Turowe starcia i ciężkie, powolne mechy - może się wydawać, że nie jest to najlepsze połączenie. BattleTech udowadnia, że wręcz przeciwnie.

Deweloperzy z Harebrained Schemes pokazali już przy okazji serii Shadowrun, że potrafią tworzyć angażujące i rozbudowane tytuły. Taki też jest BattleTech, nawet jeśli wizja projektantów mogłaby być zrealizowana nieco lepiej. Potyczki mechów niezmiennie satysfakcjonują, a przecież o to tutaj chodzi.

Po niezbyt ciekawym wstępie, związanym z misją eskortowania pewnej księżniczki i brutalnym puczem, zostajemy obsadzeni w roli szefa prywatnej organizacji militarnej - jesteśmy dowódcą najemników. Wykonujemy kolejne misje, by zarabiać i starać się zbierać niektóre części pokonanych. Regularnie otrzymujemy też dostęp do zadań fabularnych.

Historia nie jest szczególnie zachwycająca, a zwrot akcji można przewidzieć już w prologu. Ekspozycja następuje głównie poprzez dialogi pilotów mechów, ale niestety spowalniają one akcję - czasem nie możemy wydać rozkazu ruchu, zanim dany bohater nie dokończy swojej kwestii. Nie jest to jednak wyjątkowo uciążliwe.

battletech1
Kamerę możemy przybliżać w dowolnym momencie, ale przez większość czasu bitwy obserwujemy z dużej odległości, patrząc z góry

Aspekt ekonomiczny jest niezwykle ważny. Dzięki niemu BattleTech jest na swój sposób wyjątkowy. Utrzymanie naszej firmy bowiem kosztuje. Nie możemy więc pozwolić sobie na ignorowanie zleceń - miłośnicy trzymania się tylko i wyłącznie serii misji fabularnych muszą więc zmienić nawyki. Musimy płacić naszym ludziom, mieć zapas środków na naprawy.

Wszystko to sprawia, że zawsze naprawdę mocno zależy nam na zwycięstwie - i na odniesieniu stosunkowo małych obrażeń. Odesłanie mecha do reperacji wiąże się z wyłączeniem go z akcji nawet na dwadzieścia dni, a przecież czas to pieniądz. Maksyma ta w niewielu grach ma takie znaczenie, jak tutaj.

„Potyczki mechów niezmiennie satysfakcjonują.”

Najważniejsze są jednak potyczki, podczas których trzeba nieco zmienić sposób myślenia o walce, szczególnie jeśli przechodzi się do BattleTech po wielu godzinach w serii XCOM. Mechy to potężne maszyny, a nie wrażliwi na kule ludzie. Niektóre jednostki możemy czasem ze spokojem wystawić na otwartym polu.

Trzeba jednak pamiętać o wielu rzeczach - starcia są naprawdę skomplikowane, co cieszy. Różne rodzaje broni, wybieranie części wrogiego mecha, wykorzystywanie szansy na unik czy powalenie przeciwnika czy pilnowanie stanu nagrzania systemów naszych własnych jednostek - to wszystko potrafi na długo przytrzymać przy ekranie. Pomaga fakt, że pojazdy wyglądają świetnie.

Starcia toczymy na różnych planetach. Mamy krajobrazy typowo europejskie, pustynne, zimowe - raczej standardowy zestaw. Szkoda, że zabrakło map typowo miejskich, które z pewnością urozmaiciłyby starcia. Momentami można odnieść wrażenie, że lokacje to po prostu wielkie pustkowie. Z drugiej strony, mechy w mieście byłyby trochę jak słonie w składzie porcelany.

Możemy dysponować mechami ciężkimi, średnimi i lekkimi. Co ważne, naprawdę każdy ma swoje zastosowanie. Nawet lekkie przydają się, mimo niewielkiej siły ognia, do odwracania uwagi wroga czy „podświetlania” go dla reszty drużyny i tym podobnych czynności zwiadowczych.

Poza bitwami mamy też drobny aspekt gry RPG, kiedy możemy rozmawiać z członkami załogi, czy nawet podejmować proste decyzje. Mnóstwo czasu możemy też spędzić oczywiście na modyfikowaniu maszyn - ustalając kombinacje broni i pancerzy wedle uznania. Jest również prosty rozwój pilotów, ale nie ekscytuje przesadnie, gdyż wszyscy mają dostęp do podobnych drzewek talentów.

Największym problemem gry jest to, że mało tłumaczy. Niektóre szczegóły okazują się niezwykle istotne - choćby fakt, że zawsze warto kliknąć na wroga prawym przyciskiem, żeby dostrzec jego słabe punkty. Z jakichś przyczyn czasem otrzymujemy też mylące komunikaty, kiedy gra wyraźnie sugeruje konieczność naprawy mechów, które zostały lekko draśnięte. Czas to pieniądz, więc nie możemy pozwalać sobie na marnowanie cennych dni na zbędną konserwację maszyn.

battletechs2
Ekran modyfikacji może na początku przytłaczać

Niezaznajomieni z uniwersum MechWarriora mogą też mieć problemy z zarządzaniem uzbrojeniem. Nawet z czymś tak oczywistym dla fanów tej marki, jak wyłączaniem niektórych broni albo rozszyfrowaniem skrótowych nazw typu LRM (Long Range Missle), czy odpowiednim rozmieszczaniem wyrzutni oraz amunicji w różnych częściach mechów. Z czasem nabieramy rzecz jasna wprawy i możemy czerpać z rozgrywki większą przyjemność.

Ostatecznie jednak BattleTech to idealna propozycja dla miłośników mechów i strategii turowych. Co prawda nie zachwyca od początku i może odrzucić początkujących, ale angażujący charakter taktycznych starć wynagradza większość niedociągnięć. Pod względem mechaniki walki, to jedna z najbardziej rozbudowanych strategii tego typu i wbrew pozorom można się przy niej po prostu zrelaksować, poświęcając dziesiątki godzin na doskonalenie wojennej sztuki.

Plusy: Minusy:
  • świetnie odwzorowane mechy
  • aspekt ekonomiczny
  • złożony i rozbudowany system walki
  • wiele możliwości modyfikacji maszyn

  • zbyt mała różnorodność misji pobocznych
  • nieodpowiednie wytłumaczenie ważnych elementów gry
  • narracja momentami niepotrzebnie przedłuża rozgrywkę



Platforma: PC - Premiera: 24 kwietnia 2018 - Wersja językowa: angielska - Rodzaj: strategia, zarządzanie - Dystrybucja: cyfrowa - Cena: 140 zł - Producent: Harebrained Schemes - Wydawca: Paradox Interactive

Recenzja Battletech została przygotowana na podstawie egzemplarza dostarczonego nieodpłatnie przez Paradox Interactive.

Reklama

O autorze

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Redakcja Eurogamer.pl

Mateusz dołączył do zespołu w 2013 roku. Jest z-cą redaktora naczelnego, opiekuje się naszym kanałem YouTube, przygotowuje artykuły i recenzje, a czasami także poradniki. Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych.

Więcej artykułów od Mateusz Zdanowicz

Komentarze (0)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały