Atlas Mugged potwierdza, że od każdego odcinka Tales from the Borderlands możemy oczekiwać świetnej zabawy.

Długo musieliśmy czekać na drugi odcinek Tales from the Borderlands, co tylko utwierdza w przekonaniu, że produkcje od Telltale najlepiej nabywać wtedy, gdy dostępne są już w całości. Pomijając jednak rozczarowanie kilkumiesięczną przerwą - nowy epizod utrzymuje wysoki poziom wyznaczony przez pierwszy rozdział opowieści.

Zabawna przygoda rozkręca się. Cel jest już bardziej określony, ale wciąż pojawiają się ciekawe wątki, a interakcje pomiędzy postaciami przedstawiono bezbłędnie.

Nasza czteroosobowa wesoła kompania postanawia odnaleźć tajną placówkę firmy Atlas, mając nadzieję, że znajdą na miejscu coś wyjątkowo cennego. Oczywiście nie wszystko idzie po myśli bohaterów i dosyć szybko zostają rozdzieleni.

tb
Ależ to była impreza...

Rhys i Vaughn mają drobne problemy z szefem korporacji Hyperion, który postanawia osobiście odwiedzić Pandorę. Relację między przyjaciółmi urozmaica obecność Handsome Jacka w formie hologramu. Złoczyńcę z Borderlands 2 widzi wyłącznie Rhys.

Jack, podobnie jak gracze, nie do końca wie, co tak naprawdę robi na Pandorze. Teoretycznie jest martwy. Możemy się więc domyślać, że to sztuczna inteligencja, która trafiła do oprogramowania Rhysa w pierwszym odcinku. Mamy więc do czynienia z ciekawym wątkiem, który zaczyna odgrywać ważną rolę w całej opowieści.

Część z Fioną i Sashą to idealny balans spokojniejszych i bardziej dynamicznych fragmentów. Siostry trafiają do rodzinnego miasta, gdzie spotykają znajome ze strzelanek studia Gearbox postacie. Jedna z nich - Athena - na pewno powróci w przyszłości, by zaszkodzić bohaterom. W drugim epizodzie znajduje się jednak w dosyć specyficznym i zabawnym położeniu.

Twórcom udało się zachować odpowiednie tempo w całym odcinku. Żaden fragment nie jest zbyt długi czy za krótki. Dwie godziny mijają więc płynnie i przyjemnie.

Humor nie stracił na jakości i wciąż bawi. Mamy nawet więcej dialogów i sytuacji, które wywołują uśmiech na twarzy. To spora zasługa świetnej chemii między wszystkimi postaciami. Ponadto, komediowa otoczka sprawia, że absurdalne sytuacje w ogóle nie przeszkadzają i idealnie pasują do całości.

Powraca też aspekt wyborów - tym razem jeden jest nawet ciekawszy i bardziej znaczący niż jakakolwiek decyzja z poprzedniego rozdziału. W pewnym momencie możemy wybrać, do jakiej lokacji udadzą się Rhys i Vaughn.

W zależności od miejsca docelowego otrzymujemy zestawy zupełnie innych scen, a nie tylko parę zmienionych dialogów. Udając się w jedno miejsce, nie możemy już później trafić do drugiego - chyba że zagramy od początku. Wszystko oczywiście prowadzi do tego samego finału, ale mimo wszystko mamy poczucie, że przynajmniej jedna decyzja zmieniła część przygody.

Atlas Mugged potwierdza, że spokojnie możemy oczekiwać świetnej zabawy od każdego odcinka Tales from the Borderlands. Scenarzyści nie wykorzystali wszystkich ciekawych pomysłów w pierwszym epizodzie. Gra nie przestaje więc bawić i intrygować.

8 /10

Reklama

Komentarze (0)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały

Najnowsze

Skasowana gra Star Wars od Visceral Games przypominała Uncharted

Twierdzi scenarzysta „Łotr 1”, który widział projekt.

ArtykułDays Gone - premiera i najważniejsze informacje

Gameplay, fabuła, świat. Wszystko, co wiemy.

Mad Box - kontroler do konsoli na grafikach koncepcyjnych

Panel dotykowy, podpowiedzi podczas gry i podświetlenie.

Windows 10 w miesięcznej subskrypcji? Szef Microsoftu o planach koncernu

Abonament nie tylko dla firm, ale też użytkowników.

Reklama