Octodad: Dadliest Catch - Recenzja

Ośmiornica udająca człowieka nie ma lekkiego życia.

Życie Oktotaty nie należy do najłatwiejszych. Trzeba dbać o dobre relacje z żoną i dziećmi, pilnować porządku w domu i ogrodzie, oraz unikać szalonego kucharza, który chce ujawnić światu nasz sekret. Jaka to tajemnica? Otóż nasz bohater jest ośmiornicą. Zawsze nią był. By nie stracić wszystkiego, na co tak ciężko zapracował, musi ciągle dbać, by nikt go nie zdemaskował. Jednak nie jest to takie proste, gdy jest się głowonogiem ubranym w garnitur.

Urok i sedno tej zabawnej gry niezależnej to właśnie walka o zachowanie pozorów i nie wzbudzanie podejrzeń całego świata w trakcie wykonywania zwykłych, codziennych czynności. Koszenie trawy, parzenie porannej kawy, robienie zakupów w supermarkecie - wszystko to brzmi banalnie, ale nie w momencie, gdy zamiast rąk i nóg ma się mackowate, nieprecyzyjne ramiona.

Wprowadzenie do gry w postaci przygotowań do ślubu Oktokawalera ze swoją wybranką Scarlet uczy nas najdziwniejszego sterowania na świecie. Doskonale oddaje to codzienne trudy bycia ośmiornicą udającą człowieka. Gałkami analogowymi ruszamy „ręką" postaci, przesuwamy przedmioty dookoła, a chwytamy je wciskając przycisk R1 bądź też X. Mimo powierzchownej prostoty, bardzo szybko okazuje się, że chwycenie za klamkę i otwarcie drzwi to nie lada wyzwanie.

Chodzenie też nie należy do najłatwiejszych zadań dla ośmiornic. Przytrzymując jeden spust (lewy bądź prawy - zależnie od nogi) wychylamy gałki, by wykonać krok, następnie czynność powtarzamy trzymając drugi spust. Prościzna? Poczekajcie, aż napotkacie na drodze schody albo zmuszeni będziecie do biegania.

„Urok i czar tej zabawnej produkcji zawiera się w absurdalnych zadaniach i losowych sytuacjach”

Gra nie musi szczególnie silić się na bycie śmieszną - zabawa wynika z tego jak gramy i co nam się przydarza po drodze. Rozdygotany, galaretkowy dżentelmen zaplątany w konstrukcji dziecięcej zjeżdżalni potrafi rozbawić do łez, kiedy zdamy sobie sprawę, że tak naprawdę próbowaliśmy otworzyć szopę i wyjąć kosiarkę, ale „noga nam się omsknęła".

To festiwal „wielkich-małych" osiągnięć, kiedy po licznych próbach udaje się nalać dziecku mleko do szklanki, nie przewracając przy tym mebli i nie taranując reszty domowników. Potrafi rozśmieszyć zarówno gracza, jak i osobę przyglądającą się naszym zmaganiom z boku.

Opowieść przedstawiona w Octodad: Dadliest Catch obejmuje jeden dzień z życia tego wyjątkowego członka rodziny. Oktotata z żoną i dziećmi wybierają się na wycieczkę do miejskiego Akwarium. Na miejscu musimy ukrywać prawdziwą tożsamość przed naukowcami, którzy potrafią odróżnić głowonogi od ssaków - w tym świecie nie bardzo przekonuje ich narzucenie garnituru i chodzenie w pozycji wyprostowanej. Unikamy zatem podejrzliwego wzroku i przekradamy się za ich plecami, nie popełniając po drodze zbyt wielu demaskujących wpadek na oczach innych zwiedzających.

5
Juuuż ci niosę suknię z weloneeem... jak tylko przejdę przez ten tor przeszkód.

Na domiar złego zły kucharz Fujimoto prześladuje nas od dłuższego czasu i próbuje na każdym kroku ujawnić naszą prawdziwą tożsamość wobec kochającej i niczego nie podejrzewającej rodziny. Przygoda kończy się całkiem zabawnie i wesoło. Scenariusz nie jest wyjątkowo skomplikowany, ale posiada kilka bardzo dobrych momentów i świetnie nakreśla ironiczną naiwność opowieści. Jeżeli kogoś na początku nie odstraszyła wizja bulgoczącego ojca rodziny, który jest ośmiornicą, to zapewne będzie świetnie się bawił do samego końca.

Specjalny pasek „wykrycia" zapełnia się na dole za każdym razem, gdy zachowamy się nietypowo w miejscach publicznych. Jest to arcytrudne zadanie, kiedy nie ma się kręgosłupa, a ludzie wszędzie rzucają skórki od bananów i łamliwe przedmioty. Różnorodność poziomów skłania nas do wykonywania tak absurdalnych czynności, jak tańce disco, przeciskanie się otworami wentylacyjnymi, ślizganie po mokrym pokładzie statku w sztormie lub też granie w cymbergaja. Dla każdego coś miłego.

Osoby zakochane w trudnym, nieprecyzyjnym, ale zabawnym sterowaniu może ucieszyć tryb kooperacji kilku graczy. Aż cztery osoby jednocześnie mogą sterować tatą! Każdy gracz jest odpowiedzialny za swoją kończynę i razem wykonują wszystkie zadania w grze. Jest to dość szalony pomysł - choć w kontekście tej gry raczej nic nas nie zdziwi - i może niekoniecznie gwarantuje możliwość skutecznego ukończenia w ten sposób całej przygody, ale na pewno zapewni salwy śmiechu wśród wszystkich uczestników.

6
Macki zapewniają dobrą kontrolę nad piłką - NBA stoi otworem

Nie jest to jednak produkcja bez wad. Obok celowo utrudnionego sterowania, Octodad cierpi na wadliwą pracę kamery. Przy tak nieprzyjaznym modelu poruszania się możliwość kontrolowania widoku powinna być nieco łatwiejsza, a już tym bardziej nie powinna się zacinać, utrudniając przejście wybranego fragmentu. Zdarzało mi się kilka razy utknąć przez zablokowaną kamerę bądź spaść przez tekstury podłogi zaraz po automatycznym zapisie stanu, co zmuszało do rozpoczynania rozdziału od samego początku.

Czar tej zabawnej produkcji zawiera się właśnie w absurdalnych zadaniach i losowych sytuacjach wytworzonych przez nasze nieudolne poruszanie się. Wyraźnie słabsze fragmenty Octodad to właśnie te etapy, które za bardzo chcą przypominać zwykłą grę przygodowo-platformową. Przekradanie się po wąskich belkach przy uciążliwej pracy kamery potrafi podnieść ciśnienie, a finałowa walka za bardzo przypomina klasyczny model potyczki z bossami i nie uwypukla głównych atutów gry. Octodad nie musi silić się na bycie „typową grą", by spełniać swoje zadanie.

Na szczęście, przyjemna budowa poszczególnych poziomów i zabawne misje złożone z codziennych, prostych czynności sprawiają, że gra podoba się mimo wszystko. Długość całej przygody - nieco ponad dwie godziny - nie pozwala również na znudzenie się samym modelem rozgrywki i wydaje optymalna. Octodad: Dadliest Catch to doskonała odskocznia od większych tytułów. Warto zapoznać się z tym projektem, jak tylko pojawi się w przecenie.

7 /10

Reklama

Zasady oceniania gier w Eurogamer.pl

Skocz do komentarzy (6)

Autor

Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Recenzent

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (6)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami