Super Smash Bros. Ultimate to najbogatsza w zawartość odsłona wyjątkowej serii, a także najbardziej angażująca bijatyka 2018 roku.

Ostatni człon tytułu Super Smash Bros. Ultimate doskonale oddaje to, co gra oferuje. To bez dwóch zdań „ostateczna” część cyklu, która zapewne na zawsze pozostanie już nie do pobicia, jeśli chodzi o ustaloną formułę serii. Przy okazji to także fenomenalna bijatyka, idealna na różne okazje.

Najnowsza część Smasha zdumiewa tym, ile zawartości oddaje w nasze ręce. Ponad setka plansz i ponad 70 wojowników do wyboru (w tym kilku zupełnie nowych, jak choćby Pokemon-zapaśnik Incineroar) robi piorunujące wrażenie. Postacie odblokowujemy w trakcie zabawy, więc przez wiele godzin towarzyszy nam przyjemne uczucie bycia nagradzanym konkretną nagrodą - nowym bohaterem do przetestowania.

W parze z ilością w Ultimate idzie na szczęście jakość. Przede wszystkim chodzi tu o świetny tryb fabularny - World of Light. To najbardziej rozbudowany i najciekawszy moduł dla jednego gracza, jaki widzieliśmy w tej serii od Nintendo. Przygoda oferuje prawie 30 godzin rozgrywki.

My_Great_Capture_Screenshot_2018_12_02_00_59_42
Mapa w trybie fabularnym robi wrażenie - a to tylko część tego, co World of Light oferuje (Super Smash Bros. Ultimate - Recenzja)

Niestety w wersji przedpremierowej niedostępny był wysoki poziom trudności, więc część walk była nieco zbyt prosta jak na nasz gust, ale wykonanie całości i tak jest godne podziwu. Poruszamy się wytyczonymi na wielkiej mapie ścieżkami, przechodząc od potyczki do potyczki, by dotrzeć do kilku pobocznych lokacji i odblokować walkę z głównym bossem.

Wszystko ma oczywiście odpowiednie uzasadnienie. Bohaterowie zostali zniewoleni przez mroczne siły, a tylko różowy Kirby zdołał uciec i musi zająć się ratowaniem kolegów, a przy okazji całego wszechświata, próbując zniszczyć dwa przeciwstawne bóstwa Światła i Ciemności. Poza zwykłymi pojedynkami, co jakiś czas walczymy też właśnie z klonami porwanych postaci, by w ten sposób je uwolnić, a jednocześnie odblokować w grze.

Najważniejszym elementem trybu fabularnego są Duchy (ang. Spirits). Jest ich w sumie kilkaset i kolekcjonujemy je - a także rozwijamy - przez całą grę, pokonując wrogów lub kupując je w sklepach, które możemy odwiedzić. W praktyce są to ulepszenia do „zamontowania” przy ekranie wyboru postaci.

Kombinacji Duchów jest mnóstwo. Każdy ma inne właściwości - jeden oferuje lekkie wzmocnienie kopnięć, inny daje jakąś broń na początku meczu albo odporności na konkretne rodzaje obrażeń. Są też trzy typy głównych Duchów, które też należy dopasować do oponenta. Żonglujemy więc zestawami ulepszeń, a jednocześnie możemy dzięki temu sami modyfikować poziom trudności.

My_Great_Capture_Screenshot_2018_12_05_20_52_14
Wściekły Bowser to skuteczny Bowser (Super Smash Bros. Ultimate - Recenzja)

Są też walki z bossami, przeróżne zasady, powiększeni wrogowie, zmienna grawitacja, transformujące się plansze, rażące prądem podłogi i wiele, wiele więcej. Sam fakt, że gra oferuje 103 areny, ma wielki wpływ na brak monotonii - nawet kiedy niektóre starcia nie są zbyt dużym wyzwaniem.

Mapy w Smash Bros. są bowiem o wiele ciekawsze niż typowe plansze z innych bijatyk. Walczymy na pędzącym pociągu, z którego można spaść, albo na samolocie, by podczas potyczki przeskoczyć na inny. Jest plansza, w której należy biec w prawo niczym w platformówce, są areny z wodą, lawą, różnymi interaktywnymi obiektami i pojawiającymi się zagrożeniami - nie ma mowy o nudzie.

Poza World of Light, dużo naszego czasu może też pochłonąć tradycyjny Classic Mode. Seria kilku potyczek, zakończona specjalnym etapem platformowym - ze zbieraniem monet - i walką z bossem. Ten właśnie tryb to najszybszy sposób na odblokowywanie nowych postaci. Po ukończeniu go jednym wojownikiem, pojawia się wiadomość, że tajemniczy oponent rzuca nam wyzwanie. Jeśli pokonamy takiego śmiałka, trafia on do naszej listy postaci do wyboru. Chyba że już wcześniej odblokowaliśmy go w trybie fabularnym.

Są też oczywiście klasyczne potyczki „każdy na każdego” z udziałem nawet 8 graczy. Możemy też grać wyłącznie w dwie osoby, jeśli chcemy poczuć ducha prawdziwej, poważnej rywalizacji. Do tego garść mniej standardowych trybów - walki z wieloma oponentami czy też grupowe mecze, w których zmieniamy zawodników - oraz możliwość zmieniania niemal wszystkich reguł w grach ze znajomymi. Sposobów na zabawę jest więc mnóstwo.

My_Great_Capture_Screenshot_2018_12_05_21_21_26
Nowych zawodników odblokowujemy z czasem (Super Smash Bros. Ultimate - Recenzja)

Model walki bazuje na tym, co otrzymaliśmy w Smash Bros. z Wii U, ale został dopracowany i urozmaicony. Praktycznie każda postać doczekała się choćby drobnej poprawki. Większość zmian odczują weterani, którzy spędzili setki godzin w poprzedniej części, ale każdy doceni choćby mile widziany dodatek w postaci możliwości wykonania uniku w powietrzu. Najpotężniejszy atak wykonujemy teraz też poprzez naładowanie paska energii (a nie tylko zniszczenie losowo pojawiającej się kuli), co też jest doskonałym pomysłem.

Podstawowe zasady pozostają niezmienione. Musimy zadawać wrogom obrażenia i wyrzucić ich poza arenę - im większy procent nabitych obrażeń, tym z większym impetem trafieni przeciwnicy opuszczają planszę i mają mniejszą szansę na powrót. Starcia są szalenie dynamiczne, a gra z doświadczonym rywalem jest równie ekscytująca, co w najlepszych odsłonach Street Fightera czy Mortal Kombat. Odpowiednie użycie bloku, rzutu czy opracowanie prostej kombinacji ataków sprawia ogromną satysfakcję.

Jak zawsze, dobrze bawić mogą się też gracze, którzy nie czują się dobrze w zwykłych bijatykach. Wyprowadzanie ciosów jest bowiem bardzo proste, a combosy to już nieco wyższy poziom zaawansowania - a nawet bez nich zabawa w grupie znajomych jest świetna. Podstawowe ataki typu Smash są wystarczająco efektowne i różnorodne.

Mnogość dostępnych postaci to gwarancja tego, że każdy znajdzie to wojownika dla siebie. Twórcy wprowadzili do gry wszystkich bohaterów, którzy kiedykolwiek znaleźli się w serii Smash Bros. Nawet jeśli ktoś nie przepada za typowymi postaciami z Nintendo, to otrzymuje postacie, takie jak Snake, Bayonetta, Simon Belmont, Cloud czy Ryu i Ken.

My_Great_Capture_Screenshot_2018_12_01_21_06_01
Walki z bossami to nie żarty (Super Smash Bros. Ultimate - Recenzja)

Super Smash Bros. Ultimate to najlepsza bijatyka roku, a zarazem najbardziej imponująca odsłona kultowego (choć może nie w Polsce) cyklu. Po 40 godzinach spędzonych w trybach solowych i przy grze ze znajomymi wciąż mamy ochotę na więcej. Masahiro Sakurai - główny projektant serii, a także twórca postaci Kirby'ego - może ze spokojem udać się na zasłużoną emeryturę, będąc dumnym ze swojego dzieła - absolutnie kompletnego.

Plusy: Minusy:
  • świetny tryb World of Light
  • zdumiewająca ilość zawartości
  • różnorodni wojownicy
  • satysfakcjonujący system walki
  • szereg przemyślanych zmian w mechanice
  • widoczne „ząbki” na krawędziach modeli
  • balans poziomu trudności w trybie fabularnym

Platforma: Nintendo Switch - Premiera: 7 grudnia 2018 - Wersja językowa: angielska - Rodzaj: bijatyka - Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa - Cena: 230 zł (konsole) - Producent: Sora / Bandai Namco - Wydawca: Nintendo - Dystrybutor: Conquest Entertainment

Recenzja Super Smash Bros. Ultimate została przygotowana na podstawie egzemplarza dostarczonego nieodpłatnie przez firmę Conquest Entertainment.

Reklama

O autorze

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Redakcja Eurogamer.pl

Mateusz dołączył do zespołu w 2013 roku. Jest z-cą redaktora naczelnego, opiekuje się naszym kanałem YouTube, przygotowuje artykuły i recenzje, a czasami także poradniki. Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych.

Więcej artykułów od Mateusz Zdanowicz

Komentarze (3)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały