Alkohol towarzyszył człowiekowi od niepamiętnych czasów i zajmuje również ważne miejsce w średniowiecznych Czechach. Teoretycznie większość osób, które spotkamy podczas przygody w Kingdom Come Deliverance to chrześcijanie i cytując zawarty w grze kodeks „alkohol to przekleństwo ludzkości i dobry chrześcijanin powinien unikać go jak ognia”, mogłoby się wydawać, że niemal wszyscy są abstynentami.

Wiadomo jednak, że praktyka często różni się od teorii, chociaż w tym przypadku dużo zależy od samego bohatera. W trakcie rozgrywki trafimy na wiele różnego rodzaju trunków alkoholowych. Od piwa, poprzez wina, kończąc na mocniejszych wyrobach. Ba, nawet sam system zapisu gry zmusza główną postać do wychylenia tak zwanego Zbawiennego Sznapsa. Bez niego ani rusz.

I tu dochodzimy do możliwości spożywania alkoholu przez głównego bohatera. Jeżeli będzie tylko co pewien czas wypijał Zbawiennego Sznapsa w celu zapisania stanu gry, to raczej nie odczuje większych skutków picia. Co innego, jeśli będziemy w niego regularnie wlewać napoje wyskokowe.

moczymorda02
Niech ktoś zgasi światło, błagam!

W takim przypadku początki będą dla bohatera całkiem przyjemne. Alkohol jest w organizmie uwalniany stopniowo, dlatego na pewne efekty trzeba poczekać. Im więcej go wypijemy, tym szybciej nadejdzie przyjemny rausz i szum w głowie.

Dzięki alkoholowemu upojeniu bohater stanie się bardziej widoczny, co nie jest może polecane dla szanującego się złodzieja, ale z drugiej strony zyskamy bonusy do siły, retoryki, witalności i charyzmy. Zawieranie nowych znajomości okaże się nagle znacznie prostsze i przyjemniejsze.

  • Poczucie bycia na rauszu kumuluje się wraz z wypitymi trunkami oraz odpornością bohatera na alkohol.
  • Apogeum następuje mniej więcej w połowie rauszu, kiedy bonusy zaczynają powoli ulatywać i zaczynają zamieniać się w minusy.
  • Plączący się język oraz zachwiania przyczyniają się do zmniejszenia siły bohatera oraz jego cech charyzmatycznych czy retorycznych.

Jeżeli przesadzimy z piciem, to bohater zacznie mieć problemy z ostrością obrazu, a także utrzymaniem równowagi. Oczywiście najlepiej jest się wtedy przespać lub przeczekać sytuację w bezpiecznym miejscu. Wyjście na szlak w takim stanie może skończyć się śmiercią podczas spotkania pierwszego lepszego opryszka.

Jeśli jednak zdecydujemy się kontynuować przygodę bez drzemki, to głównej postaci zwyczajnie urwie się film. Obraz stanie się czarny i istnieje duże prawdopodobieństwo, że obudzi się w zupełnie innym miejscu. I to nawet na drugim końcu krainy. Oczywiście powiemy o szczęściu, jeśli podczas tego bohaterskiego wyczynu nic nie „wyparuje” z inwentarza.

moczymorda01
Czy to aby na pewno mój dom?

A co dzieje się po mocnym wieczornym piciu i drzemce na drodze? Na drugi dzień biednego bohatera dopada niemiłosierny kac i zmęczenie. Oprócz bólów głowy można też liczyć na mocne osłabienie siły, zręczności, witalności, retoryki oraz charyzmy. Na szczęście w sukurs przychodzą wtedy babcine receptury na czele z odwarem z nagietka, eliksirem Łazarza czy też najnowszym wynalazkiem o nazwie Redu-KC.

Skoro skutki kaca można łagodzić, to czemuż nie folgować sobie częściej? Nic nie stoi na przeszkodzie, chociaż należy mieć na uwadze możliwość popadnięcia w alkoholizm. Wtedy hasło „Wstaje nowy dzień i właśnie o to chodzi” przybiera raczej postać „Wstaje nowy dzień i bohater ledwo chodzi”. Ale kto by się tym przejmował? Zażywamy Redu-KC i można Zbawiennego Sznapsa w gospodzie spożywać dalej.

Dla prawdziwych zawodowców przygotowano nawet oddzielną ścieżkę rozwoju opoja. Wybór jest nielichy. Nie dość, że można zostać kiperem lub piwoszem, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby w gospodach wygrywać zakłady łucznicze. W jaki sposób? Walnąć kilka kielichów, po których celność strzelania z łuku mocno się podniesie. Należy tylko pamiętać, aby nie naciągać cięciwy na trzeźwo, bo wtedy ręka bohatera jest znacznie mniej precyzyjna i posłuszna.

Bohater może być też jak prawdziwy Słowianin i upijać się tak samo, ale o połowę mniejszą ilością alkoholu, oszczędzając przy tym ciężko ciułane grosze. Albo wyrobić umiejętność tak zwanego autopilota, to znaczy mieć pewność, że po urwaniu filmu postać zawsze obudzi się w domu. Tylko nieliczni dochodzą do podziwianego w pewnych kręgach mistrzostwa, otrzymując zaszczytny tytuł Moczymordy. Picie gorzałki nawet w ilościach hurtowych jest dla takich herosów orzeźwiające jak przetaczanie świeżej krwi.

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w pięknej, lśniącej zbroi na dorodnym rumaku i dzierżonym w dłoni mieczu wyruszyć w sam środek wojennej zawieruchy rozdzierającej średniowieczne Czechy. Tylko po co? Czyż nie lepiej zasiąść przy karczemnej ławie i przy piwku oraz sznapsie, w miłym towarzystwie kompanów i barmanek, po prostu posłuchać historii o niegodziwych łotrach i dzielnych rycerzach?

Reklama