Final Fantasy XII nie miało szczęścia - gdy trafiało do sprzedaży, na rynku debiutował Xbox 360, a PS3 zbliżało się wielkimi krokami. Uwaga graczy była zwrócona w innym kierunku. Nietypowa i eksperymentująca z formą dwunasta odsłona legendarnej serii została doceniona, ale sprzedaż nie zachwycała.

Remaster nie mógł pojawić się w lepszym momencie. Choćby dlatego, że nawet różnie oceniane w przeszłości innowacje - jak walka w czasie rzeczywistym i otwarte mapy - dziś są czymś normalnym, a nawet mile widzianym i oczekiwanym.

The Zodiac Age odświeża audiowizualną stronę produkcji, by przybliżyć grę do czasów współczesnych. Zwracamy na to uwagę od samego początku - przepiękne symfoniczne aranżacje oryginalnych melodii dodają wydźwięku wielu scenom. Jednak to nie kwestie estetyczne imponują w tej reedycji.

Przygody powietrznych piratów były atrakcyjne w oryginale, podobnie jak historia związana z konfliktem dwóch mocarstw, w który wplątują się bohaterowie. Wszystko to jednak przyćmiewane jest przez - jak w oryginale - świetny system walki.

ilustracja_3_battle
Dobrze zaplanowane gambity to gwarancja sukcesu w trakcie wymagających starć

Kontrolę nad kompanami w trakcie potyczek w czasie rzeczywistym zapewnia system Gambit. To zbiór rozkazów, wytycznych i wskazówek, które przydzielamy postaciom, jeżeli nie sterujemy nimi samodzielnie. Towarzysze walczą automatycznie, używając zdolności, którym nadaliśmy priorytet. W razie kłopotów można skorzystać z opcji pauzy.

O ile podstawy systemu walki pozostały w dużej mierze niezmienione, to już kompletnie na nowo poznajemy umiejętności zwane Licencjami. Wcześniej każdy bohater miał dostęp do tych samych zdolności, a teraz różnym postaciom przypisujemy inne klasy z wyjątkowymi talentami. To sprawia, że nie tylko rozważniej rozdajemy punkty doświadczenia, ale też przydzielamy konkretne role kompanom.

Mechanika klas rzuca dzięki temu nowe światło na system gambit, ponieważ możemy tworzyć jeszcze bardziej skomplikowane schematy zachowań. Zdarza się, że nie musimy nawet sterować głównym bohaterem, by wygrać potyczki, a jedynie podziwiamy jak świetnie zaprojektowaliśmy zachowania drużyny. Jest to niewątpliwie satysfakcjonujące, choć wymaga sporo myślenia i planowania przed samym rozdzielaniem zdolności.

Akcja Final Fantasy XII toczy się na sporych mapach, gdzie nierzadko biegamy w poszukiwaniu konkretnego potwora albo bohatera, z którym musimy porozmawiać. Miło zauważyć, że twórcy nie są obojętni na fakt, że oryginał potrafił z czasem męczyć dalekimi dystansami i niezbyt szybką walką.

W odpowiedzi na ten zarzut w nowym wydaniu możemy włączyć przyspieszony tryb potyczek. Możliwość zdobycia doświadczenia w walce w czasie dwóch, a nie dziesięciu godzin, to niesamowicie duży plus, który diametralnie zmienia podejście do tej części. Największa bolączka fanów znika za sprawą jednej, pozornie drobnej zmiany.

Inną pozytywną modyfikacją względem oryginalnej gry jest zmiana umiejscowienia najrzadszych przedmiotów, dzięki czemu ulepszanie broni i kupowanie nowych pancerzy staje się tylko dodatkiem do głównej osi rozgrywki, a nie sednem, jak momentami bywało w pierwowzorze. Wyraźnie widać, że to nie zwykły remaster, a raczej najprzystępniejsza wersja, wypolerowany klejnot, który wcześniej posiadał kilka skaz.

Przyspieszenie rozgrywki wiąże się z krótszym czasem ukończenia gry niż dziesięć lat temu. Niejako naprzeciw tej sytuacji twórcy wychodzą z dodatkowym trybem Trial. Dostępny z menu głównego pobiera z zapisanego stanu gry dane o gambitach, wyposażeniu i zdolnościach postaci, by postawić przed nami cel przetrwania setki bitew.

Walki w trybie Trial to najbardziej wymagający element Final Fantasy XII: The Zodiac Age i jest to zdecydowanie gratka dla miłośników tej części. Już powyżej trzydziestej potyczki stajemy w obliczu wyzwania, które owocuje większą liczbą porażek niż jesteśmy w stanie przeżyć w trakcie całej kampanii gry.

ilustracja_2_jobs
System klas czyni każdą umiejętność wyjątkową

Momentami brakuje jednak jeszcze większych modyfikacji względem oryginalnej gry. Lekko poprawiona oprawa graficzna nie rekompensuje braku 60 klatek na sekundę, a szukanie postaci na mapie bywa czasem trudne przez brak sensownych oznaczeń czy też logicznego systemu szybkiej podróży.

Niemniej jednak minusów The Zodiac Age jest znacznie mniej niż istotnych i poprawiających odbiór plusów. Final Fantasy XII praktycznie się nie zestarzało, więc grę ze spokojem można przyrównać do współczesnych produkcji. To nie tylko najlepsza wersja dwunastej części, ale też najlepszy remaster od Square Enix.

Reklama

O autorze

Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Redakcja Eurogamer.pl

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.