Pomimo dużego potencjału, pierwszy Rage nie zapisał się szczególnie wyraźnie na kartach historii elektronicznej rozrywki. Druga część - choć zachowuje duch oryginału - to jednak zupełnie inny projekt. Być może mamy do czynienia z jakością, którą w założeniach miała prezentować pierwsza odsłona serii.

Większość graczy zapamiętało pierwsze Rage zapewne ze względu na kontrowersje związane z tzw. megateksturą, czyli techniką, która umożliwiała wyświetlanie ogromnych tekstur o wielkości przekraczającej możliwości kart graficznych.

W praktyce nie dość, że zmiany były niemal niezauważalne, to jeszcze tekstury doczytywały się na oczach gracza lub powodowały znaczne spadki płynności. Problemy graficzne znacznie przyćmiły fakt, że Rage był po prostu solidną gra, z bardzo dobrym modelem strzelania i ciekawymi postaciami.

rage3
Niesławna megatekstura narobiła Rage sporo kłopotów

W przypadku Rage 2 nie mamy jednak do czynienia z FPS-em z elementami sandboxowymi, a pełnoprawną produkcją z otwartym światem. Ciasne kaniony, które pod przykrywką wolności ukrywały korytarzowe lokacje, zamieniono na ogromne przestrzenie, które aż chce się zwiedzać - pieszo lub w pojeździe.

„Rage 2 ulepsza te elementy, które w pierwowzorze mogły być zrealizowane lepiej”.

Choć i „jedynka” miała być hybrydą klasycznego FPS-a z otwartym światem, finalny projekt skrytykowali gracze, którzy prawdopodobnie oczekiwali czegoś więcej. Wizji, którą ma szansę zrealizować Rage 2 - dopiero 8 lat później, przy pomocy specjalistów od otwartych światów ze studia Avalanche i odpowiedniej technologii.

Wydaje się, że przy okazji drugiej części serii deweloperzy znaleźli odpowiedni balans pomiędzy klasycznym prowadzeniem gracza „po sznurku”, a oferowaniem niemal nieskrępowanej wolności. Przygodę w otwartym świecie przeplatamy bowiem misjami głównymi, w których zwiedzamy unikalne, bardziej ograniczone lokacje.

rage5
Tym razem świat naprawdę jest otwarty

Rage 2 czerpie garściami z oryginału, ale ulepsza te elementy, które w „jedynce” mogły być zrealizowane lepiej. Walka - dzięki mocom i ciekawszemu uzbrojeniu - satysfakcjonuje jeszcze bardziej. Gonitwy i walki z konwojami pozwalają skupić się na potyczce na prawdziwie otwartych przestrzeniach - bez obawy, że zahaczymy o krawężnik, jak w poprzedniej części serii.

Świat jest przy tym oczywiście bardziej naturalny i wiarygodny. Do poszczególnych miast nie prowadzą już pojedyncze drogi, a same osady są znacznie większe i ciekawsze. Powracają natomiast niezwykle interesujące i charyzmatyczne postacie czy szalone teleturnieje pokroju morderczych wyścigów lub Mutant Bash, czyli programu, w którym śmiałkowie - ku uciesze widzów - zmagają się z kolejnymi wyzwaniami i falami wrogów.

Zniknął też element, który był podstawą wielu zarzutów skierowanych w stronę „jedynki” - wszechobecne szarobrązowe lokacje zamieniono na różnorodne rejony, dzięki czemu świat nabrał koloru.

Rage miał kilka ciekawych pomysłów, które w ogólnym rozrachunku nie wystarczyły, aby zapamiętano grę na dłużej. Wygląda na to, że nowa produkcja, będąca owocem współpracy id Software i Avalanche Studios, lepiej realizuje potencjał, który od 2011 roku drzemał w tym postapokaliptycznym świecie.

Reklama

O autorze

Przemysław Wańtuchowicz

Przemysław Wańtuchowicz

Redakcja Eurogamer.pl

Przemek na początku przygotowywał u nas materiały wideo, a obecnie jest autorem w dziale informacyjnym. Jako dziecko marzył, by zawodowo rysować, żonglować lub grać na gitarze - dwie pierwsze czynności wychodzą mu całkiem nieźle.