Krzysztof Gonciarz to bez wątpienia jedna z bardziej rozpoznawalnych postaci mediów o grach wideo w Polsce. W ciągu ostatnich lat stał się także uznanym twórcą programów na YouTube'ie, gdzie jego flagową audycję „Zapytaj Beczkę” ogląda ponad sto tysięcy widzów. Z końcem października dziennikarz zrezygnował z pracy w portalu Gry-Online.pl, gdzie od 5 lat tworzył najpopularniejszy serwis z materiałami wideo dla graczy - tvgry.pl.

Dla miłośników gier wideo, którzy śledzą nie tylko najnowsze tytuły, ale również wydarzenia i ciekawostki z branży, odejście Krzysztofa Gonciarza było niemałym zaskoczeniem. Tradycyjne już pogaduszki przy kawce w pracy lub bułce w szkole nie ominęły oczywiście Facebooka i YouTube'a.

- Dużo ludzi chciałoby widzieć tu jakąś aferę - wyjaśnia Krzysiek. - Tymczasem nawet nie bardzo jest o czym opowiadać, bo rozstaliśmy się w bardzo dobrych nastrojach.

- Spędziłem w GRY-OnLine S.A. ponad 5 lat na etacie. To wystarczający czas i obie strony się zgodziły, że potrzebne są zmiany - kontynuuje. - Ja, po okresie ciężkiej pracy, potrzebowałem zmiany optyki i środowiska, a tvgry.pl odświeżenia pod cudzym okiem. To był bardzo owocny czas, w którym zarówno serwis, jak i ja - w sensie rozwoju osobistego - dużo zyskaliśmy dzięki sobie nawzajem, co podkreślają także moi byli już szefowie. Według Krzysztofa Gonciarza, długoletnia praca przy grach wideo może stać się nużąca i nie da się wykonywać tego samego w nieskończoność.

- Po pewnym czasie zaczynasz mieć wrażenie, że gry są coraz bardziej do siebie podobne - wyjaśnia i podaje przykład: - Pierwszy wyjazd na targi E3 to dla każdego niesamowite przeżycie. Piąty? Już zbyt dużo widziałeś, żeby się wciąż tym wszystkim „jarać” w stopniu, który będzie atrakcyjny dla widzów.

- Czuję, że patrzę na gry kompletnie inaczej niż nastoletni widzowie, i nie potrafię już tego zmienić - wyznaje. - Dla mnie to symptom, że trzeba coś w życiu poprzestawiać. Nie chcę przecież zniknąć ze świata gier wideo i całkiem się od nich odciąć. Ale potrzebuję oddechu, żeby złapać świeżość w myśleniu o nich.

Po kilku dniach „wolności”, Krzysiek z radością uruchomił kilka tytułów, które zalegały na półkach. - Pierwszy raz od ośmiu lat poczułem, że gram dla relaksu. I tego mi było właśnie trzeba - dodaje. Jak mówi, prędzej rozstanie się definitywnie z pisaniem lub mówieniem o grach, niż z samymi grami.

„Po pewnym czasie zaczynasz mieć wrażenie, że gry są coraz bardziej do siebie podobne.”

Jeden z programów Krzysztofa Gonciarza na YouTube'ie - „Zapytaj Beczkę”. Choć popularność zdobył jako zabawne show dla młodzieży, w rzeczywistości sporo tu inteligentnego dowcipu i wyśmiewania rzeczywistości:

Wywiady w branży gier są sztuczne

Krzysztof Gonciarz debiutował bardzo wcześnie. W 1999 roku, mając zaledwie 14 lat opublikował swój pierwszy tekst w CD Action. - Jako nastolatek ekscytowałem się redakcyjnymi fotami ekipy Secret Service, ŚGK, Resetu czy CD-Action. Chciałem robić to, co oni, i bardzo wcześnie uczyniłem pierwsze kroki w tę stronę - wyjaśnia Krzysiek i z uśmiechem opowiada o swojej ówczesnej pracy przy polonizacji Baldur's Gate 2.

- Nikt w zespole chyba nie wiedział, w jakim jestem wieku, ale dwoiłem się i troiłem, żeby zrobić swoje - przyznaje. - Czuję się trochę winny, bo w tym wieku branie na siebie 300 stron tłumaczenia, to nie był dobry pomysł. Robota oczywiście trochę mnie przerosła i Rysław, czyli Ryszard Chojnowski, obecnie szef firmy Albion, musiał sporo się narobić, żeby wygładzić moje teksty. Spotkaliśmy się wiele, wiele lat później na E3 i przyznałem mu się, że to ja.

W 2004 roku Krzysztof Gonciarz debiutuje w serwisie internetowym Gry-OnLine.pl, najpopularniejszym portalu o grach wideo w Polsce.

- Recenzje i zapowiedzi były wtedy w zasadzie dodatkami - opowiada. - Główną pracą autorów szukających roboty były poradniki do gier. Pisałem wtedy nierzadko prawdziwe kolosy. Niektóre poradniki, patrząc na liczbę znaków, były dłuższe niż książka „Wybuchające Beczki”. Mój poradnik do Obliviona został nawet dołączony do pierwszego pudełkowego wydania tej gry w Polsce.

Trzy lata później szefowie Gry-Online.pl powierzyli mu funkcję głównego producenta tvgry.pl, serwisu z materiałami wideo dedykowanymi dla graczy. Jak wspomina początki?

- Podszedłem do pracy bardzo ambicjonalnie i zacząłem intensywnie chłonąć wszystkie materiały źródłowe na temat wideo, jakie tylko mogłem znaleźć, w międzyczasie oczywiście pojawiając się w niebywale drętwej postaci przed kamerą, i przechodząc przez chrzest ognia komentarzy pokroju „ten koleś nigdy nie będzie się nadawać do występowania” - mówi Krzysztof Gonciarz. - Niektórzy pewnie do dziś tak o mnie myślą, ale przynajmniej mam więcej argumentów niż kiedyś.

„Podszedłem do pracy bardzo ambicjonalnie i zacząłem intensywnie chłonąć wszystkie materiały źródłowe na temat wideo.”

2
Serwis tvgry.pl Krzysztof Gonciarz tworzył od 5 lat

Pierwsze materiały wideo w Polsce, nie tylko w serwisie tvgry.pl, to nieustanne poszukiwanie nowych, ciekawych rozwiązań. W amerykańskich mediach internetowych, na których często wzorują się polscy twórcy wideo, trendy wyznaczały wideorecenzje serwisu GameTrailers czy GameSpot.

- My odeszliśmy od tego formatu i stworzyliśmy „Gramy!”, czyli krótką formę współczesnego letsplaya - przekonuje autor książki o grach wideo „Wybuchające Beczki”. - Okazało się, że widzowie nie tylko chcą poznać nasze zdanie o grze, ale też zobaczyć jak się w nią faktycznie gra. Dziś to niewyobrażalne, ale wtedy - powiedzmy, w 2008 roku - mało kto oferował to drugie. Dziś wydaje mi się też zabawne, że kiedy stawaliśmy się popularni, wiele osób zarzucało nam, że to jest „dla dzieciaków”, infantylne, proste i niewymagające. Dziś to samo pisze się o ludziach nagrywających gry na YouTube, a my się stopniowo staliśmy „starą gwardią”, poważnymi „redaktorami”, którzy tworzą content dla starszych niż letsplayerzy od Minecrafta. Może widownia dorosła razem z nami?

- Byliśmy też jednymi z pierwszych, którzy zaczęli otwarcie odmawiać przeprowadzania wywiadów, na przykład na targach gier. Na początku latałem z mikrofonem do każdego dewelopera i PR-owca w nadziei, że poznam jakieś pilnie strzeżone tajemnice - wspomina. - Niedługo potem zrozumiałem, że wywiady w branży gier są sztuczne i nikt nie chce ich oglądać. Podszkoliłem się pod względem warsztatu, techniki przeprowadzania wywiadu, języka i niestety nic się nie zmieniło. Dziś jedyny sens robienia wywiadów widzę w przypadku twórców niezależnych, bo oni mówią, co chcą, oraz największych autorytetów branży, bo oni też mówią, co chcą, mimo że często nie mogą.

Media forsują własną wizję rynku gier

Więcej czasu i odpoczynek, to także szansa na spojrzenie na branżę gier z dystansu, z perspektywy nie obarczonej bagażem „dziennikarstwa”.

- Polska branża gier przetrzymała ofensywę konsol i teraz znowu pecetowcy są na topie - mówi Krzysztof Gonciarz. - Chyba więc klimat się trochę oczyścił, bo branża nie jest już tak rozerwana pomiędzy środowisko wydawnicze, które forsuje gry na konsole, a graczy, którzy tych konsol nie mają. Przez te lata nauczyłem się chyba akceptować, że po prostu niektóre gry nigdy u nas nie będą specjalnie popularne. Nie jesteśmy krajem z dziedzictwem Nintendo, nie stoimy w kolejkach po Halo, nie rzucimy się nagle na handheldy.

Według Krzyśka, ludzie pracujący w mediach o grach często chcą forsować własną wizję branży.

- Są zaczytani w zachodnie serwisy i ulegają wrażeniu, że choćby premiera Mario Galaxy 2 to jest również u nas coś ważnego - mówi. - Tymczasem nasz rynek jest specyficzny. Ma swoje konkretne gusta - często dziwaczne. Ewenementem jest dla mnie marka Need for Speed, która od lat bardzo dobrze się „klika”, natomiast bardzo dużą część tego ruchu generują ludzie, którzy chcą opluć najnowszą odsłonę za to, że nie spełnia standardów wytyczonych ileś tam lat temu. Nie wiem, czy Need for Speed jest w Polsce popularny, bo ludzie go kupują, czy dlatego, że lubią na niego narzekać. Natomiast polskich graczy, oczywiście tych z długoletnim stażem, trzeba pochwalić, że wydają się trudni do zmanipulowania przez marketing - trzeba naprawdę wielkich nakładów finansowych, żeby Polska ruszyła do sklepów po bubel.

„Jestem znudzony grami wysokobudżetowymi.”

Krzysiek dostrzega też poważne zmiany, jeśli chodzi o rynek gier w kontekście masowego odbiorcy.

- Pamiętajmy, że prawdziwi gracze to w tym momencie wycinek branży gier wideo w Polsce. Sony dużo więcej zarabia u nas na Dancestar Party niż na Team ICO Collection. Niestety, polskie media growe niezbyt dobrze radzą sobie z docieraniem do casuali - wyjaśnia.

- Jestem znudzony grami wysokobudżetowymi - mówi z kolei o dużych tytułach. - Serio. W tym roku było raptem kilka gier z tego segmentu, które mogę uznać za naprawdę dobre, choćby XCOM. Dużo ciekawych rzeczy dzieje się natomiast w sektorze mobilnym - to chyba mój ulubiony fragment branży gier w tym momencie. Gry niezależne relatywnie rzadko potrafią do mnie naprawdę mocno przemówić, natomiast wielkim znakiem zapytania jest dla mnie model „Free to Play”. Na tegorocznym Gamescomie prawie wszystkim polskim wydawcom gier zadałem pytanie - co z tym F2P i jak się do tego mają media? Z odpowiedzi i własnej opinii zbudowałem uśrednione stanowisko, że wiadomo, że nic nie wiadomo. Czy media są potrzebne, kiedy gry są darmowe i każdy może sam je sobie sprawdzić? Tu już nie wystarczy publikować recenzji, trzeba szukać nowych form, które mogą być dla czytelników ciekawe.

Bekonowa pasta do zębów

Rezygnacja z pracy w tvgry.pl to szansa na skupienie się na innych projektach. Krzysztof Gonciarz prowadzi w tej chwili kilka popularnych programów, a „Zapytaj Beczkę” znajduje się w ścisłej czołówce tego typu audycji wideo na YouTube'ie. Specjaliści przewidują, że w ciągu kilku następnych lat najbardziej popularne osobowości YouTube'a będą w stanie zarabiać miesięcznie kilkadziesiąt tysięcy złotych.

- Być może tak będzie. Trudno mi powiedzieć. Wiem jednak, że dobry content nie wystarczy - mówi Krzysiek. - Widownia będzie musiała się przyzwyczaić, że wideo w Internecie to obszar działalności zawodowej pewnej grupy osób i „komercja” będzie na porządku dziennym. W tej branży będzie się jednak dużo działo w ciągu najbliższych lat.

„Nie wiem jeszcze, czy pójdę w stronę działalności na własny rachunek, ale potrzebna mi była zmiana otoczenia.”

Twórca zdradza, że wkrótce zaproponuje swoim widzom nowe pomysły i projekty.

- Myślę, że będę częściej vlogować, bo ta bazowa forma jakoś przemknęła mi między palcami w natłoku innych obowiązków. Dołożę wszelkich starań, żeby żadna grupa moich widzów nie pozostała na lodzie - ale też widzowie nie mogą oczekiwać, że będę stać w miejscu - wyjaśnia. - Nie wiem jeszcze, czy pójdę w stronę działalności na własny rachunek, ale potrzebna mi była zmiana otoczenia. Mam ochotę się trochę pobawić na oczach Internetu, potestować różne pomysły. Myślę, że dla moich widzów i czytelników cała ta sytuacja to raczej dobra wiadomość.

Krzysiek ma 27 lat. Urodził się w Krakowie i z miastem jest związany do dziś. Intrygują go jednak podróże, a przede wszystkim - Daleki Wschód.

1
Uuaaa, ale to było dobre!

- Zaczęło się od Japonii, która jest bliska sercu każdego gracza, a potem rozszerzyło się na część okolicznych krajów. Na pewno tam wrócę, choć chciałbym w jednym z wielkich miast tego regionu, takich jak Tokio, Szanghaj, Hong Kong czy Seul, po prostu trochę pomieszkać, poznać tę kulturę bardziej od wewnątrz niż jako turysta - opowiada Krzysiek. - Jak wyobrażam sobie Tokio w deszczu nocą, tysiące ludzi z przezroczystymi parasolkami na ulicach, neony przysłaniające niebo, a w głowie zaczynam słyszeć motyw przewodni z Ghost in the Shell, to wiem jaki mam cel w życiu.

W niektórych z opublikowanych filmów, nakręconych wspólnie z dziewczyną podczas podróży, pokazuje także lokalną kuchnię. Zajadanie się okropieństwami okazuje się być ukrytym hobby Krzyśka. Co było najgorsze?

- Najgorsza była bekonowa pasta do zębów w USA - śmieje się. - Ale to się nie liczy, bo to jest z założenia śmieszny gadżet i ma być niesmaczny. Najpoważniej mówiąc, najmniej smaczna była zupa z jedwabników, uwieczniona na jednym z naszych filmów. Nie było to dramatycznie niedobre, ale pod względem walorów smakowych nikomu bym tego nie polecił.

- Najsmaczniejszy posiłek w moim życiu to zdecydowanie sashimi z tuńczyka w restauracji w Seulu, która serwowała tylko tę „jedną” rzecz. Płacisz za samo wejście, siadasz naprzeciwko sushi mastera i zaczynasz dostawać kolejne kawałki tuńczyka. Tam też dowiedziałem się, że „shushi z tuńczyka” - u nas niepodzielne niczym pierwiastek chemiczny - tam ma kilkanaście odmian, zależnych od części ryby czy stopnia otłuszczenia mięsa. Uprzejmie jest postawić kucharzowi kieliszek soju, czyli koreańskiego bimbru, bo można w zamian dostać gratisa. Moja dziewczyna otrzymała w ten sposób fluorescencyjną, różową nalewkę z kaktusa z zanurzonym okiem tuńczyka. Niesamowite miejsce i pod względem smakowym, jak i ceremoniału związanego z posiłkiem.

Reklama

O autorze

Zbigniew Jankowski

Zbigniew Jankowski

Redakcja Eurogamer.pl

Od prawie 20 lat związany z mediami internetowymi o grach, a w międzyczasie także prasą regionalną. W latach 2012-2017 redaktor naczelny Eurogamer.pl.

Więcej artykułów od Zbigniew Jankowski

Komentarze (10)

Ukryj komentarze z niską oceną
Sortuj:
Wątki z odpowiedziami

Powiązane materiały