Anthem bardzo stara się być nową jakością, ale nic nie umknie naszym oczom. DNA poprzednich projektów studia BioWare widzimy z daleka.

Osoby, które miały styczność z Mass Effect: Andromeda, momentalnie wychwyciły, że Anthem to nie tylko kwestia wspólnego silnika (Frostbite Engine), a podobieństwa związane z tymi dwoma grami sięgają znacznie głębiej.

Wizualna strona Anthem czerpie z kilku źródeł. Osadzenie fabuły w uniwersum oddalonym od Ziemi pozwala na fantazjowanie w temacie elementów kulturowych, ubioru oraz dekoracji - wszystkie te aspekty obserwujemy zaraz na początku gry, przy okazji spacerowania po forcie Tarsis.

Orientalne melodie, stylizowana na średniowiecze odzież i dodawanie peleryn do opancerzonych javelinów to coś, co przez ostatnie lata utkwiło nam w pamięci jako nieodłączny element serii Destiny. W tym aspekcie, ze względu na zupełnie inne aspiracje, ciężko doszukiwać się nawiązań do Mass Effect. Przynajmniej do momentu wyboru broni i pancerzy.

Wygląd Łowcy, czyli pierwszego dostępnego javelina, stylistycznie zupełnie nie odbiega od sagi o Żniwiarzach. Wyprofilowane hełmy, opływowa i smukła sylwetka do złudzenia przypominają nie tylko pancerze z Andromedy, ale też sięgające czasów trylogii Sheparda, a konkretnie - wzmocnionych żołnierzy organizacji Cerberus.

Nawet domyślna farba na Łowcy budzi wspomnienia. Malowania stylizowane na jednostkę N7 pojawiły się przy okazji oficjalnych prezentacji rozgrywki oraz w social mediach osób powiązanych z Anthem, więc trudno nie czuć ducha poprzedniej marki.

Bronie i ich kształty nawiązują do spluw, które mogliśmy zdobyć przy okazji kampanii Rydera w Andromedzie, lecz ich podobieństwo dopiero objawia się w trakcie rozgrywki, gdy zwrócimy uwagę na takie detale, jak dźwięki, siła odrzutu bądź skupienie przy strzelaniu serią. Naprowadzający pocisk wybuchowy Łowcy zarówno pod kątem użycia, jak i dźwięku impaktu, niczym nie różni się od ogłuszającego strzału, który towarzyszył nam od drugiej części Mass Effect.

lowca
Javelin Łowca

Skupiając się na walce zauważamy, że za wyjątkiem nieograniczonego latania, większość elementów wygląda dokładnie tak samo jak w Mass Effect: Andromeda. Przeciwnicy w podobny sposób chowają się za osłonami, przyjmują obrażenia, a więksi wrogowie nawet szarżują na nas identycznie. Również możliwość łączenia umiejętności kilku graczy w combo, które zwiększa zadawane obrażenia, to element tak dobrze znany weteranom Mass Effect.

Czy zatem walka nie oferuje już niczego, czego nie znali byśmy wcześniej ze stajni BioWare? Nie do końca. Cały system chłodzenia pancerzy i powiązanie ich z lataniem oraz możliwością ograniczenia mobilności przez przegrzewanie, to ogromna i złożona mechanika.

Dodanie tego aspektu do rozgrywki sprawia, że musimy porzucić stare przyzwyczajenia i planować całe potyczki z uwzględnieniem nowych elementów, tym samym grając zupełnie inaczej niż kiedyś.

Nie każda klasa javelina gwarantuje też taką samą rozgrywkę, co akurat zupełnie odbiega od strategii starć znanych z serii Mass Effect, gdzie zdecydowana większość klas postaci cechowała się podobnym modelem walki przy użyciu innych super zdolności.

andromeda
Podobieństwa do Mass Effecta dotyczą nie tylko systemu strzelania

Elementy Śmigacza, czyli najzwinniejszego pancerza w Anthem, przypominają zwinnych infiltratorów i asasynów znanych z rozgrywki multiplayer w trzeciej części przygód Sheparda. Tamte klasy nie były jednak ciągle skupione na bliskim kontakcie, a Śmigacz to bardziej zwinny zabójca, szarżujący na wroga i utrzymujący cały czas bardzo bliski dystans. W tym aspekcie wspomniany javelin przypomina bardziej wojowniczą klasę z Dragon Age, aniżeli kosmicznego zabójcę.

smigacz
Javelin Śmigacz

Ustalenie profilu Anthem jako gry skupiającej się na kooperacji z innymi graczami, to też mocny argument za zupełnie inną jakością potyczek niż w Mass Effect. Poprzednio zawsze polegaliśmy na wsparciu niezależnych bohaterów, którzy za nami podążali. W Anthem bez innych graczy na mapie jesteśmy zdani tylko na siebie, a w większości przypadków to nie wystarcza.

Wsparcie minimum jednej osoby jest konieczne, by nie tylko gwarantować wzmocnione ataki, ale i szansę na odwrócenie uwagi, gdy zrobi się zbyt niebezpiecznie. Tutaj ponownie warto wspomnieć przegrzewanie systemów, które błyskawicznie ogranicza mobilność samotnego gracza i odcina szanse na ucieczkę z tarapatów.

Po przetestowaniu wersji demo Anthem wciąż wiemy za mało, by w pełni ocenić treść fabularną gry, a opowieść w przypadku serii Mass Effect była bardzo istotnym elementem - nie tylko zapewniała wiele treści do odkrycia, ale też solidnie wiązała gracza ze światem przedstawionym i bohaterami, których poznawaliśmy.

Wersja demonstracyjna zaprezentowała wybranych bohaterów, których poznaliśmy jeszcze niedostatecznie. Tutaj przed studiem BioWare stoi największe wyzwanie. Wiemy, że ten zespół potrafi tworzyć rozbudowane i ciekawe światy - liczymy, że w uniwersum Anthem też będzie podobnie.

W przypadku Anthem możemy mieć do czynienia z grą, której świat będzie zupełnie inny niż w Mass Effect, ale powłoka mechaniki rozgrywki i elementy stylistyki mogą wywoływać efekt déją vu. Ale kto wie? Być może dopiero po premierze gry odkryjemy, że to znajome uczucie nie było przypadkowe.

Wtedy okaże się, że wszyscy mieszkańcy fortu Tarsis są potomkami tajnej grupy kolonizatorów Cerberus, którym udało się uciec przed inwazją Żniwiarzy, albo dziećmi członków załogi Normandii, która w finale trylogii ląduje na bardzo podobnej planecie. Oczywiście, zapewne tak się nie stanie, ale taka fantazja jest całkiem kusząca, prawda?

Reklama

O autorze

Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Redakcja Eurogamer.pl

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.