Nier: Automata debiutuje dzisiaj na konsoli Xbox One - w związku z czym zachęcamy do lektury naszej recenzji gry, którą opublikowaliśmy ponad rok temu przy okazji premiery na PS4.

Jest rok 11945, trwa Czternasta Wojna Maszyn. Ludzkość wypierana z Ziemi przez roboty, ostatecznie z niej ucieka, by schronić się w księżycowej kolonii. Tam tworzą organizację o nazwie YoRHa, w skład której wchodzą bojowe androidy. To one mają odbić błękitną planetę.

Jako jeden z androidów - o nazwie kodowej 2B - dostajemy misję powrotu z Księżyca, by eksterminować zastępy stalowych wrogów. Kierujemy wysoce mobilną i wyspecjalizowaną w walce żeńską jednostką, która nie posiada emocji, jest oschła w kontaktach z innymi androidami czy żołnierzami ruchu oporu stacjonującymi na Ziemi. Ma zadanie do wykonania i wszystko, co stanie na jej drodze, natychmiast ginie.

Bohaterka sprawnie operuje bronią białą, która stanowi jej podstawowe narzędzie walki. Już na starcie otrzymujemy katanę, która gładko przecina korpusy maszyn. Przez znaczną część zabawy towarzyszy nam drugi android - chłopiec o nazwie 9S. To zupełne charakterologiczne przeciwieństwo 2B. Gaduła, często podważający punkt widzenia 2B na konflikt z maszynami. Co ciekawe, to właśnie on jest najbardziej ludzką postacią w całej grze.

Podczas walki wspierają nas również Pody. To latające nad ramieniem bohaterki małe robociki, służące przede wszystkim do walki dystansowej. Możemy jednocześnie używać broni białej i strzelać działkiem Poda. Każdą broń udoskonalimy tak, by zadawała więcej obrażeń - tak samo możemy unowocześniać bądź zmieniać działka Podów.

n1
Nier zachwyca artystyczną wizją upadłego świata

Szkoda jednak, że broni dostępnych do kupienia jest niewiele i są mało zróżnicowane w obrębie jednego typu, różniąc się głównie wyglądem. Miecz otrzymany na starcie może okazać się tym ostrzem, z którym ostatecznie skończymy przygodę. Przez większość czasu przedzieramy się przez otwarty świat - różne lokacje na opuszczonej Ziemi, połączone na wzór klasycznej metroidvanii.

Czasem produkcja Platinum Games zamienia się w platformówkę, kiedy kamera płynnie przechodzi na widok z boku. Innym razem umiejscawia się nad bohaterami, oferując perspektywę z lotu ptaka - w takich sytuacjach często strzelamy lub unikamy pocisków. Zmiany te, choć są zaskakujące, to nie wybijają z rytmu gry i sprawiają wiele frajdy. Są ciekawym urozmaiceniem rozgrywki.

Nier: Automata to slasher pełną gębą od mistrzów gatunku. Walka wręcz jest szybka, dynamiczna i efektowna - potrafi sprawić mnóstwo radości. Jednak rozczarują się ci, którzy oczekują poważnej głębi walki czy licznych combosów. W praktyce najczęściej ograniczamy się do używania dwóch przycisków.

Co ciekawe, w pierwszej połowie gry przeciwników nie ma wcale tak wielu. Ziemia jest niemal zupełnie opustoszała. Dopiero później, wraz z okrywaniem sekretów tego uniwersum, maszyny w obłędzie gremialnie wylegną na powierzchnię planety, by stawić nam czoła. Zaprawieni w gatunku gracze powinni jednak rozpocząć zabawę na wyższym poziomie trudności.

Warto zaznaczyć, że jeśli zginiemy, to tracimy umiejętności (reprezentowane w formie systemu chipów) i zdobyte przedmioty. Niczym w Dark Souls, bez kolejnego „zgonu” musimy dotrzeć do swojego ciała, by podnieść to, co utraciliśmy. Świadomość naszego androida podłączona jest do sieci i przenoszona do kolejnego ciała w wypadku porażki lub uruchomienia procedury autodestrukcji.

Przy tak dynamicznej walce bardzo istotne jest sterowanie oraz praca kamery. O ile do pierwszego aspektu nie można się przyczepić, o tyle z drugim bywa różnie. W większości przypadków kamera pracuje nienagannie, ale od czasu do czasu zaczyna wariować i ustawiać się pod dziwnym kątem, co utrudnia widoczność na pole walki.

Elementów RPG jest tu sporo, niemniej są one tylko dodatkiem do eksterminacji maszyn. Misje poboczne zlecane przez postacie niezależne możemy wykonywać w dowolnej kolejności bądź wręcz odmawiać ich realizacji. Ich rezultat ma wpływ na fabułę i zakończenie. Na szczęście, choć zadania dodatkowe są dość proste, to są też całkiem ciekawe.

Świat Nier: Automata jest zróżnicowany i na każdym kroku podkreśla fakt, że nic w życiu nie jest czarno-białe. 2B jak mantrę powtarza, że maszyny nie mają uczuć, bo tylko bezmyślnie kopiują ludzkie zachowania. Ale gdy widzimy robota pochylonego nad kołyską i śpiewającego melancholijną pieśń, jesteśmy targani coraz większymi wątpliwościami. Takich sytuacji jest mnóstwo i jest to jedna z większych zalet gry.

n2
Umiejętności androida rozwijamy za pomocą chipów

Pod względem fabularnym Nier: Automata jest rewelacyjne. Autorzy przyszykowali wiele niespodzianek i mnóstwo zakończeń (jest ich aż 26), ale ze względu na istotność każdego szczegółu, musimy powstrzymać się od dalszych opisów. By dowiedzieć się wszystkiego o tym świecie i bohaterach, jedno ukończenie przygody nie wystarczy.

Wraz z kolejnymi podejściami do historii, widzimy zmiany zachodzące na Ziemi. Obserwujemy wydarzenia z innej perspektywy, walczymy z nowymi bossami, spotykamy kolejnych bohaterów niezależnych i otrzymujemy nowe misje poboczne. Jest to tak zręcznie zrobione, że niejako naturalne wydaje się kliknięcie „Start new game” po ujrzeniu napisów końcowych.

Szkoda zatem, że od strony wizualnej gra prezentuje się po prostu średnio. Artystyczna wizja melancholijnego, postapokaliptycznego świata jest zachwycająca, z kwestie techniczne rodzą problemy. Doczytujące się przed graczem tekstury niskiej jakości i kiepskie wygładzanie krawędzi to tylko wierzchołek góry lodowej.

n3
W niektórych momentach Nier zmienia się w platformówkę

Trudno także zrozumieć decyzję Platinum Games, by nie zablokować liczby wyświetlanych klatek na PS4. Teoretycznie gramy przy wartości 60 FPS, ale spadki poniżej tej wartości są na tyle częste, a stuttering na tyle dokuczliwy, że tylko zgrzytamy zębami.

Za to same peany można pisać na cześć oprawy dźwiękowej. Mamy do czynienia z naprawdę dobrym dubbingiem, zwłaszcza w wersji japońskiej, będącym idealnym uzupełnieniem ścieżki dźwiękowej. Nie raz poczujemy ciarki, gdy wchodząc do monumentalnej budowli maszyn, usłyszymy chóralne śpiewy i elektroniczną muzykę dobywającą się z głośników. Soundtrack jest fenomenalny.

Nier: Automata trudno zauroczyć się od pierwszych chwil. Zniechęcić może choćby długi prolog bez możliwości zapisu stanu gry. Jednak im więcej czasu spędzamy przy ekranie, tym mocniej angażuje nas ten niezwykły świat, jego humor i groteska. Emocje bohaterów udzielają się i nam, a kończąc kampanię po raz pierwszy, czujemy taki głód kontynuacji, że bez wahania zaczynamy zabawę na nowo. To właśnie niesamowita magia tej produkcji.

Reklama

O autorze

Damian Milczarek

Damian Milczarek

Autor

Editor Online i dziennikarz Eurogamer.pl. Fotograf. Miłośnik rzeczy estetycznych, ładnych i użytecznych. Nie lubi literówek.

Więcej artykułów od Damian Milczarek

Komentarze (22)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały