Hey! Pikmin - Recenzja

Niezły spin-off.

Wyrzucenie do kosza tradycyjnej formuły cyklu zaowocowało prostą, relaksującą grą logiczną, o której jednak raczej szybko zapomnimy.

Miłośnicy serii Pikmin nie będą w pełni usatysfakcjonowani sięgając po najnowszą grę z sympatycznymi stworkami, choć już brak cyfry w tytule jasno wskazuje, że nie mamy do czynienia z pełnoprawną odsłoną głównego cyklu. Otrzymujemy całkiem przyjemny zabijacz czasu, który jednak nie budzi większych emocji.

Gry z Pikminami są dosyć niepozorne, ponieważ na pierwszy rzut oka nie wydają się zbyt wymagające, by po kilku misjach rzucić użytkownikom całkiem porządne wyzwanie. Specyficzne połączenie strategii, kontrolowania jednostek, walki i zagadek środowiskowych tworzy wyjątkową mieszankę. W Hey! Pikmin na pierwszy plan wychodzi ten ostatni element, co automatycznie czyni całość łatwiejszą.

Gdy przemierzamy dwuwymiarowe plansze - podobne do etapów z gier platformowych - spotykamy co prawda różne stwory, ale pokonywanie ich jest zazwyczaj bajecznie proste. Nie czujemy też żadnej presji i nie musimy się śpieszyć. Spokojnie klikamy stylusem na ekranie, by wydawać komendy naszym podopiecznym.

Wbrew temu, co mogą sugerować screenshoty, Hey! Pikmin nie jest platformówką. Kapitan Olimar porusza się stosunkowo wolno i nie może nawet skakać. Jest tylko w stanie skorzystać z plecaka odrzutowego, podnoszącego go nieco w górę. Refleks i zręczność nie są więc w przypadku tej gry wymagane.

Podstawa rozgrywki to po prostu rzucanie Pikminami w różne elementy otoczenia. Stworki czekają na nas w każdej misji i nie można ich przegapić - zazwyczaj wystają z kępy krzaków. Wystarczy użyć gwizdka, by je przywołać. Stale podążają za Olimarem i mają różne zastosowanie, ale zabawa i tak ogranicza się do stukania w konkretne miejsce na ekranie, gdzie wylądują nasi tymczasowi pracownicy.

Czasem przenoszą różne elementy, by stworzyć z nich most, czasem zdobywają znajdźki i główną walutę - potrzebną do zdobycia paliwa kosmicznego statku bohatera - czasem trzeba nimi trafić w przeciwnika albo zniszczyć przeszkodę.

Twórcy nie wymagają od nas zbyt wiele, co sprawia, że przygoda może stanowić niezły relaks. Jednak przez to opowieść również nie emocjonuje i ostatecznie nie robi specjalnego wrażenia. Na szczęście nie można mówić o monotonii, bo mamy do czynienia z różnymi przeszkodami, sposobami docierania do skarbów czy z różnymi rodzajami samych Pikminów, z których każdy ma nieco inne właściwości - co wpływa na przebieg gry.

heypikscr
Nietypowy sposób przedstawienia rozgrywki wymaga przyzwyczajenia

Ciekawie wykorzystano dwa ekrany 3DS-a. Dosyć nietypowo, bo rozgrywka toczy się przede wszystkim na dolnym wyświetlaczu, a górny to tylko jego „przedłużenie”. Widzimy więc na nim różne elementy otoczenia czy nawet przeciwników i znajdźki, które położone są wysoko. Czasem nawet łatwo takie rzeczy przeoczyć, bo przeważnie skupiamy się na drugim ekranie, tym dotykowym.

Twórcom udało się natomiast dobrze przenieść na mniejszą konsolę urok produkcji z sympatycznymi stworkami. To głównie zasługa oprawy dźwiękowej, animacji jednostek oraz dodatkowego elementu, czyli dziennika, w którym w często zabawny sposób opisywane są różne elementy świata gry.

Hey! Pikmin można polecić młodszym, a także tym, którzy szukają prostej, niezobowiązującej gry logicznej. Warto jednak poczekać na ewentualną obniżkę ceny. Na szczęście w eShopie dostępne jest demo, więc nikt nie musi dokonywać zakupu w ciemno.

Reklama

Zasady oceniania gier w Eurogamer.pl

Skocz do komentarzy (0)

Autor

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Senior Editor  |  matzdanowicz

Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych. Mateusz zajmuje się przygotowywaniem recenzji, artykułów oraz poradników. Wspiera również dział informacyjny.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (0)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami