Nieciekawa i monotonna opowieść, powtarzalna i zbyt minimalistyczna rozgrywka oraz zero emocji.

Sunset próbuje ukazać koszmar wojny z perspektywy cywila - sprzątaczki pracującej w apartamencie w centrum otoczonego konfliktem miasta. Podczas zamiatania, odkurzania i wykonywania innych obowiązków, poznajemy historię fikcyjnego kraju i zmian, jakie w nim zachodzą. Opowieść z pozoru interesująca, wlecze się w nieskończoność i jest zwyczajnie nudna.

Akcję gry osadzono w latach siedemdziesiątych poprzedniego stulecia, gdzieś w Ameryce Środkowej. Angela, której oczami oglądamy przedstawiony świat, przenosi się tutaj po ukończeniu studiów w Stanach, choć słuchając jej akcentu, nieco trudno w to uwierzyć. To pierwszy z wielu elementów przeszkadzających w pełnym zaangażowaniu.

Każdy dzień pracy zaczynamy od przejażdżki windą na szczyt wieżowca. Po drodze bohaterka przedstawia nam bieżące wydarzenia, mamy też chwilę na zapoznanie się z listą zadań. Zazwyczaj są to proste zajęcia - rozpakowanie paczek, posprzątanie określonej części domu czy uporządkowanie ubrań lub poczty.

Na wykonanie wszystkiego mamy godzinę w świecie gry, przekładającą się na trzydzieści minut czasu rzeczywistego. Rzadko jednak zdarza się, byśmy faktycznie krzątali się w apartamencie tak długo - podczas pracy zegar przyspiesza, przez co od wejścia do wyjścia z mieszkania mija zaledwie parę minut.

Gra nie zmusza do ręcznego zamiatania, mycia okien czy składania ubrań. Po kliknięciu w odpowiednim miejscu wszystko dzieje się automatycznie. Rzadko zdarza się, że nie zdążymy z obowiązkami, a nawet jeżeli dojdzie do wpadki, nie ponosimy żadnych konsekwencji.

Zaledwie niewielka część otoczenia jest interaktywna. Poza elementami, które mamy sprzątnąć albo przenieść, większa część wyposażenia mieszkania to martwe, bezużyteczne zbitki pikseli. Gdzieś między nimi rozrzucono co prawda znajdźki , książki i płyty należące do gospodarza, jednak nie są one zbyt ciekawe i nie mają większego znaczenia w kontekście fabuły.

Twórcy solidnie ograniczają także naszą swobodę. Każdego dnia otwartych jest tylko kilka pomieszczeń, do pozostałych nie mamy w ogóle dostępu. Buduje to wrażenie, że jesteśmy biernymi uczestnikiem opowieści - nasza rola ogranicza się do klikania na odpowiednie przedmioty, reszta dzieje się sama. Trudno wyzbyć się poczucia, że w wykreowanej przez Tale of Tales historii nie ma miejsca dla gracza.

Niewielka liczba wyborów sprawia, że przez większość czasu jesteśmy odpowiedzialni tylko za nieznaczne zmiany w wystroju wnętrza. Ponadto, słabo uzasadnione westchnienia Angeli do nieobecnego i nieprzystępnego właściciela apartamentu powodują, że trudno wczuć się w rolę i polubić bohaterkę.

s1
Pusto, nieciekawie, ale przynajmniej spokojnie.

Także oprawa audiowizualna, choć pod wieloma względami poprawna, nie zachwyca. Dziwny styl oświetlenia sprawia, że elementy wyposażenia apartamentu często zlewają się w jedno. Znalezienie niektórych przedmiotów jest sporym wyzwaniem. Poza okładkami książek i płyt nie znajdziemy w Sunset nic bogatego w szczegóły.

Produkcję Tale of Tales trudno nazwać grą - gdyby wyeliminować chodzenie i sporadyczne klikanie, niewiele by się zmieniło. Nudna, rozwleczona historia, kiepsko zagrana główna bohaterka i mało wciągająca rozgrywka czynią z Sunset tytuł, który lepiej omijać.

3 /10

Reklama

Komentarze (4)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały