Drugie rozszerzenie Destiny 2 nie oferuje zbyt wielu nowości, ale wiernych fanów kusi nowym ekwipunkiem i celami do zrealizowania.

Po gorączce Merkurego trafiamy na mroźny biegun Marsa. Najnowsze rozszerzenie do Destiny 2 oferuje krótką przygodę, która rozwiązuje kilka tajemnic istotnych bohaterów, ale finał nie zapewnia oczekiwanej satysfakcji. Dobrze, że jest co robić poza głównym wątkiem.

Ana Bray - legendarna postać w uniwersum - zabiera nas w podróż do serca StrategOS-a Rasputina, czyli sztucznej inteligencji, bez której ludzkości mogłoby zagrozić wyginięcie. Wraz z postępem przygody stajemy w obliczu konfliktu z antyczną odmianą Roju, która hibernowała w lodach przybiegunowych wraz z jednym ze swoich bogów.

Permutacja znanych już wrogów nie działa na korzyść dodatku. Po tak długim okresie gracze czekają na coś zupełnie świeżego w tym aspekcie - na szczęście chociaż ostatni boss to nowy rodzaj przeciwnika, więc walka z nim to przyjemna odmiana od zwykłych potyczek.

Pomijając sam finał, kampania to dwie godziny spędzone w czterech lokacjach, które niespecjalnie urzekają wizualnie. Lodowa czapa Marsa jest całkiem ładnym miejscem, ale nie imponuje tak, jak niektóre rodzaje otoczenia z podstawowego wątku głównego w Destiny 2.

destiny_2_strategos_recenzja_01
Powracają też wojska Kombinatu (Destiny 2: StrategOS - Recenzja)

Wydźwięk finału sugeruje poważne zmiany w świecie Destiny, ale zupełnie tego nie czuć po powrocie na Wieżę. Niby stało się coś wielkiego, ale nikt się tym za bardzo nie interesuje. Czuć, że potencjał budowanych przez lata postaci został nieco zaprzepaszczony. W tym dodatku chodzi więc o coś zupełnie innego.

Warmind skupia się na dostarczaniu rozgrywki dla graczy chcących osiągnąć maksymalny poziom ekwipunku i podjąć wyzwanie ostatniej części rajdu Lewiatana. Logiczne jest więc, że fabuła nie gra tutaj pierwszych skrzypiec, a ukończenie misji jest raczej wprowadzeniem do wielu godzin powtarzalnych czynności i zdobywania coraz lepszego sprzętu.

„Wydźwięk finału sugeruje poważne zmiany w świecie Destiny.”

Wraz z nowym obszarem do eksploracji i wykonywania misji patrolowych zyskujemy nową aktywność grupową, zwaną Protokołem Eskalacji. To coś na wzór trybu hordy. Z innymi graczami odpieramy coraz większe fale nacierających przeciwników. To dość trudne z początku wyzwanie, więc warto przed tym spędzić nieco czasu na nowych przygodach i misjach bonusowych, gdzie z pewnością wzmocnimy poziom światła.

Nowe Szturmy to także coś, co przyciąga na jakiś czas i daje wrażenie większej różnorodności, ale niestety w większości to praktycznie wycięte fragmenty fabularnych misji z kampanii dodatku - co sprawia, że aktywności te nie ekscytują zbyt mocno.

Lodowy obszar na czerwonej planecie budzi drobne skojarzenia z Dreadnoughtem z dodatku The Taken King do pierwszego Destiny. Nieduży region oferuje sieć korytarzy i labiryntów, a na każdym rogu trafiamy na kolejne sekrety, zamknięte przejścia i skrzynie.

By odblokować wszystko, musimy spędzić sporo czasu na eksploracji, uczestnictwie w wydarzeniach publicznych i wykonywaniu dodatkowych zadań związanych z przedmiotami, które może przekazać nam nowa bohaterka niezależna. Trzeba więc zakasać rękawy i wziąć się do roboty.

Nowy ekwipunek prezentuje kilka nowych i oryginalnych projektów, jak chociażby nietuzinkowy miecz, albo regenerujący hełm dla łowcy, ale celuje też w nostalgiczną nutę, przywracając między innymi kultowy karabin Suros Regime z oryginału.

Zmiany wprowadza też darmowa aktualizacja towarzysząca dodatkowi. Jedną z nich jest system rang w trybie rywalizacyjnym, który trafił do Destiny 2 wraz z dodatkowymi usprawnieniami i balansem broni oraz umiejętności. Rangę zbieramy po każdym starciu i nie tracimy jej przy porażce (w przeciwieństwie do reputacji). To przyjemny bonus na koniec udanego starcia i coś, na co z czasem patrzymy z dumą.

destiny_2_strategos_recenzja_02
Protokół Eskalacji to coś dla fanów dodatkowych wyzwań (Destiny 2: StrategOS - Recenzja)

Ze spokojem można powiedzieć, że po ostatnich zmianach rozgrywka w PvP bawi, jak nigdy dotąd. Balans został na tyle wyraźnie zmieniony, że zamiast spędzać czas na aktywnościach z dodatku, zdarzyło mi się zapomnieć i zostać na kilka godzin w Tyglu. To dobry znak i nadzieja na przyszłość.

Pozostaje jednak kwestia samej kampanii i obecnego stanu świata gry. Po premierze StrategOS-a mamy już w sumie dwa dodatki, które wprowadzają postacie o randze wręcz legendarnej, tylko po to, by sprowadzić ich osiągnięcia i egzystencję do bycia kolejnymi „rozdawaczami” powtarzalnych zadań. Trudno ocenić, w jakim kierunku zmierza uniwersum, a niedosyt po podstawowej kampanii wciąż jest odczuwalny.

Drugie rozszerzenie skupia uwagę graczy na rozwoju Strażników i pozwala na nowo się zaangażować, ale nie intryguje wystarczająco. Zdobywamy sprzęt, eksplorujemy ostatnie zakamarki znanego już Lewiatana i wyczekujemy informacji na temat wielkiej aktualizacji, która podobno pojawi się jesienią. Nie jest źle, ale wciąż czekamy na odpowiednik The Taken King.

Plusy: Minusy:
  • Protokół Eskalacji to przyjemne wyzwanie
  • interesujący ostatni boss w kampanii
  • nowy region pełen sekretów
  • zmiany w PvP

  • brak nowych wrogów
  • niezbyt porywająca fabuła
  • niedosyt ciekawych zmian w uniwersum
  • wciąż czekamy na Sparrow Racing League


Platforma: PS4, Xbox One, PC - Premiera: 8 maja 2018 - Wersja językowa: polska - Rodzaj: strzelanka - Dystrybucja: cyfrowa - Cena: 80 zł - Producent: Bungie / Vicarious Visions - Wydawca: Activision Blizzard - Dystrybutor PL: CDP

Recenzja Destiny 2: StrategOS została przygotowana na podstawie egzemplarza dostarczonego nieodpłatnie przez firmę Kool Things.

Reklama

O autorze

Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Redakcja Eurogamer.pl

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.

Więcej artykułów od Łukasz Winkel

Komentarze (3)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały