Total Overdose - Retrospektywa

Totalne przedawkowanie ostrą, meksykańską akcją.

Meksykańscy mafiosi są bezczelni. Wmawiają mi, że mój porządny ojciec przedawkował prochy, a brata omal nie zabili. Na dodatek wciąż bezprecedensowo obnoszą się z handlem narkotykami. Mają nawet swoje hurtownie. Właśnie forsuję pickupem wjazd do jednej z nich. W ostatniej chwili wyskakuję z auta, które pędzi jeszcze chwilę po parkingu i wjeżdża w pobliską cysternę. Bum!

Uwielbiam być w centrum akcji. Szybko dobywam strzelbę, chowam się za pobliskim filarem i czekam kilka sekund aż tym półgłówkom skończy się amunicja. Wyskakuję z kryjówki. W powietrzu przedziurawiam dubeltówką klatki piersiowe wąsaczy przeładowujących broń. Czuję w żyłach szybko bijący puls, a na zewnątrz wszystko rozgrywa się jakby w zwolnionym tempie. Podbiegam do ściany garażu, odbijam się od niej i wykonuję w powietrzu gwiazdę. Efektowne salto to ostatnia rzecz, jaką widzą przed śmiercią ci parszywi kryminaliści i ich prostytutki. Nazywam się Ramiro Cruz, jestem wkurzony i niebezpieczny jak rozjuszony byk.

Total Overdose to udane połączenie ciekawej historii porachunków rodziny Cruz z mafią, otwartego świata meksykańskich miast i prowincji, oraz dynamicznej, efektownej strzelaniny. Akcję, którą obserwujemy zza pleców głównego bohatera, potęgują samochodowe pościgi i regionalna muzyka wymieszana ze współczesnymi brzmieniami hip-hopowymi. W skórze Ramiro Cruz przemierzamy fikcyjne miasto Los Toros i, tropem brata bliźniaka, odkrywamy okoliczności śmierci ojca. W międzyczasie podpadamy największej i najgroźniejszej mafii w Meksyku oraz wpadamy w oko ostrej jak brzytwa kobiecie.

„Zabawna, brutalna, dynamiczna rozgrywka to wystarczające powody do tego, by powrócić na chwilę do Los Toros i ponownie dać w kość samozwańczym władcom Meksyku."

2
Pojedynki pistolet kontra łopata bywają zacięte jak wsteczny bieg wózka widłowego

Poza głównym wątkiem fabularnym możemy w każdej chwili podjąć się dodatkowych wyzwań rozmieszczonych w zakątkach Meksyku. Większość z nich polega na zlikwidowaniu w określonym czasie grupy przeciwników lub wysadzaniu wszystkiego dookoła w powietrze. Choć krew leje się gęsto, przemoc nie jest motorem napędowym zabawy. Dynamiczna rozgrywka i bijące z każdej strony ekranu poczucie humoru to największe atuty gry. Czasami musimy pozbyć się kilkunastu uzbrojonych bandziorów przebranych za kościotrupy, wyglądających jak dzieci w Halloween. W tym celu albo taranujemy ich głową, niczym rozpędzony byk, albo strzelamy z karabinów umieszczonych w futerale po gitarze, jak Antonio Banderas w filmie Desperado.

Za wykonywanie rozmaitych akrobacji i likwidowanie wrogów w równie finezyjny sposób nabijamy punkty i odblokowujemy dodatkowe bonusy, przedłużające pasek życia bohatera lub pozwalające przewinąć czas do tyłu, gdy nieopatrznie zginiemy w gąszczu świszczących kul. To zręcznościowa gra w pełnym tego słowa znaczeniu. Pojazdy prowadzi się lekko i przyjemnie, podobnie pruje się do wrogów ze śrutu, dubeltówek, karabinów snajperskich, a nawet okłada łopatą, czy grabiami.

1
Lot sprzyja precyzyjniejszym strzałom

W Total Overdose nie ma czasu na nudę - jeśli przez moment poczujemy znużenie rozgrywką, gra wnet zaserwuje nam zjazd z wieży ciśnień po linie albo podsunie pod nos wózek widłowy, którym efektownie staranujemy barykady meksykańskich mafiozów.

Od premiery gry minęło już osiem lat, ale kanciasta, humorystycznie przerysowana oprawa graficzna wciąż może się podobać, zwłaszcza wygląd i zachowanie przeciwników niegrzeszących inteligencją. Przerywniki filmowe w komiczny sposób przedstawiają rozwój wydarzeń i sposób myślenia nowicjuszy w światku przestępczym. Ponadto animacje wygibasów głównego bohatera nadal wyglądają na tyle efektownie , że wciąż z przyjemnością skacze się z dachów, balkonów i schodów budynków wprost na głowy bandziorów.

Z kolei muzyka do dziś wywołuje uśmiech na twarzy. Utworów nie jest zbyt wiele, ale motyw z menu głównego zapamiętam do końca życia, bo idealnie wpasowuje się w zwariowany klimat gry.

Zabawna, brutalna, dynamiczna rozgrywka to wystarczające powody do tego, by powrócić na chwilę do Los Toros i ponownie dać w kość samozwańczym władcom Meksyku. Przeładowuję strzelbę, zagryzam burritos i z nadzieją oczekuję drugiej części tej wyjątkowej, wybuchowej produkcji. Do zobaczenia w latynoskim piekle, gringo!

Reklama

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (0)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami