Capcom zadbał o podstawy - pojedynki wciągają, walka jest dopracowana i przyjemna. Premierowa wersja gry oferuje jednak za mało zawartości.

Nowe odsłony bijatyk zawsze są w niekomfortowej sytuacji. Nie jest realne, by sequel oferował więcej niż „ostateczna” wersja poprzedniczki. Podobnie jest w przypadku Street Fighter 5, chociaż tytuł ten jest nawet uboższy od największych konkurentów. Na szczęście nadrabia świetną rozgrywką.

Fabuła jest chwilowo niemal nieobecna - na Story Mode z prawdziwego zdarzenia przyjdzie nam poczekać do czerwca. W zamian deweloperzy zaimplementowali krótką serię trzech pojedynków dla każdego wojownika. Poznajemy w ten sposób przeszłość i motywacje bohaterów, dzięki ręcznie rysowanym planszom składającym się na proste scenki.

Ukończenie takiej mini-opowieści dla jednej postaci to kwestia dziesięciu minut. Później pozostaje tryb Przetrwania, gdzie na różnych poziomach trudności musimy zmierzyć się z określoną liczbą wrogów i dotrwać do finału. To przyjemne urozmaicenie i wyzwanie. Między kolejnymi starciami możemy dobierać różne bonusy - na przykład regenerację zdrowia lub wzmocnienie ataku.

Jest też, rzecz jasna, trening. To tutaj spędzimy sporo czasu przygotowując się do sieciowych starć, testując combosy i ciosy specjalne, zapoznając się z możliwościami poszczególnych wojowników. W opcjach możemy także wybrać, by przeciwnik zachowywał się jak podczas zwyczajnej bitwy, co w zasadzie zastępuje nieobecny, tradycyjny Versus z CPU.

Poza tym, nie zabrakło możliwości starcia z towarzyszem siedzącym obok. Sednem są jednak rozgrywki sieciowe, nie da się ukryć. Miłośnicy zmagań z komputerem mogą się zawieść, jeżeli kupią grę w dniu premiery. Najbliższe aktualizacje z dodatkowymi wyzwaniami zaplanowano na marzec.

Nie znajdziemy powodów do narzekań, jeżeli zależy nam głównie na grze online. Sprawdzimy swoje umiejętności w rozgrywkach rankingowych i niezobowiązujących. Wyzwiemy na pojedynek konkretnych użytkowników, obejrzymy powtórki, będziemy zdobywać ligowe punkty - o ile nam na tym zależy.

Capcom zadbał o porządny kod sieciowy. Lagi nie są odczuwalne, zabawa jest komfortowa, o ile ustawimy opcje wyszukiwania przeciwników o stabilnym połączeniu. Na kilkadziesiąt rozegranych walk, w dwóch pojawiły się dziwne problemy i zacinanie. Świetnie, że zastosowano system gry międzyplatformowej, dzięki któremu posiadacze wersji PS4 zmierzą się z wojownikami pecetowymi. Otrzymujemy większą bazę potencjalnych rywali.

Niestety, brak lagów można odnotować wtedy, kiedy uda się znaleźć oponenta. W dniu premiery serwery były kompletnie niestabilne. W momencie publikacji naszej recenzji sytuacja jest już nieco lepsza, choć nadal nie jest idealnie. Oczekiwanie na mecz jest zdecydowanie zbyt długie. To kolejny element, który skłania do prostej rekomendacji - odczekania kilku tygodni przed zakupem gry.

sfd1
Rashid i Laura to dwójka zupełnie nowych wojowników

Model walki jest znakomity. Street Fighter 5 okazuje się nieco bardziej przystępny od poprzedniej odsłony, co zapewne niektórych ucieszy. Zmiany w mechanice sprawiły, że niektóre combosy trochę łatwiej wykonać - chociaż nadal nie osiągniemy wiele bez treningu. Prostsze jest także kontrowanie, co pozytywnie wpływa na dynamikę gry.

Istotne jest wyczucie, refleks i szybkie podejmowanie odpowiednich decyzji. To jest w „piątce” ważniejsze od skomplikowanych serii ataków, choć i dla takich efektownych akcji znalazło się miejsce. Ważne jednak, że nawet korzystając z mniej rozbudowanych zagrań możemy odczuć niemałą satysfakcję z udanych rund, co rzadziej zdarzało się w Street Fighter 4.

Również dodatkowe systemy wpływają na zmniejszenie progu wejścia dla nowicjuszy. To przede wszystkim wzmocnienie V-Trigger, różne dla wszystkich szesnastu wojowników. Możemy je aktywować, gdy zapełni się czerwony pasek V-Gauge. Efektem może być brutalny atak (Vega), zwiększenie liczby ciosów (Chun Li), czy też prędkości i działania niektórych ciosów (Cammy).

V-Gauge zapełniamy otrzymując obrażenia i używając ruchów V-Skill, czyli kolejnych akcji innych dla każdego bohatera, uruchamianych w prosty sposób. Część paska Gauge możemy też zużyć na specjalną kontrę zwaną V-Reversal w stylu Alpha Counter ze starszych odsłon cyklu.

Wszystko to sprawia, że wojownicy stali się jeszcze bardziej charakterystyczni i różnorodni, co jest jedną z większych zalet gry. Nawet Ken i Ryu, których styl walki zawsze był zbliżony, oferują teraz naprawdę odmienne strategie, chociaż nie obyło się bez tradycyjnych podobieństw w stylu pocisków Hadoken.

sdf
Historie postaci to wprowadzenie do pełnoprawnego trybu fabularnego, który otrzymamy w czerwcu

Premierowy zestaw postaci jest dobrze wyważony, każdy znajdzie kogoś, kto dopasuje się do jego upodobań. Nowi bohaterowie są zaprojektowani z pomysłem. Szczególnie interesujący okazuje się F.A.N.G., jednocześnie powolny i zwinny, wzmacniający ataki trucizną.

Wersja PC działa sprawnie, czasem tylko - rzadko, raz na kilkanaście pojedynków - zdarzały się nagłe spadki płynności. Niestety, zwolennicy grania na klawiaturze z bólem przyjmą zapewne wiadomość, że twórcy nie umożliwili przypisania funkcji dowolnym klawiszom. To zupełnie niezrozumiała decyzja, która potrafi uczynić grę po prostu niewygodną.

Street Fighter 5 oferuje świetną, dopracowaną i satysfakcjonującą rozgrywkę - to najważniejsze. Szkoda, że Capcom nie wykorzystał testów beta na odpowiednie przygotowanie serwerów. Ponadto, miłośnicy trybów dla jednego gracza mogą się rozczarować, gdyż muszą poczekać na więcej godnej uwagi zawartości. Plus jest taki, że otrzymamy ją za darmo.

7 /10

Reklama

O autorze

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Redakcja Eurogamer.pl

Mateusz dołączył do zespołu w 2013 roku. Jest z-cą redaktora naczelnego, opiekuje się naszym kanałem YouTube, przygotowuje artykuły i recenzje, a czasami także poradniki. Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych.

Więcej artykułów od Mateusz Zdanowicz

Komentarze (11)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały