Eurogamer.pl

Destiny 2 - Recenzja

Tak powinna wyglądać pierwsza część.

Destiny 2 uderzyło z hukiem. Lekko opustoszała lista znajomych znowu się zapełniła, kiedy wszyscy ponownie wyruszyli na kosmiczne łowy w imię Światła i Wędrowca. Kontynuacja przygód Strażników dla nieuważnego oka może wydawać się łudząco podobna do oryginału, jednak zmian jest na tyle dużo, że ze spokojem można mówić o pełnoprawnej drugiej części.

Od razu zwracamy uwagę na fabułę, ponieważ już na starcie jest emocjonująco, intensywnie i - co najważniejsze - znacznie barwniej niż dotychczas. Odpieranie wrogiego Czerwonego Legionu podzielone jest na różnorodne sceny i zwroty akcji, które zawsze są żywo komentowane przez bohaterów, posiadają nastrojowe cutscenki i fenomenalną muzykę. Mimo poważnego nastroju, nierzadko mamy do czynienia z humorem, przez co momentami mamy wrażenie grania w nieco bardziej nastawione na rozgrywkę grupową Borderlands, lecz o niebo ładniejsze.

Grafika i projekt wszystkich poziomów stoją na wysokim poziomie. Każde odwiedzane miejsce czy oglądany przerywnik zachwycają. Świat aż prosi się o powolne podziwianie każdego zakamarka, gdyż teraz nierzadko możemy skanować różne obiekty. Owocuje to dodatkowymi komentarzami naszego Ducha, które rzucają nowe światło na wiele sekretów oraz na to, co w niedalekiej przyszłości może zaoferować fabuła.

drec2

Nieraz zatrzymamy się, by podziwiać krajobrazy

Misje wątku głównego - mimo pewnej przewidywalności - potrafią momentami pozytywnie zaskoczyć miłą odmianą w postaci sekwencji skupionych na jeżdżeniu pojazdami, uciekaniu przez portale, sabotowaniu kolejnych urządzeń bądź też skakaniu po przeszkodach. To nie tylko strzelanka, ale coś więcej - szereg różnych aktywności, gdzie walka idzie w parze z elementami platformowymi, ściganiem się czy graniem w piłkę i tańczeniem w najmniej odpowiednich momentach.

Zobacz: Destiny 2 - Poradnik, Solucja

Sama kampania to zabawa na około 12 godzin, choć oczywiście dotarcie do finału może zająć więcej czasu, bowiem po drodze stopniowo odblokowujemy aktywności poboczne, które skutecznie potrafią odciągnąć od ukończenia historii. Misje pojawiające się po napisach końcowych sprawiają natomiast, że czujemy, że ten świat żyje i dalej się rozwija.

Cztery spore lokacje z każdej strony zachęcają do eksploracji i szukania zajęć. Misje patrolowe jawią się na każdym kroku, zadania zwane Przygodami kuszą nagrodami, a widowiskowe wydarzenia publiczne aż się proszą, by dołączyć do licznej grupy graczy i pomóc w pokonaniu nieco cięższego wyzwania - szczególnie, jeżeli aktywujemy event heroiczny, by zgarnąć ciekawsze łupy. Wszystko to warto robić, by zdobywać kolejne żetony, za które też zostajemy nagradzani przez bohaterów niezależnych.

Uczucie zasypania engramami - z których „odpakowujemy” wysokiej jakości broń czy pancerz - nie ustaje na moment, co sprawia, że Destiny 2 jest dokładnie tym czego wszyscy oczekiwali. To Diablo, ale w kosmosie i z karabinami. Nawet nie potrzebujemy losowo generowanych obszarów, by równie dobrze się bawić.

drec1

Walki różnych frakcji kosmitów to całkiem częsty widok

Tygiel - tryb rywalizacji PvP - uległ całkowitemu przeprojektowaniu. Drużyny liczą teraz po czterech graczy, mapy są mniejsze, a system amunicji dla najpotężniejszych broni został restrykcyjnie przemodelowany. Każde starcie wymaga teraz nie tylko obeznania z danym trybem, ale i układem mapy i bacznym obserwowaniem interfejsu - u góry ekranu widzimy bowiem podklasy i moce Super wszystkich zawodników. Nic nie dzieje się przypadkowo i wyraźnie czuć zbliżenie się do bardziej profesjonalnych zmagań e-sportowych.

Po Tyglu można również zauważyć, że dopiero wkraczamy w pierwszą fazę rozwoju gry. Map jest stosunkowo mało, podobnie jak kooperacyjnych Szturmów. Z czasem muszą pojawić się kolejne - oby w darmowych aktualizacjach. Twórcy mają już plany na kolejne miesiące, co pasuje do gry z elementami MMO. Można nazywać to „cięciem” zawartości, ale to raczej konieczne dawkowanie atrakcji, by zachować efekt świeżości różnych aspektów zabawy.

Nowe podklasy (po jednej na klasę) są całkiem ciekawe, poza tą dla Łowcy. Tak jak Tytan miotający tarczą i Czarownik ciskający ogniste miecze wydają się odpowiednio inni, tak Gromodzierżca to właściwie tylko zmiana rażącego prądem noża na długi kostur. Nie ma w tym ani nowości, ani ekscytacji. Mniejszy stopień skomplikowania drzewek talentów i możliwości ich dostosowywania do własnych potrzeb też nie wpływają pozytywnie na wyróżnianie się z tłumu.

Po zdobyciu 20. poziomu postaci i ukończeniu historii rozpoczynamy tak zwany „endgame”. Część graczy traciła w oryginale na tym etapie zapał i motywację, gdyż wszystko sprowadzało się do żmudnego powtarzania mało różnorodnych czynności. Nowy system kamieni milowych i żetonów za różne misje na planetach sprawia, że ulepszanie sprzętu i podnoszenie statystyk to prawdziwa przyjemność. Dopiero w tym momencie zauważamy, że ograniczenie talentów było celowe.

Kombinowanie ze stylem walki i modyfikowanie swoich możliwości jest bowiem w większym stopniu związane właśnie ze sprzętem. To pancerz warunkuje, czy chcemy być bardziej mobilni, czy wytrzymali. To dzięki legendarnym i egzotycznym przedmiotom i systemowi modów poszerzamy zasięg ataków obszarowych, albo z sześciu Złotych Strzałów Łowcy robimy jeden, ale mogący zabrać bossowi ponad połowę punktów zdrowia.

Warto nadmienić, że krytykowane głośno mikrotransakcje nie mają wpływu na rozgrywkę. Płacić możemy za elementy kosmetyczne lub słabe modyfikacje sprzętu, których i tak mamy na pęczki. Różne barwniki, emotki, a nawet pojazdy Sparrow czy statki zdobywamy też z Jasnych Engramów, którymi nagradzani jesteśmy za zbieranie doświadczenia już po osiągnięciu maksymalnego poziomu.

Doskonalący swoje umiejętności i ekwipunek Strażnicy po tygodniu od premiery mają dostęp do nowej grupowej aktywności zwanej Najazdem. Szereg prób na pożerającym planety statku Lewiatan to miła atrakcja, których - miejmy nadzieję - z czasem będzie jeszcze więcej. Pełen przepychu i dekoracji olbrzym należący do Kombinatu to również ciekawe estetyczne urozmaicenie od dotychczasowych jaskiń, ruin i zagraconych kompleksów militarnych.

Choć wydaje się, że łamigłówki są nieco łatwiejsze niż te znane z rajdów z oryginału i dodatków, to jednak walka nie stanowi wcale mniejszego wyzwania. Może i więc szybko orientujemy się, co konkretnie należy robić w różnych punktach lokacji, ale przygoda i tak stanowi poważne wyzwanie militarne, wymagające maksymalnego zgrania sześciu graczy.

drec3

Podczas eksploracji trafiamy na symbole - oznaczenia ukrytych sektorów, czyli podziemnych lokacji z mini-bossami i skarbem

Gadżety wszech czasów Cuda nad cudami. Gadżety wszech czasów

W Destiny 2 nie zabrakło klanów, ale teraz łączenie się w grupy pozwala na wspólne rozwijanie poziomu gildii, a co za tym idzie - zdobywanie dodatkowych bonusów dla nas samych, choćby w formie legendarnych przedmiotów. System klanowy wciąż jest rozwijany, a możliwe, że z czasem będzie miał jakieś odzwierciedlenie w trybie rywalizacji PvP.

Warto również pochwalić udaną lokalizację. Polska wersja językowa, mimo drobnych, nieznacznych potknięć w tłumaczeniu, spisuje się bardzo dobrze - zarówno pod względem doboru głosów, jak i odpowiedniego profesjonalizmu. Widać, że aktorzy dobrze się bawili przy nagrywaniu i oddają sedno scen angielskich, ale nie mamy do czynienia ze zbytnią „teatralnością”.

Po ponad sześćdziesięciu godzinach w Destiny 2 wciąż nie wykonałem wszystkiego, co gra oferuje, a nadal dobrze się bawię. To właśnie tego wszyscy oczekiwali po części pierwszej. Po premierze oryginału można było odczuć rozczarowanie, ale tym razem twórcy mocno się przyłożyli, by zaoferować produkcję ciekawszą, bogatszą i bardziej dopracowaną. Oby tak dalej.

Destiny 2 - Recenzja Łukasz Winkel Tak powinna wyglądać pierwsza część. 2017-09-15T15:47:00+02:00 4 5
Reklama

Komentarze (19)

Komentarze zostały zamknięte, ale możesz kontynuować dyskusję pod innymi materiałami lub na Forum!

  • Wczytywanie...