W Uncharted 4 główny bohater nie jest już tym samym zawadiackim facetem, którego poznaliśmy w poprzednich częściach. Nathan jest znużony pogonią za przygodą i ukrytymi skarbami wielkich piratów. Chce wieść normalne życie u boku swojej partnerki, z dala od świstu kul, wybuchów, morderczych pułapek i innych niebezpieczeństw.

Na szczęście dla nas, życie Nate'a ponownie obraca o 180 stopni, kiedy u progu jego drzwi staje - uznany wiele lat wcześniej za zmarłego - rodzony brat. Szybko tłumaczy powód swego przybycia: chodzi o piracki skarb Henry'ego Avery'ego. Problemem jest jednak czas, ponieważ obiecał działkę ze znaleziska jednemu z przywódców kartelu narkotykowego, który ułatwił mu ucieczkę z więzienia. Gdy bandzior nie dostanie swojej części łupu w wyznaczonym terminie, życie Sama gwałtownie się zakończy.

Nate, mimo oporów, wyrusza ze starym druhem Sullivanem i bratem na nową przygodę. Od tego momentu historia nabiera tempa i powraca na dobrze znane fanom Uncharted tory. Fabuła, choć z początku wydaje się przewidywalna, potem zaoferuje wiele zaskakujących zwrotów i jest na tyle naładowana akcją, że ani przez chwilę nie ma mowy o nudzie.

Jesteśmy rzucani po różnych zakątkach świata. Od słonecznych Włoch, przez upalny Madagaskar czy zimną Szkocję, a to i tak nie wszystko. Scenerie są zróżnicowane nawet w obrębie jednej misji. Szkocja wita pięknymi jesiennymi barwami, by po chwili przenieść nas w ośnieżone góry i wilgotne jaskinie.

Krajobraz ciągle się zmienia. Nie brakuje miejsc znacznie większych i bardziej rozbudowanych niż kiedykolwiek wcześniej w serii. Dość wspomnieć o Madagaskarze, po którym przed długi czas podróżujemy autem.

Zadania, przed którymi stają bohaterowie są w zasadzie kalką tych z poprzednich odsłon. Przechodzimy od miejsca do miejsca, by trafiać na kolejne tropy składające się w większą układankę. Część misji wykonujemy po cichu, skradając się, by pozostać niezauważonym. Inne to powolne eksplorowanie okolicy w celu wyszukania wskazówek przybliżających nas do odnalezienia skarbu.

Nie brakuje też nieskomplikowanych łamigłówek i puzzli, mnóstwa elementów platformowych, a całość okraszona jest solidną dawką strzelania. Wszystko to, za co uwielbiamy Uncharted, powraca w idealnych proporcjach.

Interesująca jest przemiana głównego bohatera. Od znużonego życiem mężczyzny w średnim wieku do Nate'a, jakiego dotąd znaliśmy. Co i rusz, rzuca czerstwe dowcipy (śmieszące tylko jego samego), ryzykuje życiem dla swych bliskich i ma nadzieję na odnalezienie wspaniałego, legendarnego skarbu.

Przez większość zabawy towarzyszy nam Sam. Postać ta przypomina nieco obecność Ellie w The Last of Us. Nie może zginąć, a przeciwnicy sprawiają wrażenie, jakby go w ogóle nie widzieli. Jednak bywa bardzo pomocny. Celnie strzela, zachodzi i rozprasza przeciwników, a gdy ktoś nas złapie, niezwłocznie przybiega z pomocą.

u4recenzjascreen1
Na szczęście Drake nie nabawił się lęku wysokości podczas emerytury

Co najważniejsze, brat nie irytuje i nie wchodzi pod nogi, a spora cześć misji jest skonstruowana tak, że jego pomoc jest wręcz nieodzowna. Wtedy gdy podaje rękę, by wciągnąć nas na skałę czy zrzuca skrzynię, po której możemy wejść na kolejną platformę.

Warto odnotować, że wyraźnie dopracowano sztuczną inteligencję. Wrogowie nie są tak bezmyślni jak w poprzednich odsłonach serii, zdają się sensownie korzystać z osłon i otaczać nas w grupie.

Na normalnym poziomie trudności gra nie jest przesadnie wymagająca. Rozgrywkę zrównoważono z myślą o osobach preferujących eksplorację ponad akcję. Dla największych fanów serii przygotowano wyższe poziomy, w których przeciwnicy nie giną od jednego strzału w głowę. Wtedy rozgrywka rzeczywiście staje się większym wyzwaniem.

Ponownie mamy do dyspozycji cały arsenał śmiercionośnych broni, aczkolwiek najprzyjemniej używa się zwykłego pistoletu oraz kałasznikowa, którymi Nate posługuje się z wrodzoną sprawnością. Odczucia ze strzelania, waga broni i odrzut po strzale są po prostu świetne, stawiając nową produkcję Naughty Dog na równi z najlepszymi strzelankami z widokiem zza pleców bohatera.

u4recenzjascreen2
Cios z powietrza to satysfakcjonujący sposób na powalenie wroga

Patrząc na Uncharted 4 łatwo o zachwyt, bo gra prezentuje się rewelacyjnie. Zdawałoby się, że wyciska pełnię mocy z tego, co oferuje PlayStation 4. Świetnie wyglądają modele postaci, kapitalnie prezentują się scenki filmowe renderowane przy użyciu silnika gry. Ale zachwycają przede wszystkim pieczołowicie przygotowane scenerie.

Nie brakuje miejsc, w których krajobraz zapiera dech w piersi. Podobne wrażenie robią liczne „fajerwerki”, jak wybuchające beczki, promienie słońca przebijające się przez chmury czy błoto oblepiające prowadzonego przez nas jeepa. Trzeba przyznać, że gra wygląda imponująco.

Uncharted 4 bez wątpienia dotrzymuje kroku poprzednikom, będąc znakomitym zwieńczeniem cyklu. Mnóstwo akcji, nieprawdopodobna przygoda, a do tego humor i efektowna oprawa audiowizualna, stojąca na najwyższym poziomie - wszystko, co najlepsze w Uncharted znajdziemy w czwartej odsłonie. To kawał świetnej gry.

9 /10

Reklama