Wielu graczy zgodzi się, że standardowy DualShock 4 to świetny kontroler. Model przygotowany w tej generacji sprawdza się bardzo dobrze - i całe szczęście, jeśli weźmiemy pod uwagę brak alternatyw od zewnętrznych producentów. Kilka miesięcy temu Sony zdecydowało zaoferować dostęp do autorskich protokołów USB i wielu fanów miało nadzieje, że przełoży się to na pad typu Xbox One Elite - z dokładniejszymi analogami i spustami oraz wyższą jakością wykonania.

Niestety, Sony nie zdecydowało się przygotowanie własnego produktu tego typu, ale udzieliło licencję dwóm innym firmom, które przygotowały Nacon Revolution Pro oraz Razer Raiju. Sprawdzamy, na ile te drogie wynalazki są lepsze od standardowego DS4 i czy granie na takim padzie rzeczywiście daje przewagę.

Oba kontrolery są przewodowe, skierowane do profesjonalistów i e-sportowców. Przekłada się to na adekwatne ceny: około 490 zł za Nacon Revolution Pro i niemal dwa razy więcej za Razer Raiju, choć ten drugi pad jest dość trudno dostępny w naszym kraju. Biorąc pod uwagę takie kwoty zakupu, brak połączenia bezprzewodowego - choćby opcjonalnego - może być rozczarowaniem. Do najniższych opóźnień potrzebny jest jednak kabel USB.

A właśnie błyskawiczne czasy reakcji są kluczowe w opisywanych urządzeniach, co jest kluczowe choćby w strzelankach. Brakuje jednak także innych, standardowych możliwości DualShock 4. Połączenie kablowe pozwala oczywiście usunąć baterię, ale nie ma także belki świetlnej czy wbudowanego głośnika. Ta druga kwestia sprawia, że pady nie są kompatybilne z PlayStation VR. Otrzymujemy za to cztery dodatkowe spusty na „plecach”, do dostosowanie zgodnie z własnymi upodobaniami.

Razer Raiju oraz Nacon Revolution Pro w dłoniach

Na tym kończą się podobieństwa pomiędzy dwoma testowanymi modelami. Zacznijmy od tańszego Nacon Revolution Pro. Pierwsze, co rzuca się w dłonie, to przyjemne, aksamitne wykończenie oraz układ analogów rodem z Xbox One. Pewnym zastrzeżeniem może być ogólny kształt, który nie leży w rękach tak wygodnie, jak byśmy tego chcieli. Jest nierównie, a obudowa jest zbyt duża, szczególnie w porównaniu z poręczniejszym DS4. Bonusem jest możliwość dostosowania wagi za pomocą małych ciężarków. Podobnej funkcji nie zapewnia nawet Razer Raiju.

Na całe szczęście analogi wypadają świetnie. Są podniesione znacznie wyżej niż na standardowym padzie PS4, na wzór Xbox One. Grzybki przechylimy o 46 stopni, co w strzelankach typu Battlefield 1 pozwala łatwiej wykonywać drobne, precyzyjne ruchy. Do gałek trzeba się na pewno przyzwyczaić, ale warto poświęcić na to czas. Są delikatniejsze, ale na pewno bardziej precyzyjne - najmocniejszy punkt opisywanego pada.

Dziwnym rozwiązaniem jest postawienie na dwa różne modele analogów w jednym kontrolerze. Lewy jest wklęsły i pokryty drobną siatką, a prawy wypukły i bardziej płaski, z wzorem na wierzchu. To kwestia gustu, ale ostatecznie trzeba się po prostu przyzwyczaić, ponieważ nie zamienimy analogów. Biorąc pod uwagę brak opcji podmiany, wolelibyśmy jednolity projekt gałek.

Gdzie indziej jest już gorzej. Po pierwsze, spusty są niewygodnie zaprojektowane, z ostrymi kątami świecącego plastiku. Również krzyżak zbudowany jest z tego samego, lśniącego materiału - pojedynczy blok o ograniczonych możliwościach ruchu. D-pad przypomina nieco pad pierwszego Xboksa. Nie jest to najgorsze rozwiązanie na rynku, ale fani bijatyk zapewne ominą kontroler szerokim łukiem. Do tego standardowe przyciski, przypominające już standardowy DualShock 4. Są dużo większe, ale komfortowe.

Nacon Revolution Pro jest więc skierowany do miłośników strzelanek, w czym pomaga zakres dostępnych opcji, szerszy nawet od droższego Razer Raiju. Za pomocą darmowego programu zmienimy polecenia wszystkich przycisków, tworząc cztery profile o dowolnym obłożeniu. Co więcej, możemy modyfikować także kąty i martwą strefę analogów, intensywność wibracji, a nawet ustalimy sekwencje - makro - aktywowane jednym wciśnięciem przycisku.

Po odłączeniu od PC, profile włączamy przyciskami z tyłu pada, co modyfikuje kolor LED na prawym grzybku. Podsumowując, Nacon Revolution Pro oferuje wiele ciekawych pomysłów, szerokie opcje modyfikacje i świetne analogi, ale krzyżak i spusty to krok wstecz względem standardowego DualShock 4.

Tymczasem Raiju za niemal dwukrotnie większe pieniądze oferuje coś wyjątkowego, prawdziwy skok jakości i wyjątkową wszechstronność. Najpierw plusy: sprzęt firmy Razer zgrabnie leży w dłoni. Pod względem ergonomii przypomina nieco kształt pada Xbox One, z twardym, matowym plastikiem i gumowymi wkładkami w uchwytach. Nie zmienimy wagi jak w Naconie, a sprzęt jest raczej lekki i nawet z dodatkowymi przyciskami na przedzie - z profilami, wyciszaniem oraz głośnością - nie jest nieporęczny.

Bliższe spojrzenie ujawnia ponownie, że to sprzęt dla fanów strzelanek. Osoby przyzwyczajone do wysokości i oporów DualShock 4 poczują się jak w domu - te elementy wypadają podobnie, choć są nieco bardziej czułe. Do tego niebieskie gumki na grzybki. Wyglądają raczej tanio, lecz tworzą pod palcem zaskakująco satysfakcjonującą, gąbczastą powierzchnię.

Biorąc pod uwagę cenę, takie zabezpieczenie najszybciej zużywających się komponentów ma sens. Zdjęcie niebieskich gumek nie jest rekomendowane także dlatego, że pod spodem znajdziemy płaskie, śliskie analogi. Kolejny minus to głośne „kliknięcie” metalowych nóżek grzybka przy każdym uderzeniu w obudowę. Trudno powiedzieć, czy Razer Raiju wypada w sferze analogów gorzej od Nacona, ale na pewno wymaga mniej przyzwyczajenia.

Dużym krokiem do przodu w porównaniu z konkurentem są za to spusty. Te dostępne są z opcją skrócenia, co nadaje się świetnie do krótkich serii w strzelankach. Wystarczy zamontować specjalną blokadę, by zmniejszyć skok z 18 do 5 stopni. Taki spust nie nadaje się do gier wyścigowych czy Rocket League, gdzie potrzebny jest cały zakres, ale już w Call of Duty pozwala często strzelić ułamek szybciej od wroga.

Projektowanie z myślą o grach FPS widać także w pozostałych elementach pada. Wszystkie przyciski są wyjątkowo czułe, od małych przycisków głównych, do klawiszy R1 i L1. Nawet przelotny kontakt z tymi przyciskami oznacza wydanie polecenia. Takie podejście świetnie sprawdza się w błyskawicznym przenoszeniu komend na ekran, ale już w Dark Souls 3 musieliśmy uważać, gdzie kładziemy palce. Inny minus jest taki, że przyciski potrafią grzechotać pod wpływem wibracji, na co nie ma miejsca w urządzeniu za 900 zł.

pads
Od lewej: DualShock 4, Razer Raiju i Nacon Revolution Pro

No i jest jeszcze kwestia krzyżaka. Niestety, to najgorszy d-pad w padzie dla PS4 i nawet mało sprawne rozwiązanie Nacona wypada lepiej od pomysłu Razera. W odróżnieniu o innych części kontrola, tutaj przyciski wciskają się z trudem, a każdy kierunek to osobny klawisz, co znacznie komplikuje wykonywanie ćwierć- i półobrotów. Liczyliśmy na coś w stylu Segi Saturn, ale już system z Xbox One wypadłby lepiej. Całość sprawdza się do zmieniania broni, ale nie do przemieszczania postaci w 2D.

Zaskoczeniem jest także mniejszy zakres dostępnych opcji w porównaniu z Naconem. Otrzymujemy cztery aluminiowe spusty z tyłu urządzenia na dowolne funkcje. Dwa z nich można usunąć, jeśli przeszkadzają. Również przypisywanie sterowania pod te przyciski jest prostsze i bazuje na kopiowaniu komend z innych klawiszy, bez konieczności podłączania pada do PC. Jednocześnie nie możemy jednak zmodyfikować niczego innego - otrzymujemy dwa tryby do przełączania i nic więcej.

Opisywane modele premium tylko potwierdzają, ile inżynierskich wysiłków potrzebnych jest na przygotowanie udanego pada. Wady i zalety Nacona i Razer Raiju udowadniają tylko, jak udaną konstrukcją jest DualShock 4, dostosowany przecież z myślą o wszechstronności we wszystkich gatunkach. Dwa testowane urządzenia stworzyłyby natomiast ciekawą hybrydę: spusty i ergonomia Raiju z opcjami Nacona. Pojedynczo trudno jednak usprawiedliwić wydanie ogromnej sumy na jeden z modeli.

Otrzymujemy sprzęt skierowany do określonej grupy: fanów sieciowych strzelanek. Tutaj Nacon wydaje się być lepszą opcją, ale nie udało nam się przejść do porządku dziennego z niewygodnymi spustami. Raiju wysuwa się na prowadzenie, ponieważ oferuje sprawne podstawy: analogi i spusty. Szkoda, że rozczarowują przyciski główne i krzyżak. Jednocześnie to Nacon zapewnia wyjątkowo szeroką gamę opcji. Ostatecznie trzeba jednak wziąć oba urządzenia w dłonie, by sprawdzić, które bardziej przypadnie nam do gustu.

Reklama

O autorze

Thomas Morgan

Thomas Morgan

Senior Staff Writer, Digital Foundry

32-bit era nostalgic and gadget enthusiast Tom has been writing for Eurogamer and Digital Foundry since 2011. His favourite games include Gitaroo Man, F-Zero GX and StarCraft 2.