Pomijając wszystkie negatywne opinie na temat Call of Duty: Infinite Warfare, kampania fabularna gry zapowiada się całkiem ciekawie, ponieważ przeniesienie akcji w kosmos modyfikuje pewne bazowe założenia.

Historia rozpoczyna się od niespodziewanego ataku na flotę UNSA, ponoszącą dotkliwe straty. Nasz bohater - porucznik Reyes - jest pilotem w grupie specjalnej Special Combat Air Recon (S.C.A.R.). Na ulicach Genewy ścieramy się z siłami SDF, w klasycznym stylu: osłony, broń bez odrzutu, bieganie i strzelanie, mnóstwo krzyczenia i eksplozji, do tego jakiś gadżet, a wszystko w 60 klatkach na sekundę.

W końcu docieramy na wzgórze. Nasz Jackal - futurystyczny myśliwiec - ląduje przed bohaterem, który wskakuje do kokpitu. Obserwujemy w pierwszej osobie, jak samolot wzbija się w powietrze i dociera do górnej warstwy atmosfery, gdzie czekają sojusznicze jednostki. Ostatecznie trafiamy w kosmos, gdzie toczy się ogromna bitwa rodem ze Star Wars. Przejmujemy kontrolę nad akcją i wkraczamy do walki.

Po wyeliminowaniu odpowiedniej liczby statków przeciwnika tworzymy ostatecznie miejsce do bezpośredniego natarcia na kadłub głównego „lotniskowca” przeciwnika.

- To nie jest sekcja na szynach - zapewnia główny projektant Jacob Minkoff. - W tym obszarze możemy polecieć gdzie chcemy. Nie z powrotem na Ziemię, ale jest kilka lotniskowców przeciwnika, pomiędzy którymi możemy latać. To całkiem duży obszar.

W pierwszej fazie ataku, jeszcze na powierzchni, ginie kapitan flagowego statkuThe Retribution, a Reyes zajmuje jego miejsce. Prowadzimy więc walkę z terrorystami, dowodząc jednocześnie kosmicznym okrętem z załogą liczoną w tysiącach. Jest tu nawet centralny mostek w stylu Normandii z Mass Effect, po którym możemy się przemieszczać, sprawdzić mapę sytuacyjną i wybrać kolejną misję, co zapewnia pewną nieliniowość.

Są też zadanie poboczne, nagradzające gracza cennymi danymi wywiadowczymi, usprawnieniami statku i broni czy przedmiotami kosmetycznymi. Aby ruszyć do przodu z fabułą, musimy wybrać zlecenie od admirała Rainesa.

- Te zadania od dowództwa tworzą liniową opowieść fabularną - wyjaśnia reżyser narracji, Taylor Kurosaki. - Na początku zdobywamy dane na temat lokalizacji statków wroga, więc jako dowódca możemy je zaatakować, by pozyskać broń przeciwnika, schematy technologii czy dalsze informacje wywiadowcze.

Jednym z imponujących elementów Infinite Warfare jest płynne przechodzenie pomiędzy lokacjami. Zaprezentowany na E3 wstępny poziom zabiera nas z powierzchni planety do latającego Jackala i w kosmos bez jednego ekranu ładowania. W niektórych misjach zamiast wysadzać okręt wroga możemy postawić na abordaż, co także wymaga wskoczenia do kokpitu i walki w stanie nieważkości.

Trafimy na różne planety (potwierdzono Tytan i pewną asteroidę) i zaatakujemy różne statki. Jest też kilka typów zadań pobocznych, niektóre z nich pełne akcji, inne z naciskiem na skradanie, gdy chowamy się na polu asteroidów, szykując zasadzkę. Niekiedy jesteśmy przebrani, podsłuchując żołnierzy SDF rozmawiających o wojnie.

Pewną ciekawostką jest asteroida nieopodal słońca, kręcąca się w szaleńczym tempie, lecz pełna surowców potrzebnych na Ziemi. Musimy tutaj martwić się nie tylko o osłonę przed ogniem przeciwnika, ale także o zabójcze promienie słońca nad nami. Na otwartej przestrzeni możemy przebywać tylko, gdy asteroida akurat ustawie się odpowiednio na - bardzo krótki - cykl „nocny”. Piętnaście sekund światła i piętnaście sekund ciemności - jest bardzo filmowo.

Nasz latający statek Jackal będzie można rozbudować wraz z upływem czasu, wykonując misje poboczne, w których kradniemy prototypy i plany przeciwnika. Kosmiczny lotniskowiec The Retribution posłuży jako bezpieczna przystań, rozwijając się w ramach postępów. Okręt ucierpiał w pierwszej fazie ataku i nie miał czasu na zabranie zapasów, lecz każda kolejna misja poprawia sytuację na mostku i wśród załogi.

Pomimo strzelania i broni przypominającej dobrze znane Call of Duty, nie zabraknie także futurystycznych gadżetów. Jeden z nich to Seeker Drone, czyli granat samodzielnie docierający do najbliższego przeciwnika. Wrogowie dysponują tym samym sprzętem, co ujawniają misje ze skradaniem. Jeśli zabijemy po cichu przeciwnika, wskoczy na nas jego dron. Musimy się go pozbyć, zanim eksploduje.

Komputer na przedramieniu głównego bohatera pozwoli hackować wrogów, by - na przykład - włączyć autodestrukcję znalezionego w hangarze robota, lub też przejąć nad nim kontrolę. W niektórych sytuacjach mamy też wsparcie do wykorzystania. Podczas walki w Genewie możemy na przykład wezwać nalot. Inne misje pozwolą założyć ciężki pancerz.

Infinity Ward będzie miało zapewne nadzieję, że kampania Call of Duty: Infinite Warfare wpłynie na negatywne opinie napędzane po części decyzją o oferowaniu oczekiwanego remastera Modern Warfare tylko w zestawie z nową grą.

Trochę szkoda, ponieważ kolejna odsłona serii oferuje kilka ciekawych pomysłów i sporo zmian, przynajmniej w porównaniu z ostatnimi częściami cyklu. Mamy tu nieco Halo: Reach, troszkę Mass Effect i lekką domieszkę Star Citizen - same pozytywne inspiracje. Na pewno nie można mówić o rewolucji, ale kampania Infinite Warfare potrafi zaciekawić.

Reklama

O autorze

Wesley Yin-Poole

Wesley Yin-Poole

Deputy Editor

Wesley is Eurogamer's deputy editor. He likes news, interviews, and more news. He also likes Street Fighter more than anyone can get him to shut up about it.