Adnotacja: Niniejsza recenzja nie zawiera znaczących spoilerów dotyczących fabuły opisywanego epizodu, a jedynie jej zarys. Zawiera jednak istotne informacje o fabule poprzedniego odcinka. Tekst nie powinien być również czytany przez osoby nie mające kontaktu z serialem lub odpowiadającymi jego fabule tomami powieści.

„Tacy ludzie jak oni, zawsze pozostają bezkarni” - mowa o złych ludziach, o mordercach i o zdrajcach, którzy nie mają skrupułów w drodze do utrzymania władzy i zdobycia jeszcze większych wpływów oraz pieniędzy. Drugi epizod Gry o Tron, zatytułowany The Lost Lords, bezsprzecznie utrzymuje świetną formę pierwowzoru.

Jesteśmy mądrzejsi o wydarzenia z pierwszego odcinka. Dom Forresterów stoi na skraju upadku, a młodziutki Ethan nie żyje. Rodzina jest zdruzgotana i w zasadzie bezsilna. Czy jest jakiś promyk nadziei?

1
Bal przebierańców

Zaczynamy od bliższego poznania kolejnego Forrestera - Ashera. To drugi z synów zabitego przy Bliźniakach Lorda Gregora. Młodzieńca napotykamy w zaskakujących okolicznościach, a twórcy kolejny raz nie szczędzą nam scen akcji i walki. To oczywiście proste sekwencje przycisków, ale dynamizm i sposób reżyserii wypada bardzo dobrze.

The Lost Lords jeszcze bardziej przypomina konstrukcją serial. Akcja co i rusz przenosi się z jednego miejsca na drugie. Gared dociera do Muru, gdzie w tym czasie przebywa oczywiście Jon Snow; Mira ciągle chce pomóc rodzinie, plącząc się w intrygach Królewskiej Przystani. Pozostajemy też cały czas obecni w twierdzi Ironrath.

2
Acher prawie jak Usher

Scenarzyści świetnie rozkładają napięcie, a niemal każda scena ma tutaj swoje uzasadnienie i sens. Choć nie można już mieć złudzeń, że nasze drobne porażki w dialogach czy nawet niektóre z kluczowych decyzji mają jakiś gigantyczny wpływ na ciągnącą się opowieść, przestajemy zwracać na to uwagę.

Siłą tego interaktywnego przeżycia jest możliwość zakończenia sceny zdaniem, które chcielibyśmy, aby aktor wypowiedział na ekranie albo wyborem zachowania, które byłoby bliższe nam - widzom - niż skrupulatnie zaplanowane przez twórców tradycyjnego serialu telewizyjnego.

To poczucie budowania własnej wersji scenariusza - a może lepiej byłoby powiedzieć jednej z wersji scenariusza - jest chyba największą zaletą Gry o Tron studia Telltale Games.

Największym problemem jest oprawa wizualna, która coraz bardziej ogranicza artystyczną wizję projektantów i chyba nigdy nie będzie wolna od zacięć i zgrzytów. Są tu piękne widoki i ładnie wykonane miejsca akcji, ale czuć w powietrzu, że technologia nie idzie w parze z kreatywnością autorów scenariusza i reżyserią.

Już pierwszy odcinek Gry o Tron pozytywnie mnie zaskoczył; tymczasem The Lost Lords wciągnął na dobre. Kawałek świetnej zabawy i porządnej, rzemieślniczej roboty. Trzymam kciuki za Forresterów i nie mogę się doczekać kolejnego epizodu.

9 /10

Reklama

O autorze

Zbigniew Jankowski

Zbigniew Jankowski

Redakcja Eurogamer.pl

Od prawie 20 lat związany z mediami internetowymi o grach, a w międzyczasie także prasą regionalną. W latach 2012-2017 redaktor naczelny Eurogamer.pl.