Digital Foundry - TMNT: Mutants in Manhattan rozczarowuje

Niska jakość na PS4 i Xbox One.

PlatinumGames istnieje już od niemal dziesięciu lat, odpowiadając przez ten okres za jedne z najlepszych gier akcji w historii. Wraz z rozwojem firmy powstały jednak mniejsze zespoły, zajmujące się budżetowymi projektami, z pozytywnie zaskakującym Transformers: Devastation w ubiegłym roku włącznie. Rezultaty tych prac nie są zawsze sukcesem, co pokazało wcześniej The Legend of Korra, uznawane za najgorszy tytuł studia. Możliwe jednak, że teraz to miano należy się Teenage Mutant Ninja Turtles: Mutants in Manhattan.

Po obejrzeniu przerywników otwierających trafiamy do rozgrywki działającej w 30 klatkach na sekundę. Platinum w przeszłości stawiało już na taki standard, choćby w świetnym Vanquish, ale te mniej ambitne pozycje celują zazwyczaj w 60 FPS. Z zaskoczeniem stwierdzamy, że przygody Żółwi Ninja ograniczono do 30 klatek na sekundę, bez żadnego uzasadnienie w sferze oprawy graficznej. To tym bardziej dziwne, że sam producent gry wspominał, że kooperacji na podzielonym ekranie nie przygotowano ze względu na chęć osiągnięcia poziomu 60 FPS, co - jak widać - i tak się nie udało.

Niestety, takie wolniejsze tempo animacji nie przekłada się na lepszą jakość obrazu. Rozdzielczość wynosi natywne 1920×1080 na PlayStation 4 i Xbox One, ale razi brak wygładzania krawędzi. Nie ma też filtrowania tekstur, więc płaskie powierzchnie szybko stają się rozmyte. Do tego brzydkie, niskiej rozdzielczości cienie. Pomaga komiksowa estetyka, ale nie najlepsza jakość obrazu i 30 klatek na sekundę to duże minusy podczas rozgrywki.

Bliższe spojrzenie na Teenage Mutant Ninja Turtles: Mutants in Manhattan na PlayStation 4 i Xbox One

PlayStation 4 i Xbox One stawiają na identyczne ustawienia, ale maszyna Microsoftu wypada gorzej pod względem cieni. Te już na konsoli Sony wyglądają na porządnie „rozpikselowane”, ale na konkurencyjnym systemie jest jeszcze gorzej. Poza tym trudno odróżnić obie wersje, co tym bardziej utrudnia zrozumienie tego dziwnego kompromisu, skoro poprzeczka i tak jest zawieszona bardzo nisko.

Plusem jest za to dodatek w postaci efektu rozmycia dla ciosów i kopnięć naszych Żółwi, potęgując ich ciężar. Animacje są autentyczne, lecz rzadko łączą się tak płynnie, jak jest to w Metal Gear Rising czy w serii Bayonetta, przypominając sztywniejszą akcję z The Legend of Korra. Efektem jest równie mało interesująca produkcja, ze słabym projektem poziomów i brakiem rozmachu, z jakiego słyną te większe tytuły od PlatinumGames. Przygody Żółwi wypadają jednak jeszcze gorzej, ze względy na niższą płynność.

Każda mapa szybko zamienia się w serię powtarzalnych i nudnych czynności. Bronimy stoisk z pizzą, rozbrajamy bomby i toczymy wielkie worki z gotówką do celu. Gracz często nie wie, co ma robić, a drogę do następnego interesującego punktu pokazuje dopiero wciśnięcie prawego analoga. Po kilku poziomach zaczynamy zauważać te same elementy oprawy, tylko potęgujące wrażenie „recyklingu”.

Xbox OnePlayStation 4
Wersje konsolowe wypadają identycznie, poza rozdzielczością cieni. Ogólna ich jakość jest niska, ale na Xbox One - jeszcze niższa.
Xbox OnePlayStation 4
Jeden z późniejszych etapów wyświetla bardzo ładny deszcz - jeden z bardziej interesujących efektów w grze.
Xbox OnePlayStation 4
Obie konsole postawiły na 1080p, ale bez śladu wygładzenia krawędzi. Efekty są takie, jak widać.
Xbox OnePlayStation 4
Przerywniki filmowe to dość mocno skompresowane, pre-renderowane materiały wideo.

Te atrakcje mogłyby sprawdzić się lepiej, gdyby walka była bardziej interesująca. Tymczasem najlepszym pomysłem pozostaje wciskanie losowych przycisków na padzie aż do całkowitego wyczerpania pasków zdrowia wrogów. Przypomina to raczej sieciową produkcję MMO, gdzie każdy kolejny cios spotyka się z minimalną reakcją wrogów. Niekiedy trudno jest śledzić wydarzenia na ekranie, gdy oczy obserwują ładujące się umiejętności w rogu, a wrogowie atakują bez większego pomyślunku czy rytmu. Mieliśmy większe oczekiwania. Są też opcje uników i parowania, ale we wszechogarniającym chaosie trudno z nich korzystać.

Z technicznego punktu widzenia udało się zachować równy poziom na PlayStation 4 i Xbox One, z wyjątkiem cieni. Poza tym jest już identycznie, z brakiem wygładzania krawędzi i filtrowania tekstur włącznie. Na Xbox One natknęliśmy się ponadto na irytujący problem, gdy gra odmawia łączenia się z siecią, uniemożliwiając synchronizację zapisów. To zmuszało nas do zabawy offline, lecz po wyłączeniu okazywało się, że nasze postępy nie zostały zachowane. Bazując na doniesieniach innych graczy, nie jesteśmy odosobnionym przypadkiem. Warto dodać, że problem występował już w Transformers: Devastation na Xbox One, gdzie został jednak szybko załatany.

Teenage Mutant Ninja Turtles: Mutants in Manhattan wydano także na PC, PlayStation 3 i X360. Na pierwszy rzut oka wersja na komputery osobiste wydaje się być najlepszym wyborem, ale także z blokadą na poziomie 30 klatek na sekundę. Bez względu na platformę, trudno nie poczuć rozczarowania grą, stanowiącą najsłabszą produkcję w dorobku PlatinumGames.

Reklama

Skocz do komentarzy (6)

O autorze

John Linneman

John Linneman

Staff Writer, Digital Foundry

An American living in Germany, John has been gaming and collecting games since the late 80s. His keen eye for and obsession with high frame-rates have earned him the nickname "The Human FRAPS" in some circles. He’s also responsible for the creation of DF Retro.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (6)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami