Freedom Wars - Recenzja

Walcz w imię Wielkiego Brata.

W japońskich grach akcji z elementami RPG, takich jak Monster Hunter czy Soul Sacrifice, najważniejsza jest walka i udoskonalanie wyposażenia. Dobrze jednak, gdy - poza głównym aspektem - do zabawy przyciąga coś więcej. W grze Freedom Wars jest to całkiem ciekawy świat, czerpiący mocno z twórczości Orwella.

Jest rok 102013. Surowce na Ziemi skończyły się, nastąpiła kontrola populacji, a ludzkość podzieliła się na walczące ze sobą państwa - miasta, nazwane panoptikonami. Nacje wyrywają sobie resztki zasobów, a najcenniejszym są obecnie zdolni do pracy obywatele. Wszyscy muszą być przydatni, inaczej naród zginie.

Nieproduktywni członkowie społeczności tracą prawa i przywileje, stając się „grzesznikami”, których trzyma się pod ciągłym nadzorem i wyrokiem miliona lat. Jedyną szansą na umniejszenie kary i wspięcie się po drabinie społecznej jest walka. Skazańców wysyła się w imię rodzimego panoptikonu do obrony cywili lub inwazji na inne państwa - miasta, by wykraść surowce i osłabić przez to rywali.

Historia naszego bohatera rozpoczyna się bardzo standardowo. Budzimy się z amnezją w więzieniu wybranego panoptikonu. Utrata pamięci jest bardzo dużym przewinieniem - to wyrzucenie w błoto czasu i funduszy, jakie poświęcił na nas naród. Za karę tracimy wszelkie przywileje i stajemy się jednostką najniższej kategorii - z wyrokiem miliona lat właśnie.

Tymczasem wspaniałomyślne władze panoptikonu wyciągają do nas pomocną dłoń, oferując pracę w roli wspomnianego wcześniej najemnika. Dodatkowo dostajemy również Akcesorium - androida, którego zadaniem jest pomoc na polu bitwy i ciągła obserwacja skazańca. Tak rozpoczyna się ciężka i powolna wspinaczka po drabinie społecznej.

Mamy pełną wolność w tworzeniu wyglądu głównego bohatera oraz Akcesorium. Na starcie dostępne jest podstawowe wyposażenie, które składa się z karabinu, broni białej oraz specjalnego pnącza, zwanego „cierniem”. Cierń służy jako narzędzie do wspinaczki, szybkiego przemieszczania się, ale również spełnia rolę klasy postaci.

„Walka przypomina mechanikę wykorzystaną w Monster Hunter lub Soul Sacrifice.”

1
Nie brakuje opcji zmiany wyglądu postaci

Istnieją trzy typy tego sprzętu - ofensywna, defensywna i lecząca. Reszta broni jest dowolna i zależy od preferencji. Możemy posługiwać się małymi karabinami, wielkimi wyrzutniami rakiet, laserami, miotaczami ognia, a nawet mieczami i ogromnymi młotami. Część upuszczają wrogowie, ale najlepsze musimy kupić bądź stworzyć przy pomocy zebranych surowców.

Walka przypomina mechanikę wykorzystaną we wspomnianym Monster Hunter lub znanego użytkownikom PS Vita - Soul Sacrifice. Biegamy po dużych mapach w perspektywie trzeciej osoby, strzelając i machając wybranym orężem. Cierń urozmaica rozgrywkę, dając możliwość przyczepiania się do ścian lub większych przeciwników, skąd możemy wyprowadzać dodatkowe, specjalne ciosy. Splątanie nóg dużych oponentów może ich przewrócić i odkryć na grad potężniejszych ataków.

Grzesznicy wysyłani są wszędzie tam, gdzie pojawiają się tak zwani Porywacze, czyli ogromne roboty - pułapki, należące do wrogich panoptikonów. Polują

2
Oprawa dobrze pasuje do tematyki

Dobrze wykonane zadanie nagradzane jest umniejszeniem wyroku oraz surowcami, które częściowo rekwiruje władza. Resztę możemy zachować dla siebie bądź też przekazać państwu w zamian za odjęcie kilku bonusowych lat wyroku.

W miarę postępu i wykonywanych zadań zaczynamy stopniowo awansować, wspinając się po drabinie społecznej i wykupując prawa do kolejnych przywilejów. Z czasem więc możemy spać na leżąco (!), wyjść na „spacerniak”, biegać przez pięć sekund, a nawet rozmawiać z przedstawicielem płci przeciwnej. Dystopijna rzeczywistość jest surowa, a pełna kontrola przypomina o tym na każdym kroku.

Na przydzielone misje możemy wybrać się w każdej chwili. Wystarczy wcisnąć start, wybrać zadanie i udać się w bój. Dostęp do operacji specjalnych możliwy jest tylko z poziomu komputera umieszczonego w naszej celi.

3
Akcesoria na bieżąco komentują wydarzenia w trakcie jatki

Wraz z rozwojem obywatelskim, narasta również warstwa fabularna, a my odkrywamy dodatkowe sekrety otaczającego świata. Historia przedstawiona toczy się praktycznie tylko poza walką, więc jej postęp jest zależny od tempa wykonywania misji. Przy odpowiednim podejściu - jak przystało na japońską grę - dopiero mniej więcej po 15 godzinach poznajemy czarnego bohatera.

Opowieść jest jednak tylko dodatkiem i przyjemną nagrodą za sukcesy na polu bitwy. Walka jest kwintesencją Freedom Wars i w tym kontekście spisuje się bardzo dobrze, mimo wyraźnej powtarzalności. Większość misji polega na tym samym: zniszczyć Porywacza, zneutralizować wrogie jednostki i odeskortować porwanych obywateli do punktu. Różnorodność przeciwników jest niska, kilka modeli żołnierzy i około dziesięć typów Porywaczy, którzy później różnią się detalami i akcesoriami.

Mechanika starć rekompensuje jednak wszystko, gdyż Freedom Wars oferuje po prostu świetną zabawę. Poziom przeciwników stanowi odpowiednie wyzwanie, by motywować do obierania różnych strategii i rozwoju umiejętności, a liczne wyposażenie skłania do eksperymentowania z preferowaną bronią.

4
„Nie dotykać” - jedyne polskie słowa w grze widnieją na tablicy ostrzegawczej

W boju wspiera nas Akcesorium, służący jako sanitariusz i wykonujący proste polecenia, jak choćby „zbierz naboje”, „eskortuj cywila” czy też „osłaniaj mnie”. Dodatkowo dołączają do nas poznani bohaterowie niezależni ze swoimi androidami. Odpowiednio dobrany zespół potrafi zaważyć na losie potyczki.

Na pochwałę zasługuje również świetnie poprowadzony tryb dla wielu graczy. Jak na przygodę na przenośnej PS Vita, granie w kilka osób spisuje się wyśmienicie - możemy łączyć się ze znajomym siedzącym obok bądź też z kompletnie obcymi osobami przez sieć.

Mamy tryb versus, gdzie dwie drużyny po cztery osoby ścierają się w walce o surowce i punkty prestiżu swojego panoptikonu. Dla fanów kooperacji jest również możliwość grupowego wykonywania misji i zadań z kampanii. Pomoc towarzyszom owocuje zwolnieniem z wykonywania tej samej misji w trybie dla jednego gracza. To również doskonała okazja do zebrania rzadkich surowców (często potrzebnych do tworzenia silniejszych broni) lub po prostu wspólnej wyprawy na „bossa”.

5
Udana bitwa to taka, po której można strzelić sobie ładną focię

Mimo małej różnorodności w przypadku miejsc walki, oprawa graficzna nie zawodzi. Tekstury otoczenia i modele postaci są bardzo ładne i świetnie pasują do stylizacji na japoński film rysunkowy.

Z pewnością dla wielu graczy problematyczny będzie brak polskiej wersji językowej, a przez to trudność w nawigacji po dość skomplikowanym menu. Nie wybieramy wszystkiego po prostym stuknięciu w pauzę. Lawirujemy pomiędzy kilkoma menu dostępnymi pod przyciskiem start, ale też po uruchomieniu wyświetlacza w naszej celi bądź rozmowie z nierozłącznym Akcesorium - dużo tabelek i statystyk, w których łatwo się pogubić.

Freedom Wars to ciekawa propozycja dla miłośników potyczek małych ludzi z wielkimi bestiami, z całkiem zgrabną fabułą i gorzkim upadkiem cywilizacji. Typowy cel ciągłego podnoszenia poziomu postaci został przedstawiony jako ciężka praca, zmierzająca do skrócenia absurdalnego wyroku. Tutaj to my jesteśmy surowcem. Jeszcze tylko paręset tysięcy lat odpuszczenia „kary” i wreszcie będziemy wolni!

8 /10

Reklama

Zasady oceniania gier w Eurogamer.pl

Skocz do komentarzy (0)

Autor

Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Recenzent

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (0)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami