażowanie w dzieło Hideo Kojimy potrafi jednak odwdzięczyć się często z nawiązką. Trudność odbioru gry jest jednocześnie jej pięknem, choć bardziej docenią je gracze z delikatną nutką wewnętrznego konesera.

Plusy: Minusy:
  • kreacja świata
  • zaskakujący realizm
  • dobra, choć długo „dojrzewająca” fabuła
  • oryginalny koncept
  • przeszywająca samotność podczas gry
  • aspekt „niewidzialnej” współpracy
  • zbyt dużo dłużyzn
  • powtarzalne zadania
  • drobne niekonsekwencje w świecie



Platforma: PS4 - Premiera: 8 listopada 2019 - Wersja językowa: polska - Rodzaj: akcja, TPP - Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa - Cena: od 250 zł - Producent: Kojima Productions - Wydawca: Sony Interactive Entertainment - Wydawca PL: Sony Interactive Entertainment Polska

Recenzja Death Stranding została przygotowana na podstawie egzemplarza na PS4 dostarczonego nieodpłatnie przez PlayStation Polska.

Reklama

Zasady oceniania gier w Eurogamer.pl

Skocz do komentarzy (11)

O autorze

Jerzy Daniłko

Jerzy Daniłko

Redaktor Naczelny

Jerzy jest redaktorem naczelnym Eurogamer.pl. Z serwisem współpracuje od początku, a w ostatnim czasie nadzorował pracę działu poradników. Relaksuje się gotując i jeżdżąc autem w długie trasy. Nie lubi nudy, zastojów i głośnych sąsiadów.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (11)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami