Hyper Light Drifter - Recenzja

Fascynujące piksele.

Cudowna oprawa, wymagająca rozgrywka i odrobina frustracji. Gra jest świetna, ale trzydzieści klatek na sekundę rodzi pewne problemy.

Hyper Light Drifter to fascynujące połączenie klasycznej formuły The Legend of Zelda - konkretnie A Link to the Past - tajemniczej atmosfery i niewybaczającego błędów systemu walki.

Twórcy w ogóle nie prowadzą nas za rękę, wszystkiego należy domyślać się samemu. Aspekt ten jest nawet bardziej rozwinięty niż w cyklu Souls, który znany jest z tego, że nie tłumaczy zbyt wiele. Tutaj nie mamy nawet opisów przedmiotów czy prostych dialogów, co utrudnia sprawę - i niekoniecznie należy uznać to za zaletę.

Samodzielne odkrywanie wszystkiego może sprawiać przyjemność i satysfakcję, ale pierwsze chwile w grze mogą być nieco irytujące, kiedy nie wiemy nawet jak ulepszać broń czy zdobywać nowe talenty.

Cierpliwość jest jednak wynagradzana, a po spędzeniu z Hyper Light Drifter godziny lub dwóch zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy oczarowani specyficznym klimatem, wszechobecną atmosferą tajemnicy i melancholii.

Wcielamy się w tytułowego Driftera (Tułacza) i właściwie możemy tylko domyślać się kim jest nasza postać. Po efektownym wprowadzeniu przedstawiającym katastroficzne wydarzenia i spore kłopoty bohatera, trafiamy do małej wioski, uratowani przez nieznajomego.

Tak zaczyna się przygoda, której jednorazowe ukończenie - bez szukania sekretów i zacinania się przez dłuższy czas w miejscu - zajmuje około dziesięciu godzin. Nasz cel jest bardzo ogólny i nie przedstawiony wprost. W wiosce widzimy na ziemi wzór, jakby czekający na wypełnienie. Główne zadanie to znalezienie w świecie fragmentów kryształu, które pasują do układanki.

Dotarcie do odłamków nie jest proste, wiele części jest dobrze schowanych i nie trafimy do nich bez dokładnego przeszukiwania każdej lokacji. Staramy się odszukać ukryte przejścia lub znaleźć sposób na dotarcie do pozornie niedostępnych miejsc. Bohatera obserwujemy od góry, a oprawa jest dwuwymiarowa, co czasem utrudnia dostrzeżenie szczegółów.

Najwięcej czasu spędzamy walcząc z różnorodnymi przeciwnikami. Każdy wróg to inny styl ataków, trzeba nauczyć się kolejności ciosów potworów, by idealnie wymierzyć unik i własne kontrataki. Poziom trudności jest wysoki, wymaga od gracza bezbłędnego sterowania bohaterem, cierpliwości i zręczności.

h2
Dobra ropucha to martwa ropucha (o ile jest zmutowana i niebezpieczna)

W boju korzystamy z miecza, pistoletu oraz granatów. Każdy przedmiot ulepszamy w trakcie przygody, możemy też zdobyć inne rodzaje broni. Łączenie walki ostrzem i strzelania jest świetnie zaprojektowane - amunicję regenerujemy uderzając przeciwników lub zniszczalne elementy otoczenia. To sprawia, że podczas potyczki gra zachęca nas do bardziej agresywnego podejścia.

Istotnym problemem okazuje się jednak blokada liczby klatek na sekundę - nie przekroczymy tu wartości 30 FPS. Ta decyzja twórców wydaje się niezrozumiała, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z tytułem stawiającym na szybką, dynamiczną akcję i opierającym się w dużej mierze na refleksie.

Hyper Light Drifter to dobry przykład tego, jak wartość FPS może zmniejszyć przyjemność z rozgrywki. Walka często bywa satysfakcjonująca, ale jednocześnie cały czas zdajemy sobie sprawę, o ile lepsza byłaby przy 60 klatkach.

Wszystkie starcia z bossami są zaprojektowane porządnie, potężny wrogowie wyróżniają się na tle zwykłych oponentów - są też o wiele trudniejsi. Gra nie jest jednak niesprawiedliwa i karze za błędy. Ataki da się ominąć, trzeba tylko odpowiednio wymierzyć unik i rozpocząć uskok w dobrym momencie. Opanowanie tej sztuki do perfekcji wymaga determinacji.

Świat Hyper Light Drifter pełen jest sekretów. Po jednorazowym ukończeniu przygody można powrócić do zabawy w trybie New Game Plus, by odnaleźć nowy ekwipunek, ulepszenia czy nawet opcjonalne walki z niebezpiecznymi potworami. To zdecydowanie produkcja dla tych, którzy lubują się w szukaniu ukrytych elementów i miejsc.

h1
Lokacje są zaprojektowane świetnie, pomagają grze przedstawiać historię świata

Oprawa graficzna - pomimo nieszczęsnej blokady FPS - jest fenomenalna. Heart Machine pokazuje jak powinien wyglądać dobry styl pixel-art. Animacje są zachwycające, kolorystyka perfekcyjna. Walka wygląda świetnie, dzięki czemu z wielką chęcią powtarzamy te same potyczki, jeżeli przy pierwszym podejściu coś pójdzie nie tak.

Hyper Light Drifter to angażująca, tajemnicza przygoda, która wymaga od gracza cierpliwości, ale wynagradza to świetną atmosferą i satysfakcjonującym modelem walki. Do pełni przyjemności zabrakło jednak kolejnych 30 klatek na sekundę. Niektórym tytułom można takie ograniczenia wybaczyć, ale w przypadku dynamicznej i stawiającej na akcję gry, trudno przymknąć oko na takie dziwne rozwiązanie.

8 /10

Reklama

Zasady oceniania gier w Eurogamer.pl

Skocz do komentarzy (4)

Autor

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Senior Editor

Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych. Mateusz zajmuje się przygotowywaniem recenzji, artykułów oraz poradników. Wspiera również dział informacyjny.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (4)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami