God of War i trudna relacja ojciec-syn

Kratos tatą roku?

Jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić, że będę snuć refleksje o ojcostwie i pozornej gruboskórności, zainspirowane... wieczorami spędzonymi z grą God of War. Ponad 50 godzin podróży Kratosa i Atreusa na najwyższy szczyt Midgardu zmusza jednak do takich właśnie przemyśleń. Podczas wędrówki relacje między ojcem i synem zmieniają się, a ja - w pewnym sensie - razem z nimi.

Przyznam bez bicia, że mimo całej sympatii do poprzednich odsłon cyklu, miałem Kratosa za zwykłego draba. Jasne - motywowała go zemsta za śmierć rodziny i okrutne manipulacje bogów, ale to wciąż po prostu osiłek, który w przerwie od zabijania chędożył, albo spał. Zero głębi. Coś się jednak w końcu zmieniło, a właśnie nowa odsłona serii to podkreśla.

Po upadku Olimpu i śmierci ojca greckich bogów możemy wnioskować, że Kratos zaznał choć częściowej ulgi i chciał zacząć życie od nowa. Tak też się stało. Znalazł kobietę, spłodził syna i żył jak zwykły człowiek, gdzieś głęboko w lesie, w obcej krainie. Spotkała go jednak tragedia, której jesteśmy świadkami. Kratos ponownie traci bliską osobę, ale teraz już nie za sprawą bogów i misternych manipulacji. Jego żona po prostu umiera, a on musi sprostać zupełnie nowemu wyzwaniu - samotnemu wychowaniu dorastającego syna.

God_of_War_20180404210419
Czy nauki Kratosa pójdą w las?

Już na początku przygody (bohaterowie mają rozsypać prochy zmarłej z odległego szczytu) widzimy, jak chłodny i napięty jest stosunek między nimi. Kratos musi być twardy w chwili próby, a Atreus ukrywa smutek przed ojcem, do którego czuje respekt i chce udowodnić, że zmarła matka wychowała go na mężczyznę. Atmosfera jest gęsta, a każdą krytykę i burknięcie Kratosa sami czujemy na karku, za każdym razem współczując młodemu zatwardziałego staruszka.

Wszystko to jednak perfekcyjnie zaprojektowana opowieść, która obrazuje uczucia niedocenianego syna, ale jednocześnie za pomocą kamery prezentuje drugą stronę medalu - Kratos cierpi. Nie może tego okazać synowi, gdyż przed nimi trudna podróż. Widzimy to jednak po subtelnych gestach, gdy na przykład chłopiec w zadumie i smutku wspomina matkę, patrząc na rosnące przed nimi wzgórze, a spartiata w ostatniej chwili wycofuje rękę, którą chciał położyć mu na ramieniu w geście wsparcia. „Chodźmy chłopcze” - rzuca tylko oschle. Takich delikatnych, hamowanych emocji jest tu mnóstwo, a przedstawiono je z wielkim kunsztem.

Z czasem relacja między bohaterami nieco się ociepla. Atreus zaczyna być przydatny w walce i uczy się pokory, co Kratos niejednokrotnie komentuje. Podkreśla, że widzi rozwój syna. Trudno tu mówić o rzucaniu się sobie w ramiona, ale wyraźnie czuć zmianę na lepsze. Zmianę, która też istnieje nie bez powodu i ma rzucić światło na zupełnie inną rzecz.

God of War cały czas porusza temat bliskości i konfliktów między rodzicami a potomstwem. Połączono to z wątkiem zmiany światopoglądu i konsekwencji wypowiadanych słów. Na pewnym etapie odkrywamy, że Kratos żałuje swojej przeszłości. Jesteśmy świadkami nowego poziomu wyrzutów sumienia. Bohater zabił w końcu swojego ojca, a teraz sam jest tatą. Wstydzi się tego przed swoim synem i ukrywa przeszłość, gdyż boi się konfrontacji własnych decyzji z oceną ze strony kogoś, kogo musi wychować.

Czujemy również konsekwencje pokazania słabości, gdyż w pewnym momencie Atreusa przepełnia pycha i jest to zobrazowane w taki sposób, że błyskawicznie sympatyzujemy z Kratosem. Czujemy jego obawy, martwimy się o syna i fakt, że stał się pyszałkowaty do granic, co może doprowadzić do jego zguby. Autentycznie stajemy się rodzicem, który przejmuje się losem dziecka.

Całkiem poważny temat rozwija się w trakcie sieczenia kolejnych zastępów przeciwników i bardzo przyjemnie odkrywa się kolejne elementy tej układanki, którą stanowią głęboko skrywane emocje Kratosa, a które scenarzysta tak skutecznie prezentuje, że aż czujemy je w sobie. Pod koniec przygody, gdy przeżyłem ze wspomnianą dwójką już wiele godzin, nie mogłem już patrzeć na głównego bohatera tak samo jak przedtem. Grecki zawadiaka zyskał dla mnie zupełnie inną twarz i stał się po prostu bliski.

910x_1
Momentami autentycznie odczuwamy troskę ojca

Gry wideo prezentowały już różne oblicza rodziców. Mamy Joela z The Last Of Us, Ethana z Heavy Rain czy Johna Marstona z Red Dead Redemption. Każdy z nich w inny sposób prezentuje miłość i poświęcenie w imię ratowania swoich bliskich z opresji.

Atreus nie potrzebuje jednak ratunku w sensie stricte - on potrzebuje dobrego wychowania, odkrycia siebie i poznania systemu wartości, a jego nauczycielem jest człowiek (a właściwie bóg), który emocje trzyma w skrzyni na dnie morza, a subtelności uczył się od minotaura. Dla Kratosa to zupełnie nowy rodzaj wyzwania, a próby sprostania zadaniu obserwuje się z czystą przyjemnością.

Mógłbym wymienić jeszcze wiele dodatkowych smaczków historii, by pokazać, jak wielopoziomowy jest nowy God of War, ale nie chcę zdradzać więcej. Dobrze, by każdy odkrył wszystko na własną rękę. Gra pozwala poznać Kratosa od zupełnie innej strony. Nie jako bohatera, ani boga wojny, ale jako ojca. Twardego i mrukliwego, ale jednocześnie kochającego - tak mocno, że nie powstrzymają go potęgi żadnej mitologii.

Reklama

Skocz do komentarzy (2)

O autorze

Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Recenzent

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (2)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami