Borderlands 2: Sir Hammerlock's Big Game Hunt DLC - Recenzja

Pamiętniki z wakacji.

Po wydarzeniach z Borderlands 2, sir Hammerlock zabiera nas na dżentelmeńską wyprawę w głąb tajemniczego kontynentu Aegrus. Nic tak nie relaksuje jak polowanie na egzotyczne zwierzęta i męskie opowieści przy ognisku. Sielankę szybko przerywa kolejny popapraniec, który chce podbić świat i nikt poza nami nie może go powstrzymać! Co więcej, Claptrap również uznał tę krainę za idealne miejsce na wycieczkę. Nici z wypoczynku, czas na przygodę!

Trzeci dodatek nie zawiódł moich oczekiwań, ale też i nie zaskoczył niczym szczególnym. Nie jest tak barwny jak przygody z panem Torgue czy pirackie podboje Kapitan Scarlett, ale na pewno ilością akcji i przeciwników utrzymuje stały, wysoki poziom.

Choć to pierwszy dodatek, który opowiada historię po wydarzeniach z podstawowej wersji gry, nie jest to wielki skok fabularny. Ot, jeden niedobitek Hyperionu, którego statek rozbił się na dzikim kontynencie, jednoczy kilka plemion i marzy o byciu geniuszem zła. Profesor Nakayama, bo o nim mowa, na szczęście nie jest największą atrakcją niniejszego rozszerzenia.

Prawdziwą perełką są przeciwnicy. Aegrus to naturalne środowisko wielu nowych bestii, które nie zawsze da się łatwo pokonać. Spotykamy skorpionopodobne Scayliony, drapieżne Boroki czy też latające i bardzo niebezpieczne Giant Spore. Te ostatnie potrafią bardzo uprzykrzyć życie, kiedy nie zestrzeli się ich w porę i zaczną wypuszczać w naszym kierunku wybuchające „zarodniki”. Powracają również znane z pierwszej części wielkie, pajęcze Driftery - są tak samo duże, ale nie aż tak niebezpieczne jak kiedyś. Przemierzana puszcza pełna jest tych stworów, więc co jakiś czas staniemy przed koniecznością walki o przetrwanie.

2
Nowy pojazd do dyspozycji wpasowuje się w krajobraz kontynentu, ale bywa zawodny na nierównych terenach

Zmierzymy się też z dzikusami Nakayamy, którzy na pierwszy rzut oka przypominają tubylców znanych z ekranizacji „King Konga”. Walka z nimi nie byłaby jakkolwiek uciążliwa, gdyby nie moce Szamanów. Mogą na chwilę spowolnić czy też sparaliżować, podpalić, razić prądem bohatera czy też rzucić się na nas pod postacią małej trąby powietrznej. Walka z tą całą zgrają bywa wymagająca i czasami trzeba przemyśleć lub zmienić strategię. Tryb kooperacji na Aegrus bardzo się przydaje.

Przy okazji recenzji drugiego dodatku DLC do Borderlands 2 marudziłem, że nie dostaliśmy żadnych nowych pojazdów. Teraz duże odległości pokonujemy poduszkowcem, który dozbrajamy w granatniki bądź miotacz ognia. Choć maszyna odpowiednio wpasowuje się w krajobraz kontynentu, to nie jest tak niezawodna jak piracki Sand Skiff. Kilka razy zdarzało mi się zahaczyć o nierówne tereny, co latającą łódką praktycznie się nie zdarzało.

Czas poświęcony na główny wątek, który zawiera się w pięciu misjach, to maksymalnie trzy godziny. Wzorem wybuchowych przygód z panem Torgue mogłoby być śmieszniej i dłużej. Poprzeczka, jaką ustawił impulsywny dyrektor generalny, okazała się nieco za wysoka dla podróżnika i dżentelmena. Profesor Nakayama czasami potrafił uratować sytuację i rozbawić nieco, ale wciąż to niewiele jak na wyznaczone standardy.

„Wzorem wybuchowych przygód z panem Torgue mogłoby być śmieszniej i dłużej.”

Fragmenty dodatku z angielskim komentarzem Iana Hightona z naszej brytyjskiej redakcji

Z pomocą przychodzi reszta zawartości dodatku, czyli minimum dwie dodatkowe godziny z dwunastoma zadaniami pobocznymi. W trakcie przygód z sir Hammerlockiem to nie główny wątek jest wyzwaniem, a właśnie polowania. Wąsaty kompan wysyła nas kilka razy na ustrzelenie prawdziwie dużych zwierząt, które mniej doświadczonych graczy mogą zaskoczyć poziomem trudności. Dodatkowe zadania są nie tylko wymagające, ale i całkiem zabawne.

Zawiodłem się na ścieżce dźwiękowej. Każdy dodatek miał do tej pory specyficzne, nowe tło melodyczne. Aegrus to kilka dużych obszarów - od bagien, przez dżunglę, po naskalne wioski dzikusów profesora Nakayamy. Wszystko to bez własnej muzyki wydaje się niepełne; jakby wykonane w pośpiechu.

Sir Hammerlock's Big Game Hunt to mniej szalona i wybuchowa przygoda, ale nadal pasująca do świata Borderlands. Umiejscowienie akcji po ukończeniu głównego wątku wydaje się trochę na doczepkę i nie ma takiego wydźwięku jak chociażby Secret Armory of General Knoxx czy też późniejsza „Roborewolucja” w pierwszej części.

To dodatek dla graczy, którzy osiągnęli najwyższy poziom doświadczenia i pragną odmiany od typowej chmary plujących ołowiem bandytów. Wyruszamy w dzicz, by upolować dużego zwierza; po drodze na życzenie samego Nakayamy niweczymy jego niecne plany, a następnie wracamy do krzaków w poszukiwaniu głowy do oprawienia i powieszenia nad kominkiem.

7 /10

Reklama

Zasady oceniania gier w Eurogamer.pl

Skocz do komentarzy (2)

Autor

Łukasz Winkel

Łukasz Winkel

Recenzent

Zakochany w grach od dziecka. Transhumanista duchem, postmodernista z lenistwa.

Powiązane materiały

Na stronie

Komentarze (2)

Komentarze zostały zamknięte.

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami