Nieciekawa kooperacja w Homefront: The Revolution

Wrażenia z testów beta.

Historia produkcji drugiego Homefronta pokrywa się z burzliwym upadkiem firmy THQ. Projekt kilkakrotnie zmieniał właścicieli, a każdy z nich modyfikował nieco wizję gry na własną modłę. Zaprezentowany w becie fragment rozgrywki odzwierciedla to na każdym kroku. Rany i blizny szarpanego kodu widać gołym okiem.

Homefront: The Revolution kontynuuje opowieść o koreańskiej okupacji Stanów Zjednoczonych. Dwa lata po wydarzeniach z pierwszej części ruch oporu rozpoczyna operacje w Filadelfii - centrum dowodzenia reżimu.

Tryb dla wielu graczy oferuje wyłącznie zadania kooperacyjne, gdzie rewolucjoniści wykonują misje mające na celu osłabienie działań armii agresora. W becie otrzymaliśmy dostęp do trzech z nich.

Wspieramy konwój opancerzonych pojazdów, później ofensywę i ewakuację opozycjonistów z dzielnicy mieszkalnej bądź też hakujemy wieże komunikacyjne i eliminujemy kluczowych żołnierzy wrogiej armii.

Cały czas unikamy otwartego konfliktu z powodu zaawansowania technologicznego przeciwnika. Opancerzone wozy, latające drony, żołnierze w pancerzach ochronnych, dzierżący nowoczesne bronie, stanowią spore wyzwanie dla ruchu oporu wyposażonego w domowej roboty bomby i stare karabiny.

Cele misji są stosunkowo proste i zrozumiałe. Na niskim poziomie trudności przeciwnicy nie zadają dużych obrażeń, ale wyższy to już większe wyzwanie, gdzie bez unikania patroli i alarmów bywa ciężko.

Sztuczna inteligencja nie zachwyca. Okupanci biegną często prosto na nas, nie wykorzystują osłon, samochodami wjeżdżają w najbliższy graczom punkt, nieraz zawieszając pojazd na teksturach innych obiektów.

Nasz bohater zdobywa pieniądze i doświadczenie, za które kupujemy broń, pancerz oraz umiejętności. Talenty przyspieszają poszczególne akcje: leczenie rannych kompanów, zmianę broni czy konstruowanie koktajli Mołotowa.

W skład podstawowego ekwipunku wchodzi karabin szturmowy, strzelba, snajperka bez lunety i przyboczny pistolet. Z czasem kupujemy akcesoria ulepszające oraz bardziej nowoczesne pukawki.

Dobór zaawansowanego wyposażenia zależy od szczęścia. Nie ma możliwości zakupu interesującego elementu, a jedynie wykupienie skrzyni, zawierającej losowe przedmioty. Trudno zatem mówić o kreowaniu specjalizacji poszczególnych graczy na dalszych etapach, kiedy zamiast upragnionej snajperki w skrzyni znajdujemy strzelbę.

daa
Modyfikacja broni przypomina - wizualnie - system z Crysis

Beta boryka się z wieloma błędami w każdym możliwym zakresie. To bez wątpienia test techniczny, a nie prezentacja finałowego produktu, gdyż na każdym kroku napotykamy niedopracowanie.

System matchmakingu jest kompletnie niestabilny. Gracze dołączają i są wyrzucani znienacka, wyszukiwanie drużyny czasem zajmuje kilka minut. Niestabilność serwerów owocuje odczuwalnymi lagami.

Tryb multiplayer ma trudności z utrzymaniem płynnej liczby klatek, bardzo często obraz skacze, synchronizacja pionowa „szarpie”, a efekty świetlne w nocy pogarszają sytuację do tego stopnia, że nie da się grać.

Homefront: the Revolution nie zachwyca pod kątem grafiki, a nałożone filtry maskują cały obraz do tego stopnia, że przeciwnicy zlewają się z otoczeniem. Bronie i modele postaci wydają się archaiczne, animacje nie imponują, a wielu brakuje - po wskrzeszeniu leżący gracz nie podnosi się, a magicznie przechodzi do pozycji stojącej.

Poruszanie się po mieście również wymaga dopracowania. Błędy interakcji sprawiają, że kilkakrotnie ponawiamy ruch, by wspiąć się na dach, nie wspominając już, że drabiny są dekoracjami i nie da się po nich wejść na wyższy poziom.

ad
Nie ma dobrej partyzantki bez kuszy

W jednej z misji wsiadamy na motocykle, by dotrzeć do odległego celu. Model jazdy jest kompletnie nienaturalny i trudny do opanowania. Jednoślad wybija się na małej górce jak gdyby nie posiadał wagi, skręca bez uwagi na przyczepność. Przy animacji zsiadania możemy napotkać niespodziankę w postaci zatonięcia w teksturach podłogi.

Na chwilę obecną tryb ruchu oporu jest na tyle niedopracowany, że trudno czerpać z niego jakąkolwiek przyjemność. Twórcy tłumaczą, że zaprezentowany materiał to „stary build”, jednak dlaczego udostępniać niestabilny fragment publicznej ocenie?

Do premiery pozostało jeszcze kilka miesięcy, ale już na chwilę obecną można zauważyć, że tryb kooperacji nie będzie oferował nic innowacyjnego i interesującego dla współczesnego gracza. Pozostaje mieć nadzieję, że kampania zaskoczy pozytywnie.

Reklama

Skocz do komentarzy (0)

O autorze

Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Recenzent

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (0)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami