Assassin's Creed to wyjątkowa marka. Na przestrzeni lat zmieniła się nie do poznania. Można powiedzieć, że najnowsze części cyklu nie mają nic wspólnego z pierwszą. Pewnie nie wszystkim się to podoba, ale trudno zaprzeczyć, że Ubisoft naprawdę świetnie tą serią zarządza - tak, że nie odchodzi ona w zapomnienie mimo upływu czasu.

Takie zauważalne zmiany i różnice pomiędzy poszczególnymi odsłonami mają oczywiście duży wpływ na to, że społeczność fanów jest mocno podzielona. Nie ma w tym przypadku jednej gry, którą wszyscy, bez dwóch zdań jednogłośnie wskazują jako tę najlepszą. To też w pewnym sensie zaleta stałej ewolucji formuły rozgrywki. Różne części cyklu cenimy często za inne aspekty, mechaniki, postacie.

Postanowiliśmy wymienić nie jedną, ale pięć najlepszych naszym zdaniem części Assassin's Creed. Podejrzewamy, że któraś z nich na pewno pokryje się z waszym typem - dlatego koniecznie dodajcie w komentarzach własne argumenty wskazujące, że konkretna odsłona jest właśnie tą najbardziej godną uwagi.

Assassin's Creed

Pierwsza część serii wylądowała tutaj nie tylko dlatego, że postanowiliśmy uczcić oryginał, bez którego sequele nigdy by nie powstały. Dostrzegamy wady tej produkcji, ale jednocześnie nie da się ukryć, że jest ona pod kilkoma względami po prostu niepowtarzalna.

Jeden bohater i dziewięć celów do wyeliminowania. Altair, tajemniczy i skryty, skory do odpokutowania za błędy, odwiedza Jerozolimę, Akkę i Damaszek. Wszystkie miasta odwzorowano z dbałością o szczegóły i oferując wyjątkowy klimat tych miejsc.

Najważniejsze jest jednak to, że naprawdę mogliśmy poczuć się, jak asasyn. Mimo powtarzalnych czynności pobocznych, to właśnie pierwsza część serii - jako jedna z niewielu - stawiała nas w roli skrytobójcy, a nie zabójcy, który jest też fantastycznym wojownikiem, potrafiącym zmierzyć się z tłumem strażników.

AC_1

Każdą egzekucję trzeba było skrupulatnie przemyśleć. Zadbać o odpowiednie podejście, rozejrzeć się po okolicy i wreszcie postarać się podejść do celu przed wywołaniem alarmu. Czasem strażnicy zauważali osuwające się ciało ważnej persony w momencie, gdy my już wdrapywaliśmy się na dach, by rozpocząć ucieczkę. Potem słyszeliśmy za sobą krzyki i początek pościgu - ależ to były emocje!

Sam setting też świetnie pasował do motywu Templariuszy i bractwa Asasynów. Średniowieczne czasy Trzeciej Krucjaty to wręcz idealne pole do popisu dla scenarzystów, a zakony te kojarzymy właśnie z tymi wydarzeniami na Bliskim Wschodzie.

Assassin's Creed 2

Renensansowa Italia wydawała się idealnym miejscem po przygodzie w średniowieczu z Assassin's Creed. Sequel oczarował jednak nie tylko fantastycznym klimatem Florencji czy Wenecji, ale też zaoferował najlepszego bohatera w historii cyklu - nie bez powodu pojawił się aż w trzech częściach.

Ezio Auditore stał się naszym dobrym znajomym, bo w końcu poznaliśmy całe jego życie. Właśnie w drugiej odsłonie serii obserwowaliśmy jego narodziny i młodość, a także początki asasyńskiej kariery. Towarzyszyły mu zresztą świetnie zrealizowane postacie poboczne, jak choćby Leonardo da Vinci.

Historia była też tu bardziej intrygująca niż w poprzedniej grze. Motyw walki z rodem Borgiów, tajemniczy Templariusze i potężny artefakt - w naszych głowach rodziło się wiele pytań, a odpowiedzi były fascynujące. Im bardziej zbliżaliśmy się do końca opowieści, tym bardziej szalone mogły wydawać się decyzje scenarzystów, lecz wszystko to po prostu pasowało do tej serii.

Rozgrywka też ewoluowała w idealny sposób. Grze bliżej było już do tytułów stawiających na akcję, bohater otrzymał więcej gadżetów, ale skradanie i skrytobójstwo nie odeszły jeszcze w zapomnienie, a główny wątek urozmaicono o wiele ciekawszymi niż w oryginale misjami pobocznymi.

No i doczekaliśmy się słynnego już: „Raquiestat in pace.”

Assassin's Creed 4: Black Flag

Pierwsza rewolucja w cyklu, oczywiście pod względem struktury i rozgrywki, gdyż prawdziwe zbrojne powstanie przeciw uzurpatorowi mieliśmy już w Assassin's Creed 3.

Black Flag zachwycił mnóstwem zmian. Wielki świat wręcz onieśmielał. Na dodatek, duża część eksploracji związana była z żeglugą - samo pływanie okrętem, walki morskie i słuchanie szant wciągało na długie godziny.

Poza tymi nowościami otrzymaliśmy jeszcze przecież tradycyjną zawartość. Zwiedzanie miast i miasteczek, łącznie z parkourem i bieganiem po dachach. Zabójstwa wyznaczonych celów i walką z użyciem gadżetów.

Bohater nie był nawet od początku asasynem, a zwykłym piratem. Podczas rozwoju historii spotykaliśmy też świetnie przedstawionych zbirów z karaibskich legend. Nawet jeśli nie każdemu przypadł do gustu piracki klimat, to Black Flag ma z pewnością najbardziej wyrazistą „osobowość” z całej serii.

AC_Black_Flag

Fantastyczny był też multiplayer. Nikt nie sądził, że tryb wieloosobowej rywalizacji może się udać w Assassin's Creed, ale zabawa w kotka i myszkę, szukanie celów i unikanie zabójców potrafiło mocno wciągnąć.

Assassin's Creed: Unity

Unity miało zapierać dech w piersiach oprawą - i faktycznie tak było, o ile posiadaliśmy mocny komputer. Niestety, w okresie premiery błędy i zła optymalizacja mocno nadszarpnęły wizerunek tej odsłony. Wielka szkoda, że tak się stało.

Jeśli zignorować kwestie techniczne, ta odsłona Assassin's Creed jest naprawdę wspaniała. Wirtualny Paryż to do dzisiaj najlepsze miasto, jakie udało się stworzyć deweloperom z Ubisoftu. Nie chodzi tylko o ogromną dbałość o detale, ale nawet o pozwolenie zwiedzania wnętrz wielu budynków i poczucie spacerowania faktycznej metropolii. Wszystko to w otoczce narastających nastrojów rewolucyjnych.

Assassin's Creed Unity to też naprawdę wciągająca fabuła, mimo że bohater nie jest równie charyzmatyczny, co Ezio. Najważniejszy jest jednak fakt, że produkcja niejako wraca do korzeni - jesteśmy członkiem Bractwa Asasynów, skrytobójcą eliminującym konkretne cele. To odświeżające po kilku odsłonach, które stawiały na nieco mniej tradycyjne wątki.

Samo planowanie zabójstw zostało zrealizowane chyba najbardziej pomysłowo. Przed eliminacją celu możemy znaleźć różne pomoce i wskazówki, które ułatwią wykonanie zadania lub ucieczkę. Wszystko to sprawia, że faktycznie czujemy się jak cichy zabójca - choć w razie czego możemy tez postawić na otwartą walkę.

Assassin's Creed Origins

Mimo że mamy już do dyspozycji Assassin's Creed Odyssey, to jednak postawiliśmy na wcześniejszą część - kolejną, która (jak wcześniej Black Flag) mocno odmieniła znaną formułę rozgrywki. Po Origins cykl oderwał się od swojej przeszłości, jak jeszcze nigdy wcześniej.

Ubisoft przygotował grę akcji połączoną z elementami RPG i osadził całość w świecie tak ogromnym, że przyćmiewał nawet rozmiar mapy z Assassin's Creed 4. Zupełnie przeprojektowano system walki, który stał się o wiele bardziej wymagający i wzorowany lekko na grach typu soulslike.

Bohaterem został Bayek z Siwy. Okazał się łatwym do polubienia, całkiem charyzmatycznym jegomościem. Razem z nim poznajemy historię początków idei stojącej za założeniem Bractwa Asasynów. Jego małżonka, Aya, to również świetna i porządnie napisana postać.

Twórcy zaczerpnęli nieco rozwiązań nawet z Wiedźmina 3. Można to odczuć podczas eksploracji pięknego świata, gdy przypadkiem odkrywamy interesujące, niewielkie misje poboczne. Zawartości jest w tej grze mnóstwo - i nikt nie powie, że nie dostajemy wystarczająco dużo rozgrywki nawet za premierową cenę.

Origins zapoczątkowało nowy kierunek cyklu Assassin's Creed, który z zainteresowaniem teraz śledzimy. Co czeka nas w przyszłości? Niektórzy marzą o grze w realiach feudalnej Japonii, inni liczą na powrót do Rzymu i zakończenie „starożytnej trylogii”. Jedno jest pewne - Ubisoft jeszcze kiedyś ponownie nas zaskoczy, kolejny raz transformując formułę rozgrywki, gdy tylko zacznie być zbyt powtarzalna.

Reklama