Premiera dodatku rok po premierze podstawowej gry sugerowała, że możemy spodziewać się obszernej i ciekawej zawartości. Nikt jednak chyba nie oczekiwał, że Destiny 2: Porzuceni będzie aż tak atrakcyjne. Nowe rozszerzenie zaczyna się z hukiem i przez cały czas utrzymuje tempo oraz efektowny charakter.

Fabuła jest tym razem osobista. Nasz bohater wraz z Caydem 6 - bożyszczem tłumów - pomaga w tłumieniu buntu w więzieniu na Rafie. Szybko okazuje się jednak, że zamieszki były tylko pretekstem do zatuszowania ucieczki niebezpiecznych baronów oraz ich przywódcy, który zabija Cayde'a. W imieniu całej Wieży poprzysięgamy więc zemstę.

Gonitwa za obłąkanym księciem Porzuconych i jego sektą prowadzi na Splątany Brzeg. To intrygujące miejsce jest nową lokacją do eksploracji na terenie Rafy. Składa się z połączonych fragmentów asteroid i innych kosmicznych kawałków gruzu. Widowiskowa kraina to miejsce pełne Upadłych, nad którymi stara się zapanować niejaki Pająk. Ma jednak problem, bo przybycie Uldrena Sova i baronów osłabiło jego pozycję, więc pomaga nam w dotarciu do przeciwników.

Opowieść jest przyjemna i potrafi zaangażować, a walki z poszczególnymi baronami przypominają polowanie na cele w Assassin's Creed. Każdy boss to zupełnie inne starcie. Jeden znika, z innym walczymy z wykorzystaniem pojazdów, kolejny stale podkłada potężne miny, które musimy rozbrajać. Zabawę dodatkowo urozmaicają przemyślane nowości w mechanice rozgrywki.

Destiny_2_Porzuceni___Recenzja_01
Nowe lokacje wyglądają świetnie (Destiny 2: Porzuceni - Recenzja)

Nowy system statystyk i losowych atutów broni, przerobione modyfikacje, podniesienie poziomu postaci do 50, a poziomu Mocy do 600, nowe egzotyki, inna kategoryzacja broni i szereg drobnych zmian - wszystko to sprawia, że zamiast skupić się na fabule, biegamy po Wieży i z radością przeglądamy cały ekwipunek, ciesząc się praktycznie każdą nowością.

To jeszcze nie wszystko, bo twórcy dodali też po trzy zestawy talentów dla każdej specjalizacji. Otrzymujemy więc nowe ataki Super i pasywne zdolności, które wnoszą ogromny powiew świeżości. To odpowiedź na prośby fanów - teraz każda klasa jest bardziej elastyczna i może skupić się na czystej ofensywie, albo jakiejś formie wspierania kompanów. Łowcy brakowało ataku, który bez dokładnego celowania mógł mocno namieszać na polu bitwy, a teraz miotanie ognistymi sztyletami to czysta frajda.

Pojawia się również nowy typ broni. Tylko jeden, ale za to świetny - łuk. Strzała z naciągniętej cięciwy potrafi być nie tylko zabójcza, ale i szybka niczym pocisk rewolweru. Niezwykle przyjemnie korzysta się z tej nowości w arsenale, a trafianie wrogów z daleka sprawia, że z dumą gratulujemy sobie celnego oka.

Splątany Brzeg to również nowe patrole, wydarzenia grupowe oraz Szturmy, a wszystko pasuje do tematyki dodatku. Od niedawna dostępny jest również nowy Najazd, który w końcu rozgrywa się w nieznanej lokacji, a nie jest tylko kolejnym skrzydłem oklepanego Lewiatana. Niestety, mimo chęci, nie udało nam się jeszcze ukończyć tego trudnego wyzwania - najlepszej gildii zajęło to, bagatela, 18 godzin.

Z worka nowości otrzymaliśmy też tryb Gambit, który łączy kooperacyjną rozgrywkę z nutką rywalizacji między graczami. Walczymy w nim z grupami kosmitów i zbieramy wypadające z wrogów przedmioty, którymi zasilamy urządzenie w bazie. Gdy zasilimy je do pełna, pojawia się potężny boss. Drużyna, która przywoła i zabije swojego bossa jako pierwsza, wygrywa rundę.

Zabawę urozmaica jednak aspekt PvP. Co jakiś czas w centrum lokacji aktywuje się portal, przez który jeden zawodnik może przenieść się do obszaru przeciwnej drużyny i zaatakować graczy. Zabijanie rywali na ich terenie pod koniec rundy przywraca punkty zdrowia bossa, więc nawet jeśli jeden zespół przyzwie finałowego stwora jako pierwszy, nie oznacza to automatycznego zwycięstwa. Ogólnie, to świetny tryb, choć bywa frustrujący, gdy współtowarzysze nie znają zasad czy ryzykują i gubią zebrane przedmioty.

Warto też wspomnieć, że na przestrzeni całego rozszerzenia - oprócz walk ze znanymi wrogami - ścieramy się z zupełnie nową rasą kosmitów. Teoretycznie to „przerobieni” Upadli, ale w praktyce otrzymujemy niespotykane wcześniej modele przeciwników.

Mogłoby się wydawać, że wszystko to już dostatecznie dużo atrakcji, ale po pokonaniu baronów i ich dowódcy czeka na nas przemiła niespodzianka - dostęp do kolejnej, zupełnie nowej lokacji do eksploracji. Śpiące Miasto odwiedzamy po wykonaniu paru misji związanych ze specjalnym artefaktem. Tu też otrzymujemy garść patroli, przygód i przede wszystkim kooperacyjne zmagania w Ślepej Studni, stanowiącej trudne wyzwanie podobne do Protokołu Eskalacji z dodatku Warmind.

Destiny_2_Porzuceni___Recenzja_02
W końcu możemy bawić się nowymi Superami (Destiny 2: Porzuceni - Recenzja)

Odkrywanie nowej lokacji pod koniec przygody przedłuża przyjemność z rozgrywki o kolejne dziesiątki godzin. To strzał w dziesiątkę - zwłaszcza że losowe atrybuty broni sprawiają, że każdy zdobyty engram jest ekscytujący. Zwiększanie pojemności prywatnej skrytki w końcu ma sens.

Poza stosunkowo wysoką ceną, trudno doszukiwać się minusów dodatku. Porzuceni tchnęli nowe życie w Destiny 2 i jest szansa, że gracze utrzymają się teraz przy grze dłużej niż po premierze poprzednich DLC. Otrzymujemy naprawdę świetną przygodę i tyle różnych zajęć, że nawet poświęcenie jednej z najlepszych postaci niezależnych to cena, którą warto było zapłacić.

Plusy: Minusy:
  • Aż dwie nowe strefy do eksploracji
  • Dodatkowe umiejętności dla każdej specjalizacji
  • Świetny tryb Gambit
  • Dobre zmiany w systemie broni i ekwipunku
  • Łuki
  • Nieco zbyt wysoka cena
  • Ślepa Studnia bez matchmakingu
  • Wciąż brak Sparrow Racing League...


Platforma: PC, Xbox One, PS4 - Premiera: 4 września 2018 - Wersja językowa: polska (napisy i dubbing) - Rodzaj: FPS - Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa - Cena: 170 (ok. 300 zł za zestaw z przepustką na kolejne DLC) - Producent: Bungie - Wydawca: Activision Blizzard

Recenzja Destiny 2: Porzuceni została przygotowana na podstawie egzemplarza na PS4, dostarczonego nieodpłatnie przez firmę Kool Things.

Reklama

O autorze

Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Redakcja Eurogamer.pl

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.

Więcej artykułów od Łukasz Winkel