Piracka przygoda w Sea of Thieves i kilka niewiadomych

Pierwsze wrażenia.

Podczas minionych targów Gamescom mogliśmy wziąć udział w prezentacji Sea of Thieves i zagrać przez chwilę w nowe dzieło deweloperów ze studia Rare. To pozytywna, piracka przygoda, ale szkoda, że cały czas nie znamy odpowiedzi na kilka istotnych pytań.

Przykładowo, nie wiadomo niemal nic na temat fabuły i postępów gracza w ramach historii. Mówiąc o misjach, jeden z twórców uciekał się zawsze do ogólników. Wiemy wyłącznie, że w grze znajdą się postacie niezależne, dla których będzie można wykonywać pewne zlecenia.

Sytuacja przypomina trochę niepewność związaną z No Man's Sky. Projektanci na każdym kroku podkreślają, że w Sea of Thieves zrobimy wszystko, na co będziemy mieli ochotę. Popłyniemy tam, gdzie tylko sobie zażyczymy. Brakuje jednak większych konkretów odnośnie struktury rozgrywki. Do premiery pozostało jednak kilka miesięcy, więc jest jeszcze czas na ujawnienie szczegółów.

Założenia brzmią świetnie. Samotnie lub z przyjaciółmi - albo też spotkanymi nieznajomymi - zajmiemy się zwiedzaniem rozległego świata, na który składa się przede wszystkim morze, ale nie zapomniano też o wielu mniejszych i większych wyspach. Kraina wzorowana jest oczywiście na Karaibach.

W różnych miejscach będą na graczy czekać skarby, losowe wydarzenia oraz przeciwnicy. Wrogów nie spotkaliśmy w demie, ale mają to być między innymi szkielety. Twórcy stawiają na fantastyczno-bajkowe podejście do tematu, co pasuje do przyjemnej dla oka oprawy graficznej.

Przetestować mogliśmy element współpracy na okręcie. Razem z kilkoma osobami byliśmy częścią jednej załogi. Zaczęliśmy na wyspie, ale grupa zadecydowała, że zamiast zwiedzać nieduży kawałek lądu, od razu udamy się na statek.

Współpraca wypada świetnie, nawet z nieznajomymi - głównie dlatego, że dowolnie i zależnie od sytuacji możemy zmieniać swoją rolę. Nie wybieramy tu klasy, zajmujemy się tym, co akurat jest istotne. Możemy ładować działa i strzelać do przeciwników, sterować okrętem, dbać o żagle, naprawiać kadłub, albo tańczyć, pić alkohol i grać na harmonii.

W finalnej wersji spotkanie innego statku ma być ważnym wydarzeniem. Sea of Thieves to gra sieciowa, ale nie MMO. W demie reguły były jednak zmienione. Szybko dostrzegliśmy więc obcą załogę. Wcale nie musieliśmy atakować dostrzeżonego okrętu, ale przecież należało sprawdzić, jak działają bitwy morskie.

Dobre zgranie jest niezbędne, by wygrać potyczkę. Sternik musi skupić się na odpowiednim ustawieniu żaglowca, podczas gdy reszta grupy wysyła kule w kierunku oponentów i zajmuje się ewentualnymi naprawami. Zwycięzcy mogą ukraść skarby pokonanych, jeżeli je znajdą.

seaofthievesscr1
Bez zgranej drużyny trudno wygrać potyczkę

Skrzynie z cennymi przedmiotami to fizyczne przedmioty, które własnoręcznie ukrywamy tam, gdzie chcemy. Można schować je w dowolnym miejscu na pokładzie statku, ale nie tylko - także na lądzie, choćby i pod ziemią. Takie rozwiązanie jest interesujące, gdyż pozwoli naprawdę zadbać o łup.

Nie mieliśmy okazji sprawdzić walki wręcz, odwiedzić placówek handlowych, zobaczyć statku stworzonego z myślą o samotnych podróżnikach. Nadal nie wiadomo też, czy w grze znajdą się miasteczka i inne większe skupiska postaci. Mimo to, już samo krzątanie się po pokładzie okrętu i wesoła kooperacja wzbudziły pozytywne wrażenia. Ze znajomymi będzie jeszcze lepiej.

Sea of Thieves ma potencjał, może stać się świetnym symulatorem pirackich przygód, ale cały czas mamy do czynienia z kilkoma niewiadomymi. Na szczęście przed premierą odbędą się testy - finalnego produktu nie trzeba będzie więc kupować, nie wiedząc do końca wszystkiego na temat zawartości gry.

Reklama

Skocz do komentarzy (0)

Autor

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Senior Editor

Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych. Mateusz zajmuje się przygotowywaniem recenzji, artykułów oraz poradników. Wspiera również dział informacyjny.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (0)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami