Blackguards - wrażenia z wczesnej wersji

Turowe RPG od weteranów gatunku przygodówek.

Daedalic Entertainment to niemieckie studio odpowiedzialne przede wszystkim za klasyczne gry przygodowe, w tym również za popularną serię Deponia. Twórcy postanowili odpocząć od gatunku „point and click”, zajęli się produkcją Blackguards - turowego RPG. Efekt ich wysiłków to pozytywne zaskoczenie.

Po spędzeniu z grą kilkunastu godzin można stwierdzić bez wahania, że projektanci nie wybrali gatunku na chybił trafił. Mocno odczuwalne, przede wszystkim w walce, są inspiracje i wpływy „papierowymi” grami RPG.

Historia obraca się wokół niesprawiedliwego oskarżenia głównego bohatera o morderstwo pewnej księżniczki. Przygodę rozpoczynamy w więzieniu, na szczęście pewien sympatyczny krasnolud pomaga nam w ucieczce, przy okazji zostając naszym towarzyszem broni. Następnie ruszamy w świat, by dowiedzieć się kto naprawdę zabił niewiastę i jaki miał w tym cel. Całość rozgrywa się w uniwersum The Dark Eye, wykorzystywanego już w innych grach - między innymi w popularnym Drakensang.

Fabuła nie jest wyjątkowo oryginalna, choć tajemnicza atmosfera i zagadkowa zbrodnia przyciągają uwagę. Pomogłyby lepiej napisane dialogi, lecz niestety w większości są po prostu nijakie. To lekkie rozczarowanie, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że scenarzyści to weterani przygodówek.

Eksplorację zrealizowano w sposób niezwykle prosty, choć w zupełności wystarczający. Podróżowanie ogranicza się do wybierania lokacji na mapie świata. Miasta, które odwiedzamy, to wyłącznie pojedyncze animowane scenerie - na przykład główny plac czy rynek - oferujące dostęp do handlarzy, karczmy, medyków i innych postaci niezależnych.

Głównym daniem w Blackguards jest oczywiście walka. Chociaż system boryka się jeszcze z niedociągnięciami i drobnymi błędami typowymi dla wczesnych wersji gier, to potyczki są wciągające i wymagające. Twórcy zaimplementowali element interakcji z otoczeniem, często zmuszają nas do wykonywania podczas bitwy dodatkowych czynności, co urozmaica doświadczenie. Musimy na przykład uruchomić kilka pułapek lub zatarasować przejścia, z których wypełzają kolejni przeciwnicy.

Starcia rozgrywają się w starannie zaprojektowanych lokacjach, te nigdy nie są przypadkowe. Pole akcji pokryte jest siatką sześcianów, po których się poruszamy. Wszystko co robimy w trakcie walki zużywa nasze punkty akcji, musimy więc dokładnie planować każdy ruch wszystkich postaci, których w grupie możemy mieć maksymalnie pięć. By zwyciężyć, używamy nie tylko różnego rodzaju broni - toporów, mieczy, kusz, łuków czy mieczy - ale też specjalnych zdolności związanych z orężem oraz czarów.

Gdy tworzymy naszego bohatera, wybieramy jedną z trzech dostępnych profesji. Możemy zostać wojownikiem, magiem lub łowcą. Decyzja determinuje specjalne zdolności z drzewka talentów, do którego zyskujemy dostęp. Rozwój postaci jest rozbudowany - przy pierwszym kontakcie wydaje się skomplikowany. Dodajemy punkty do statystyk, atrybutów, możemy w ten sposób konkretnie określić przeznaczenie każdego członka zespołu na polu bitwy. Warto zaznaczyć, że postać łatwo też „zepsuć”, dlatego niezbędne jest dokładne przemyślenie przyszłej specjalizacji naszych herosów.

blgscr
Różnorodność spotykanych przeciwników to jedna z zalet Blackguards

Jedyny istotny minus związany z potyczkami to brak systemu osłon i bonusów związanych z atakowaniem przeciwnika odwróconego do nas plecami, czy bokiem. Ich obecność zdecydowanie urozmaiciłaby mechanikę walki, chociaż i bez tego musimy rozważnie pozycjonować naszych bohaterów, a większość starć stanowi spore wyzwanie.

Projektanci muszą też popracować nad sztuczną inteligencją, której zdarza się czasem popełniać znaczące błędy. Kilka razy obserwowałem wrogów, którzy nie potrafili ominąć pułapki, lub używali mikstur i konkretnych czarów w zupełnie niewłaściwych momentach. Na szczęście w większości przypadków przeciwnicy funkcjonują rozsądnie.

Wszystko wskazuje na to, że wielbiciele turowej rozgrywki doczekają się pozycji godnej uwagi. Pełna wersja Blackguards zadebiutuje w styczniu. Będzie to debiut Daedalic Entertainment poza gatunkiem przygodówek, ale już teraz można stwierdzić, że takiej produkcji nie powstydziliby się nawet doświadczeni twórcy RPG.

Reklama

Skocz do komentarzy (0)

Autor

Mateusz Zdanowicz

Mateusz Zdanowicz

Senior Editor

Człowiek orkiestra i miłośnik gier niezależnych. Mateusz zajmuje się przygotowywaniem recenzji, artykułów oraz poradników. Wspiera również dział informacyjny.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (0)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami