Battlefront: stylistyczne Gwiezdne Wojny, a w sercu Battlefield

Wrażenia z wersji beta. Jest też nowy gameplay z planety Sullust.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, gdy Szturmowcy i Rebelianci biegają we wszystkie strony na pustkowiu mapy Sullust, to imponująca dyrekcja artystyczna. Widzieliśmyy nową mapę, włączoną na PC w maksymalnych ustawieniach, ale wrażenie robią nie tylko czarne, kamienne korytarze czy szczątki statków kosmicznych. Ważny jest także styl - w jaki sposób studio DICE zdołało wprowadzić małe i większe szczegóły, by odróżnić Star Wars: Battlefront od serii Battlefield.

Oprawa wizualna to wyraźny triumf deweloperów, co widać było podczas ostatniego pokazu w Sztokholmie, gdzie umożliwiono rozgrywkę na trzech mapach: Tatooine, Hoth oraz właśnie na Sullust. Wielki wysiłek włożono w odtworzenie materiałów źródłowych dostarczonych przez studio Lucasfilm, a każdy projekt lokacji, pojazd i wszystko pomiędzy wywołuje poczucie nostalgii, choćby krótkimi filmami wprowadzającymi. Nie brakuje żadnego ważnego elementu, z charakterystycznymi dźwiękami rykoszetujących pocisków włącznie.

Jest więc całkiem autentycznie, ale trzeba przyznać, że mechanika rozgrywki nie została zaadaptowana równie udanie. Nawet na tej mniejszej, 16-osobowej mapie przejmowanie punktów (kapsuł ratowniczych) szybko zamienia się w dobrze znaną rotację: bieg, strzelanie, śmierć, respawn. Na Sullust brakuje pojazdów, ale podobny jest ogólny rytm, tak bliski fanom Battlefielda. Klasyczny motyw Johna Williamsa i świat z Luke'em, Leią i Hanem budują iluzję Star Wars, ale sama rozgrywka wyraźnie pokazuje swoje korzenie. Mamy do czynienia ze strzelanką z rodowodem nie tylko uniwersum Gwiezdnych Wojen, ale także studia DICE, choć być może sama zabawa nie potrzebuje zbyt wielu zmian, by pasować do tego świata.

1
Sullust to mniejsza mapa, z labiryntami kamiennych tuneli i resztkami kapsuł ratowniczych

Jedną z nowości są bronie i umiejętności. W wersji beta zaczynamy z czterema modelami, z inną celnością i zasięgiem. Blaster A280C strzela powoli kolorowymi laserami, a wyrzutnia rakiet to jednorazowa „znajdźka”, do odszukania na mapie. Nie ma też opcji modyfikowania wyposażenia pomiędzy meczami. Być może celem jest przyciągnięcie osób preferujących szybszą zabawę - brakuje lunet, celowników latarek i innych gadżetów.

Ofensywne opcje są przez to w pewien sposób ograniczone, co nadrabiamy jednak za pomocą umiejętności - w postaci odblokowywanych kart. Każda ranga postaci oferuje kolejną opcję, od plecaków odrzutowych, przez przenośne tarcze energetyczne, na karabinie snajperskim kończąc. Po każdym zastosowaniu karta musi się ponownie „naładować”, a jednocześnie do klawiszy 1-4 przypiszemy cztery talenty tego typu. W ten sposób rekompensowany jest brak dodatków do broni, choć ciekawsze moce czekają na znalezienie na mapie.

Najlepiej pokazuje to druga z prezentowanych map, czyli znana z targów E3 potyczka w trybie Atak AT-AT dla 40 osób. Bitwa jest chaotyczna, z przeskakiwaniem pomiędzy stopami robotów kroczących i kolejnymi szturmami odradzających się graczy. Widać tutaj doświadczenie DICE w tworzeniu większych lokacji, tak samo jak w kanionach na Tatooine, gdzie rywalizujemy z kolejnymi falami botów (samotnie lub w kooperacji). Różnica jest jednak wyraźna: zamiast wskakiwać na pokład pojazdu, musimy go „znaleźć” i aktywować za pomocą „znajdźki”.

2
Znajdźki znajdują się w losowych miejscach, pozwalając na przykład wcielić się w legendarne postacie

Po znalezieniu takiego „kuponu” mamy określony czas na jego wykorzystanie. Następuje krótkie zaciemnienie ekranu i już znajdujemy się za sterami X-Winga i AT-ST lub w ciele Luke'a Skywalkera czy Dartha Vadera. W ten sposób udaje się utrzymać balans pomiędzy potyczkami na ziemi i w powietrzu, a teoretycznie wyrównać także samą rywalizację i zapobiec dominacji jednej ze stron. W naszym przypadku gracze często całkowicie rezygnowali jednak z pojazdów, biegnąc prosto w stronę najgorętszych punktów na mapie.

Bardziej interesująca jest możliwość wcielenia się w herosów. Gracze znajdujący odpowiedni kupon mogą liczyć na szereg bonusów: unikatowy arsenał, specjalne ataki oraz pulę punktów życia odnawiającą się wraz z każdym kolejnym pokonanym wrogiem. Pojedynek dwóch klasycznych postaci w centrum mapy to szczególny moment dla każdego fana. Później jest już nieco gorzej - pokonany bohater pada na jedno kolano, medytuje przez chwilę, po czym nagle znika. To wyjątkowo rażące zejście ze sceny, wyraźnie odcinające się od ogólnego nastroju produkcji.

Poza tym pomysły DICE wypadają zachęcająco. Nie wiemy jeszcze, jak sprawdzą się najpotężniejsze moce, ale deweloperzy ze Szwecji na pewno przygotowują najbardziej autentyczną produkcję w świecie Star Wars w historii marki, z miłością do materiału źródłowego widoczną na każdym kroku. Miejmy nadzieję, że ten standard uda się podtrzymać w pozostałych trybach i mapach, niedostępnych podczas testów.

Pomimo licznych podobieństw do serii Battlefield, nowa gra to nadał udane połączenie silnika i uniwersum. Studio DICE tworzące strzelankę w świecie Star Wars brzmi wspaniale na papierze, a w praktyce jest na razie równie dobrze - bazując na testach wersji beta. Zagadką pozostaje, czy ostateczne wydanie zdoła przykuć uwagę na dłużej. Jeśli wystarczy zawartości, a podstawowa rozgrywka będzie odpowiednio mocna, to fani Gwiezdnych Wojen otrzymają strzelankę, o jakiej zawsze marzyli.

Otwarte testy beta Star Wars: Battlefront rozpoczną się 8 października i potrwają do 12 października. Pełna wersja ukaże się 19 listopada na PC, PlayStation 4 i Xbox One.

Reklama

Skocz do komentarzy (12)

Autor

Thomas Morgan

Thomas Morgan

Senior Staff Writer, Digital Foundry  |  cataferal

32-bit era nostalgic and gadget enthusiast Tom has been writing for Eurogamer and Digital Foundry since 2011. His favourite games include Gitaroo Man, F-Zero GX and StarCraft 2.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (12)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami