Nowa odsłona popularnej serii drużynowych bijatyk wydaje się stworzona głównie z myślą o e-sporcie, a nie fanach Marvela czy gier Capcomu.

Marvel vs. Capcom: Infinite nie potrzebuje urzekającej oprawy i robiącej wrażenie listy wojowników, by zadowolić miłośników rywalizacji na wysokim poziomie. Twórcy zdają sobie z tego sprawę, bo te dwa aspekty faktycznie okazują się najgorsze. Na szczęście otrzymujemy też świetny system walki.

Odczucia towarzyszące pojedynkom i model wymiany ciosów są w Infinite szalenie przyjemne. Łączenie kombosów dwóch postaci jest płynne, satysfakcjonujące i całkiem efektowne. Pomaga fakt, że teraz drugiego bohatera możemy wprowadzać do akcji niemal w dowolnym momencie - ograniczeń tej funkcji jest bardzo mało.

Usunięto za to tak zwane asysty - przypisane do jednego przycisku ataki kompanów, którzy tylko na moment wpadali na planszę, by szybko uderzyć i uciec. Braku tego w ogóle jednak nie odczuwamy, gdy opanujemy zmodyfikowany system tagowania (aktywowania drugiej postaci).

Operowanie dwójką wojowników to miła odskocznia od bardziej klasycznych tegorocznych bijatyk - Injustice 2 i Tekkena 7. Samo eksperymentowanie z wyborem odpowiedniej pary i możliwościami różnych konfiguracji to spora frajda z odkrywania czegoś nowego. W nauce pomagają wyzwania dla każdej postaci, choć ogólnie rzecz biorąc, samouczek mógłby być lepszy.

My_Great_Capture_Screenshot_2017_09_20_21_18_09
W trybie fabularnym walczymy czasem z kilkoma przeciwnikami w jednej rundzie

Największą nowością, poza zmniejszeniem liczby postaci w drużynie, są Kamienie Nieskończoności. Jest ich sześć, a każdy oferuje dwie moce do wykorzystywania w trakcie pojedynków. Stanowią mile widziane urozmaicenie walki, wprowadzając jeszcze więcej głębi i możliwości.

Podstawowa umiejętność oferowana przez kamienie jest dostępna niemal cały czas. Może to być powolny pocisk, kradzież odrobiny zdrowia, teleport czy mocne uderzenie odrzucające wroga. Silniejszą moc klejnotu możemy wykorzystać dopiero, gdy zapełni się wskaźnik - wtedy efekty są już potężniejsze. To między innymi wskrzeszenie poległego wojownika czy zapewnienie sobie błyskawicznej regeneracji energii do hyper combosów.

Na ekranie dzieje się dużo - momentami można dostać oczopląsu, ale taki już charakter tej serii. Efekty są faktycznie imponujące, ale mimo to, oprawa graficzna jest nierówna. Smuci przede wszystkim jakość modeli niektórych postaci. Kilku bohaterów - jak Jedah - wygląda świetnie, ale większość nie zachwyca.

Twarze Ryu, Chrisa Redfielda czy Dantego śmieszą, proporcje ciała Kapitana Ameryki są komiczne. Najlepiej wypadają wojownicy z nakryciami głowy. Sprawę pogarsza jednak brak ciekawego stylu grafiki. Wszystko się tutaj brzydko błyszczy, zabrakło komiksowego filtru z poprzedniej części. Infinite nie ma swojego charakteru.

Rozczarowuje także dobór wojowników. Na 30 postaci otrzymujemy tylko 5 nowych - reszta to powtórka z Ultimate Marvel vs. Capcom 3. Co gorsza, z jakiegoś powodu w ogóle nie otrzymaliśmy X-Menów. Na domiar złego, zapowiedziane już DLC zaoferują zupełnie nowych bohaterów, nieobecnych w trzeciej części - co tylko potęguje niesmak.

Gra oferuje tryb fabularny, ale historia absolutnie nie porywa, a niedoskonała oprawa nie pozwala cieszyć się filmowym spektaklem. Nie jesteśmy podekscytowani perspektywą kolejnych walk. Poza tym, otrzymujemy zwykły tryb zręcznościowy - arcade - z szeregiem siedmiu starć z komputerowymi przeciwnikami i bossem na końcu. Klasyczny element, w żaden sposób nieurozmaicony.

Pozostaje oczywiście multiplayer, który działa świetnie. Dostajemy tutaj najlepszy kod sieciowy od dawna, jeżeli chodzi o bijatyki. Opóźnienia nie są odczuwalne, nawet jeżeli oponent nie ma idealnego połączenia. Trzeba jednak ostrzec początkujących i średnio-zaawansowanych, że w trybie online spotykamy głównie wyjątkowo dobrych, doświadczonych graczy, co widać od razu po ich stylu walki i zrozumieniu wszystkich niuansów.

My_Great_Capture_Screenshot_2017_09_25_20_00_32
Przy normalnej rozgrywce nie przejmujemy się wyglądem twarzy postaci

Przygotowano osobną Ligę Początkujących, ale oczekiwanie na mecz w tej kategorii bitew trwa czasem kilka minut. Wydaje się, że gra trafiła głównie w ręce wielkich fanów poprzedniej części. Trzeba więc uzbroić się w cierpliwość i przygotować na lekcje pokory w sieciowych starciach. Z drugiej strony - obecność wielu lepszych graczy może lepiej motywować do rozwoju umiejętności.

Marvel vs. Capcom: Infinite to jednocześnie bijatyka ze wspaniałym systemem walki i zmarnowanym potencjałem. Mamy wrażenie obcowania z produktem, na który pożałowano budżetu, a lista postaci rozczarowuje. W starciach sieciowych najczęściej trafiamy na wyjątkowo dobrych graczy, co może odstraszyć początkujących - dlatego jeżeli zaliczacie się do tej kategorii, po grę sięgnijcie raczej wtedy, gdy macie kompana do sparingów.

Platforma: PC, PS4, Xbox One - Premiera: 19 września 2017 - Wersja językowa: polska - Rodzaj: bijatyka - Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa - Cena: od 140 zł na PC i 190 zł na konsolach - Producent: Capcom - Wydawca: Capcom - Wydawca PL: Cenega

Reklama

O autorze

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Redakcja Eurogamer.pl

Mateusz dołączył do zespołu w 2013 roku. Jest z-cą redaktora naczelnego, opiekuje się naszym kanałem YouTube, przygotowuje artykuły i recenzje, a czasami także poradniki. Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych.

Więcej artykułów od Mateusz Zdanowicz

Komentarze (5)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały