Poziom trudności w grach wideo to od zawsze chętnie poruszany temat. Wielu odbiorców ceni sobie wyzwanie, ale sporo gier ogranicza się pod tym względem do dosyć prostych - czy nawet sztucznych - zabiegów, jak zwykłe zwiększenie punktów zdrowia wrogów i zadawanych przez nich obrażeń.

Takie podkręcanie wyzwania bywa dobrym rozwiązaniem, choćby wtedy, kiedy chcemy przejść ulubioną grę po raz drugi, ale świetnie znamy już wszystkie mechanizmy rozgrywki. Czasem jednak miło jest zagrać w produkcję, która już z założenia ma być trudna. Czy nie dlatego ludzie pokochali cykl Souls od From Software?

W tym zestawieniu chcemy skupić się właśnie na tych tytułach, które na przestrzeni ostatnich lat zachwycały, ale i frustrowały tym, jak bardzo wystawiały na próbę nasze umiejętności. To różnorodna lista, więc każdy fan wielkich wyzwań powinien tu znaleźć coś idealnego dla siebie.

Oto najtrudniejsze gry wideo w historii!

Super Meat Boy

Obecnie Edmund McMillen kojarzony jest głównie ze świetnym The Binding of Isaac, ale wcześniej producent ten współtworzył jedną z najbardziej fascynujących platformówek w historii - to właśnie Super Meat Boy.

Podstawy rozgrywki są bajecznie proste - skaczemy po platformach i możemy odbijać się od ścian. Wszystko to w otoczeniu śmiertelnie niebezpiecznych przeszkód i niezliczonych przepaści. Śmierć jest gwarantowana.

Przeciętny gracz ginie od kilkunastu do kilkudziesięciu razy na jednej planszy, nie licząc tych początkowych, siłą rzeczy najłatwiejszych. Wymagana jest tu niezwykła precyzja, bo komendy musimy wydawać w idealnych momentach, co do ułamka sekundy. Możliwość błyskawicznego restartu i dopracowany model sterowania sprawiają, że szybko wpadamy w syndrom „jeszcze jednej próby”.

Ninja Gaiden 2

Seria Ninja Gaiden zawsze była kojarzona z wysokim poziomem trudności, ale jej współczesne odsłony wcale nie okazały się o wiele łatwiejsze, niż wydania ze starszych platform. Ninja Gaiden 2 to natomiast jedna z trudniejszych produkcji z konsol poprzedniej generacji.

ninjagaiden2

Gra akcji od Team Ninja stawia przede wszystkim na refleks. Bez idealnie wykonanych uników daleko nie zajdziemy - tym bardziej ze wrogowie nie patyczkują się z bohaterem. Nawet kiedy walczymy z grupą przeciwników, to nieraz kilku atakuje nas jednocześnie. Jeśli damy się okrążyć, możemy pożegnać się z życiem.

Najtrudniejsze są tu oczywiście starcia z bossami, które są jednak też niezmiernie satysfakcjonujące. Gra jest bowiem sprawiedliwa. Choć obrażenia zadawane przez największych oponentów są ogromne, to zawsze mamy poczucie pełnej kontroli i doskonale zdajemy sobie sprawę, że jeśli zginęliśmy, to przede wszystkim przez nasze błędy, a nie z powodu sterowania czy pracy kamery.

Dark Souls

Właściwie moglibyśmy tu wymienić też inne tytuły From Software, ale to właśnie Dark Souls spowodowało, że większa grupa graczy poznała ten specyficzny styl rozgrywki - bo w przeciwieństwie do Demon's Souls, był to tytuł multiplatformowy.

Wielu fanów tych gier twierdzi, że wcale nie są trudne. Z perspektywy kogoś, kto jednak nie miał z nimi nigdy do czynienia, wydaje się to mocno naciąganą tezą. Oczywiście, często wystarczy tu po prostu ostrożność, ale zazwyczaj to za mało. Gra nie tylko nie wybacza błędów, ale i brutalnie uczy niektórych schematów.

Jeśli nie jesteśmy bowiem przyzwyczajeni do specyficznego tempa i „soulsowej” struktury, niejeden raz zginiemy od ciosu w plecy, bo twórcy ukryli wroga tak, że nie mogliśmy do dostrzec. Lub też zostaniemy przytłoczeni liczbą wrogów i nie zdążymy odpowiednio zareagować na ataki. Zresztą, starcia z bossami nawet miłośnikom serii potrafią sprawić nie lada problemy.

Battletoads

Kultowa „chodzona bijatyka” od studia Rare zadebiutowała na Nintendo Entertainment System i sprawiła, że samotnicy musieli znaleźć sobie przyjaciół - rozgrywka solo była bowiem koszmarnie trudna, choć możliwa.

battletoads

Tak naprawdę jednak wydaje się, że liczba wrogów była dostosowana właśnie do trybu kooperacji. Nawet w przypadku współpracy przygoda rzucała kłody pod nogi. Choćby ze względu na to, że dwie zmutowane ropuchy mogły zadawać sobie nawzajem obrażenia. Często więc ginęliśmy przez przypadek. Albo wtedy, gdy kompan chciał wyładować frustrację.

W 2019 roku ma ukazać się nowa odsłona serii. Jesteśmy niezwykle ciekawi, czy twórcy postanowią zachować ten sam poziom trudności. Trzeba przyznać, że byłby to ciekawy eksperyment.

Cuphead

Cuphead zachwyca oprawą graficzną, bo podobnej nie sposób znaleźć w innych grach. Piękne retro-animacje to jednak tylko jeden aspekt gry, a drugim jest rzucająca spore wyzwanie rozgrywka.

Tak naprawdę nie jest to typowa platformówka, a raczej gra typu „boss run” - bo to właśnie walki z bossami stanowią przeważającą część przygody. Wieloetapowe, wymagające i nieraz frustrujące, ale ostatecznie sprawiające sporo frajdy, gdy po wielu próbach pokonamy wymyślnych przeciwników.

Możemy oczywiście zagrać na najłatwiejszym dostępnym poziomie trudności i nadal cieszyć się poznawaniem niesamowitych projektów postaci, ale nie da się ukryć, że to właśnie pokonywanie przeszkód dających nam ostro w kość jest tutaj najbardziej wynagradzające.

Takeshi's Challenge

W 1986 roku japoński komik Takeshi Kitano postanowił pomóc w produkcji gry wideo na NES-a. Efektem jego starań jest platformowo-przygodowy projekt stworzony właściwie tylko po to, by frustrować odbiorcę, oferując szalenie trudne i często absurdalne wyzwania.

takeshi

Nie chodzi tylko o wymagające małpiej zręczności minigry czy częste potyczki z gangsterami, ale głównie o fakt, że gra absolutnie niczego nam nie tłumaczy. Przegrać możemy już na ekranie z wpisywaniem hasła, jeśli uderzymy stojącą na podeście postać. A każda porażka to konieczność zaczynania całej historii od nowa.

Nie wiemy więc, po co w ogóle istnieją tu niektóre budynki, jak zarabiać pieniądze, dlaczego musimy wziąć rozwód i nauczyć się obsługi lotni, by przelecieć nad Związkiem Radzieckim, uderzyć w pasmo gór i zobaczyć napis „Game Over”. Absurd goni absurd. Szkoda nerwów na granie w ten twór, ale Takeshi's Challenge to bez wątpienia jeden z najciekawszych projektów w historii.

UFO: Enemy Unknown

Zanim pojawił się XCOM, w 1994 roku ukazało się UFO: Enemy Unknown. Gra, która zaśmieje nam się w twarz, kiedy powiemy, że współczesne strategie od studia Firaxis są trudne.

Dawniej kosmici byli po prostu potężniejsi. Nawet jeden strzał z broni niektórych obcych mógł zabić żołnierza z pełnym zdrowiem i w pancerzu. Pod uwagę należało natomiast brać więcej czynników - choćby różne rodzaje podłoża, każdy z innymi negatywnymi efektami.

Każdego żołnierza należało dokładnie wyposażyć, a mało co było w oryginale zautomatyzowane. System morale był też mniej losowy, więc w efekcie im gorzej nam szło, tym gorzej też czuli się nasi podkomendni. W praktyce utrata nawet jednego komandosa oznaczała chęć restartu misji. Nie da się jednak ukryć, że kampania angażowała jak mało co.

Dwarf Fortress

Jeśli wyszukacie w internecie filmik z „szybkimi poradami na start” do Dwarf Fortress, znajdziecie materiał trwający niemal... 50 minut. To i tak nie obrazuje tego, jak skomplikowana jest ta stworzona przez jednego człowieka produkcja.

dwarf

Dwarf Fortress to połączenie strategii z grą o zarządzaniu i elementami RPG, a wszystko to w oprawie rodem wczesnych produkcji z MS-DOS. Generujemy świat i zaczynamy rozbudowywać społeczność krasnoludów.

Toporny interfejs to tylko jedna z wielu przeszkód. Jest też absolutny brak jakichkolwiek przydatnych wskazówek, niesprecyzowane cele i poważne konsekwencje popełnianych błędów projektowych. Tysiące graczy uwielbiają jednak takie wyzwanie, także ze względu na dużą liczbą historii ukrytych w grze.

Ghosts 'n Goblins

Bez dwóch zdań najtrudniejsza gra, jaką kiedykolwiek stworzył Capcom. Tak jest, trudniejsza nawet niż jakakolwiek odsłona o wiele popularniejszej serii Mega Man, mimo pewnych podobieństw.

W tej produkcji z konsoli NES wcielamy się w dzielnego rycerza, który ginie zawsze po otrzymaniu wyłącznie dwóch ciosów. Pierwszy pozbawia go zbroi, a drugi życia. To ograniczenie sprawia, że praktycznie każdy etap jest wielkim wyzwaniem.

Zawsze giniemy, uczymy się na błędach, zapamiętujemy rozmieszczenie przeciwników, giniemy, sprawdzamy kiedy najlepiej atakować, znów giniemy i wreszcie po wielu, wielu próbach może udać nam się dobrnąć do celu. Pozycja dla wytrwałych, bez dwóch zdań.

Gracze lubią dziś wyzwania, więc w sumie szkoda, że Capcom nie zdecydował się jeszcze przywrócić tego klasyka na współczesne platformy. Kto wie, być może taki hardkorowy tytuł - zbudowany zupełnie od nowa, niczym remake Resident Evil 2 - mógłby być czymś w stylu Dark Souls!

Starcraft

To dosyć nietypowa pozycja na tej liście - postanowiliśmy ją jednak tu umieścić, mimo że ogromny poziom trudności pojawia się przede wszystkim w grze multiplayer. Wiele gier sieciowych wymaga od nas sporych umiejętności, ale Starcraft (ten oryginalny) to zupełnie inny poziom.

Nie wystarczy tylko odpowiednio kierować naszymi jednostkami. Ba, to akurat najmniejszy problem. Trzeba też bezbłędnie stosować taktyki związane z kolejnością budowania konkretnych struktur - co do sekundy!

starcraft

Budynki w bazie należy oczywiście ustawiać idealnie, jak od linijki, odliczać czas do postawienia kolejnych obiektów czy włączenia ulepszeń, a w międzyczasie cały czas eksplorować mapę zwiadowcą i mieć pod kontrolą pierwsze jednostki ofensywne, by być gotowym na walkę. Kto nie spróbował, ten nigdy się nie domyśli, ile wysiłku kosztował multiplayer w Brood War.

Reklama