The Prodigy to dla wielu osób z pokolenia, które w latach 90. rozpoczynało naukę w liceach i szkołach średnich, zespół niemalże legendarny. Ale to także kapela, która - jak chyba żadna inna - była bliska rodzącej się wówczas subkulturze miłośników gier i komputerów.

Brytyjska formacja pierwszy krążek - „Experience” - wydała w 1992 roku, ale właściwie to druga płyta - „Music for Jilted Generation” (1994) - przyniosła zespołowi międzynarodową popularność.

„The Fat of the Land” (1997) w zasadzie przypieczętował dominację The Prodigy na szeroko pojętej scenie muzyki elektronicznej.

Zaskakujące, z perspektywy czasu, że te trzy fantastyczne krążki, wydane na przestrzeni całych lat 90., świetnie oddają ducha czasów, w których rodziła się subkultura graczy. Były także swego rodzaju omenem dla zachodzących na rynku gier zmian.

Podobnie jak dynamiczny był właśnie rynek komputerów, jak mocno rozwijały się technologie, jak zmieniała moda, tak również rozwijał się zespół The Prodigy. Dojrzewał na naszych oczach, tak jak zmieniał się i dojrzewał rynek gier wideo.

Keith Flint był wyróżniającym się frontmanem zespołu The Prodigy - tutaj w teledysku Firestarter

Początek lat 90. to w Polsce przede wszystkim dominacja Commodore C64 oraz Atari. Drogie komputery stacjonowały tylko w wybranych domach, w których spotykaliśmy się, by wspólnie zagrać w International Karate czy Rick Dangerous.

The Prodigy, z racji braku powszechnego dostępu do zagranicznych, telewizyjnych stacji muzycznych i drogich, oryginalnych kaset magnetofonowych, nie od razu zdobył popularność w naszym kraju. Dopiero w połowie lat 90., wraz z płytą „Music for Jilted Generation”, zwiększonym dostępem do kanałów satelitarnych, prasą młodzieżową, coraz większe kręgi osób zaczęły interesować się tą brytyjską grupą.

Płyta wydana w 1994 roku doskonale odzwierciedlała zachodzące w świecie procesy. Nowe, „elektroniczne” pokolenie było zafascynowane nowinkami technologicznymi i komputerami. Zamiast C64 i Atari, w domach zaczęły pojawiać się pecety, lśniące Amigi 500 czy czarne Amigi CDTV, a na ekranach królował Another World, Mortal Kombat, Body Blows Galactic czy Lotus Turbo Challenge 2.

Znamienne, że w grudniu 1994 roku zadebiutowała również konsola PlayStation, aby rok później rozpocząć podbój rynku amerykańskiego i europejskiego. Ale to także okres, gdy coraz poważniejszym graczem okazywały się wspomniane już komputery osobiste.

Wspomnienie kilkudziesięciu gier, które zapisały się w historii Commodore i Amigi

Ciekawe, że pierwsze akceleratory graficzne 3D nosiły nazwę Voodoo Graphics - najpierw Rush w 1997 roku, a następnie Voodoo 2, które szalenie spopularyzowały granie na pecetach i właściwie rozpoczęły ich długi pochód na rynku gier wideo jako wiodącej, technologicznie najmocniejszej platformy dla graczy. Ten pochód trwa przecież do dziś.

Trzeci z albumów lat 90. zespołu The Prodigy ukazał się również w 1997 roku. Był to zarazem najbardziej dopracowany technicznie krążek, z takimi przebojami jak „Smack My Bitch Up”, „Breathe”, „Firestarter” oraz znakomitymi kompozycjami, jak choćby „Narayan” czy „Diesel Power”.

Muzyka The Prodigy i komputery mają wspólny mianownik: jest nim elektronika. A jeśli komputery, to także ówczesna subkultura graczy i nieograniczona wolność, którą cechowały początki Internetu. To przeplatające się elementy, na których wyrosło pokolenie dzisiejszych 30-kilkulatków, a pewnie i niektórych 40-latków. Z kropką nad i, jaką był przecież film „Matrix” w 1999 roku.

Wczoraj, 4 marca zmarł śmiercią samobójczą Keith Flint - jeden z założycieli, frontman i wokalista zespołu The Prodigy. Jeśli nasza generacja, jako miłośników gier wideo pamiętających początek lat 90., właśnie dobiega końca, a zwiastunem nowego są gry pokroju Apex Legends i Fortnite, to historia zespołu The Prodigy faktycznie odzwierciedla zmiany na rynku gier wideo.

Nawet bardziej niż mi się pierwotnie wydawało.

Reklama