Rok nowej generacji

Jak PlayStation 4 i Xbox One radzą sobie na rynku.

Dla PlayStation 4 i Xbox One pierwszy rok po oficjalnym debiucie był niczym zimowe rozgrzewanie dieslowskiego silnika w starym, dobrym mercedesie. Po odpaleniu trzeba było co najmniej dziesięciu minut, by motor się rozgrzał, przestał mocno „klekotać” i nabrał odpowiednich obrotów - dopiero wtedy zaczynała się jazda.

Nie inaczej jest z nowymi konsolami - potrzeba jeszcze odrobinę cierpliwości, by zaczęły pokazywać to, co mają najlepszego do zaoferowania. Świetne, wciągające i znakomite gry, ale droga nie będzie już usłana różami.

Gdy dokładnie rok temu z rozmachem debiutowało w Polsce PlayStation 4 trudno było powstrzymać się od euforii. Miłośnicy działalności Sony na rynku gier wideo otrzymali zgrabny, fajnie wyglądający sprzęt, o dużych możliwościach technicznych.

Na kolana nie powalała lista startowa tytułów. Killzone był wizualną epopeją, świetną strzelanką, ale twórcy nie podjęli ryzyka stworzenia czegoś więcej i nie wykorzystali całego potencjału; Knack mógł bez wątpienia podobać się młodszym, jednak dalsza część zabawy była zbyt monotonna i zamieniała się w czystą rozwałkę. Całość uzupełniał znakomity Resogun - trudno jednak pasjonującą grę niezależną stawiać obok tytułów wysokobudżetowych.

Nowy Killzone zachwycał oprawą audiowizualną - skąpana w deszczu, vektańska metropolia odległej przyszłości stanowiła klasyczne otwarcie mocnego science-fiction

Tymczasem Xbox One nawet oficjalnie nie pojawił się w tamtym roku w Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach. Fani sprzętu Microsoftu musieli zadowolić się importem i ograniczonym działaniem konsoli. Lista startowa również nie imponowała. Sztandarowy produkt, Ryse: Sone of Rome, stał się - jak to trafnie określił jeden z krytyków - odbiciem upadającego Rzymu, zwyczajnie „pustą dekadencją”. Zaledwie poprawnie prezentował się Dead Rising 3 czy Forza Motorsport 5.

„Nie inaczej jest z nowymi konsolami - potrzeba jeszcze odrobinę cierpliwości, by zaczęły pokazywać to, co mają najlepszego do zaoferowania.”

Ostatecznie sytuację ratowali pozostali wydawcy. Call of Duty: Ghosts tkwił co prawda jeszcze mocno w starej generacji, ale już Battlefield 4 - mimo wszelkich, całkiem słusznych zresztą zarzutów - wciąż potrafił (i potrafi) zapewnić dużo dobrej zabawy. Wisienką na torcie miał być Watch Dogs - „prawdziwa gra nowej generacji”. Tytuł Ubisoftu przesunięto jednak na wiosnę. W sposób zaskakujący to Assassin's Creed 4: Black Flag, ze swoim pirackim nalotem i sprawdzonymi schematami, stał się chyba główną gwiazdą ubiegłej jesieni. Obok GTA 5 - wielkiego zwieńczenia „starej generacji”.

Sprawy szybko ułożyły się po myśli Sony. Firma doskonale pozycjonowała konsolę pod graczy. Znakomity marketing, świetne public relations, dobrze przemyślana współpraca z mediami, otwarte podejście menedżerów do wypowiedzi w wywiadach - w każdym obszarze japoński wydawca zdawał się działać w sposób niezwykle przemyślany i profesjonalny. Wszystko to przynosiło efekty, zarówno przed premierą konsoli (pamiętne konferencje), jak i długo po premierze.

Jedno z większych zaskoczeń tegorocznego E3 - Rise of the Tomb Raider ukaże się tylko na Xbox One

Microsoft miało pod górkę. Po problemach z komunikacją z rynkiem na konferencjach i konieczności szybkiego wycofania się z pierwotnych planów strategicznych, co do funkcjonowania Xbox One (pomijając kwestię, czy ówczesna krytyka była słuszna czy może na wyrost), producent Windowsa potrzebował więcej czasu, by odbudować zaufanie graczy i nabrać właściwego tempa w pozyskiwaniu nowych klientów.

Wydaje się, że Xbox One najgorsze ma za sobą. Wraz z premierą konsoli w Polsce i innych krajach świata, pojawia się bardzo dobrze przyjęty Sunset Ovedrive - nieskrępowana, szalona zabawa, ze świetną oprawą graficzną. Ukazuje się kompilacja wszystkich części Halo. Wydanie niemal perfekcyjne, gdyby nie problemy z trybem multiplayer. Parę miesięcy temu dowiadujemy się także, że Rise of the Tomb Raider będzie tytułem na wyłączność Xbox One.

Tymczasem Sony nieoczekiwanie popełnia pierwszy błąd. Przeniesiona z ubiegłego roku premiera DriveClub kończy się sporymi problemami technicznymi. Podczas przedpremierowych testów nic nie wskazywało na tego rodzaju kłopoty, ale w ogólnym rozrachunku gracze mają na co narzekać.

Destiny to pierwsza, prawdziwie next-genowa gra. Ukazała się wyłącznie na konsole i osiągnęła ogromny sukces komercyjny.

Destiny, przy zdumiewającej niechęci do gry u wielu osób, okazało się prawdziwą grą nowej generacji - także dlatego, że tytuł Bungie nie ukazał się na PC. Pozwoliło to spojrzeć na nowe konsole z perspektywy autentycznych, dedykowanych maszyn do grania - posiadających w pewnym zakresie bibliotekę gier niespotykaną na innych platformach. Przy tym wszystkim Destiny to znakomita, pasjonująca i wciągająca strzelanka - z olśniewającą oprawą wizualną i kapitalnym klimatem.

Prawdziwym zwycięzcą w przypadku Destiny ponownie okazało się jednak PlayStation 4, które posiadało wyłączność na działania marketingowe związane z grą i świetnie tę szansę wykorzystało. Ta praktyka jest widoczna coraz częściej. Wiele materiałów reklamowych gier, które trafiają na obie konsole, oznaczone są logo tylko jednej z nich - wynik agresywnej walki o każdego klienta, toczącej się obecnie w każdym niemal aspekcie.

A jest o co walczyć. Wbrew wszystkiemu, ludzie wciąż chcą i kupują nowe konsole. Wedle ostatnich danych, PlayStation 4 nabyło już ponad 13,5 mln osób na całym świecie.

- Wynik przekroczył nasze wyobrażenia i jesteśmy bardzo szczęśliwi. Niemniej, osobiście jestem troszkę poruszony, ponieważ nie rozumiemy do końca, co się dzieje - mówił kilka miesięcy temu w rozmowie z Eurogamerem, Shuhei Yoshida. - Tymczasem wyniki przeciwstawiają się standardowemu myśleniu. Wiele osób sądziło, że sprzęt dedykowany grom wideo nie będzie potrzebny w przyszłości, ale sporo ludzi nadal jest podekscytowanych.

Tymczasem Microsft wysłał do sklepów 10 mln egzemplarzy swojej konsoli. Ile dokładnie się sprzedało, nie wiadomo, ale zapewne jest to ładnych kilka milionów sztuk. Rynek szybko więc syci się konsolami, ale czy jest w co na nich pograć? Czy obok fajnych, małych, niezależnych tytułów - a parę z nich zapowiada się rewelacyjnie - możemy oczekiwać większej liczby gier wysokobudżetowych?

- Duże gry są dobre dla branży. Jeśli w dłuższej perspektywie możemy uczynić gry jeszcze większymi, to jest to zdrowe - wyjaśniał z kolei Phil Spencer, szef działu Xbox w Microsofcie.

Wiedźmin 3 to obecnie jedna z najbardziej oczekiwanych premier na nowe konsole - gra polskiego CD Projektu jest na ustach całego świata

Bez wątpienia nadchodzący rok będzie musiał udowodnić posiadaczom obu konsol, że nie mylili się kupując dany sprzęt. Mamy więc w styczniu polskie Dying Light, a w lutym gorąco oczekiwanego Wiedźmina 3. W tym samym czasie pojawi się exclusive na PS4 - The Order 1886, a w miesiąc później gratka dla fanów serii Souls - gra Bloodborne, także na konsolę Sony. Wspominany Rise of the Tomb Raider pojawi się na Xbox One w okresie kolejnych świąt, a Halo 5 już wkrótce wystartuje z betą dla posiadaczy Halo: The Master Chief Collection.

To prawda, że grafika, rozdzielczość i liczba klatek na sekundę stały się tematem przewodnim pierwszego roku obecności PS4 i Xbox One na rynku, a wysokobudżetowe tytuły potrafią zaskoczyć liczbą błędów (w znacznie mniejszym stopniu dotyczą one konsol, większym - wersji PC).

Rozmowy o pikselach to naturalna kolej rzeczy. Mnie one nie ekscytują, lecz jestem pewny, że gracze mają prawo oczekiwać najwyższej jakości - dlatego dyskusje bywają burzliwe, ale i one miną, wraz z kolejnymi grami. Grami, które powstaną już po całkowitym zapoznaniu się deweloperów z technologią, z jej ograniczeniami i możliwościami. Gdy usprawnią się procesy, twórcy będą mogli bardziej skupić się na samych grach - tak było za każdym razem.

Niewiele jeszcze wiemy o drugiej połowie 2015 roku, ale można chyba liczyć na nowy tytuł od Ubisoftu - The Division. A kto wie? Może i Watch Dogs 2. Co prawda francuski wydawca musi wyciągnąć konsekwencje ze swoich ostatnich premier, w szczególności Assassin's Creed Unity i Watch Dogs właśnie, ale silne portfolio i utalentowane zespoły z pewnością jeszcze nas zaskoczą.

W rozsianych po całym świecie studiach, samodzielnych i należących do różnych wydawców, gdzieś w ukryciu, a być może na desce kreślarskiej, powstają prototypy, które zapoczątkują całkiem nowe serie - nowe Mass Effecty, nowe BioShocki, nowe Assassin's Creedy.

Silnik się rozgrzał. Jazda dopiero się zaczyna.

Reklama

Skocz do komentarzy (13)

Autor

Zbigniew Jankowski

Zbigniew Jankowski

Editor

Od ponad 20 lat związany z mediami internetowymi, a w międzyczasie także z czasopismami o grach wideo oraz prasą regionalną.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (13)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami